[Górne miasto] Pałacyk Thiessnega.

46
POST POSTACI
Mortiush pozwolił towarzyszom pójść dalej, wykorzystując chwilę by się rozejrzeć. Nie chciał pozwolić im odejść zbyt daleko, bo wciąż byli na nieswoim terenie i nie mogli czuć się bezpiecznie. Rozglądał się nie wierząc, jakie bogactwo można zgromadzić w jednym miejscu. Gdyby wpaść z większą ekipą, każdy mógłby się ustawić do końca życia. Pokusa byłą duża, by coś pochwycić. Jakąś pamiątkę, premię dla siebie. Skoro już tu wlazł, to by coś wziął. A ten kamień wydał się idealnie nadawać.
Nie zastanawiając się dłużej, Mort wydobył nóż. Wziął wdech, by uspokoić ręce i wyciągnął je w stronę kamienia. Ostrożnie poruszył go nożem, nacinął, przechylił. Jeśli był jakoś zabezpieczony, był gotowy by reagować. Z tyłu głowy miał myśl, że to co robi jest głupie. Mimo to jednak kontynuował. Następnie sprawdził ręką. Najpierw delikatnie musnął palcem, potem położył na nim dłoń. Po tych zabiegach, nie widząc zagrożenia dopiero ostrożnie zebrał kamień, by zawinąć go w szmatkę i schować do torby. Po tym drobnym akcie spojrzał za towarzyszami z małą nadzieją, by nic nie zauważyli i ruszył za nimi w poszukiwaniu celu ich "wizyty". Wciąż mieli tu zadanie do wypełnienia. A teraz zaczynała się trudniejsza część, czyli wydostanie się stąd w jednym kawałku.

[Górne miasto] Pałacyk Thiessnega.

47
POST BARDA
Kamień nie był w żaden sposób zamocowany. Była to zwyczajna ozdoba. Położona tak, by cieszyła oko. Jakie mogły być powody, że całkowicie leżała bez zabezpieczenia? W końcu to tylko zwyczajny kamień, który tak sobie tylko stał. Nie było żadnej niespodzianki czekającej na niego. Mógł to wziąć i zabrać do kieszeni. I mógł ruszyć dalej. A reszta jego ekipy nie zauważyła nawet tego. Mortiush zauważył, że stoją jak wryci przez chwilę, a i on usłyszał znajomy głos. Taki, który zdecydowanie nie powinien być.
- Co wy tak stoicie, jakbyście ducha zobaczyli. To do was nie pasuje moi drodzy. - Sarkastyczny głos mógł należeć tylko to jednej osoby. Tej, która tu być nie powinna - Jedynastki. Kiedy tylko zauważył Mortiusha, uśmiechnął się do niego szeroko i z wyższością.
- O i patrzcie, pojawił się pupilek naszego diabelstwa. Jak tam żyje się z tymi debilami? Nie spartaczyli niczego do tej pory? Po was ludziach wszystkiego idzie się spodziewać. - Jedynastka wyglądał inaczej. Uśmiechnął się w inny sposób, wydawał się znacznie pewniejszy wszystkiego. Opierał się o półkę, przy której znajdował się niebieska książka. Oprawa była wypełniona kamieniami szlachetnymi. Stała Jako jedyna stała na niej. W szklanej zabudowie, do której nie przewidziano drzwiczek. Jakby ktoś obudował tym ten przedmiot.
- Ciebie tu nie powinno być! - odezwał się mag wyrwany z szoku. - Powinieneś być gdzieś indziej!
- Oh...ale z ciebie bystrzak. Niespodzianka. Jestem tu! -I zaśmiał się głośno.
- Jak...się tu dostałeś i co tu robisz jedynastko? - Odezwał się wojownik. -
- Kolejny mądry inaczej. Jestem tu po to samo, co wy. Tak trudno się domyślić? - Odpowiedział kpiąco.
Spoiler:
Licznik pechowych ofiar:
8

[Górne miasto] Pałacyk Thiessnega.

48
POST POSTACI
Mortiush zadowolony z siebie dogonił resztę zespołu. Zwątpienie wradło się w jego myśli kiedy spostrzegł niespodziewanego gościa. Przybył ich wesprzeć? Zdradził? Od początku był z gospodarzem? CO on tu robił i po co? Mort nie znał całego planu akcji, nie mógł więc wiedzieć, czy jego obecność tutaj jest pozytywna, czy nie. bardziej skłaniał się do tego drugiego, wnioskując z zachowania swojego zespołu. I tutaj był problem... Jeśli są po przeciwnyuch stronach, zaraz dojdzie do walki. I po której stronie stanąć? Najchętniej nie angażowałby się w walkę, jednak jeśli miałby potem stanąć naprzeciw Jedynastki, łatwiej byłoby wykorzystać przewagę liczebną. Czy jednak chciał walczyć? Nie bardzo...
Po pierwszej chwili szoku, kiedy przez jego umysł przewaliły się setki myśli, zebrał się w sobie i postanowił działać. Nie chciał zostawiać tego przypadkowi. Nie chciał pozwolić, by rzucili się sobie do gardeł zanim on dostanie komplet informacji potrzebnych do zdecydowania, po której stronie stanąć. Zwłaszcza, że podobno ich numery miały wyprane mózgi. Jeśli więc on okaże się być przeciwko, to czy znaczy to że i zleceniodawca jest przeciw im? Nie było tu miejsca na przypadek. Mortiush wziął głęboki wdech, przymknął oczy i odepchnął od siebie całe zdenerwowanie. Wyciszył się, by panował nad nim tylko spokój. Następnie, przy pomocy swej Zdolności, rozpuścił wokół siebie tę aurę. Aurę spokoju. Miał nadzieję ostudzić nerwowość, która się pojawiała w zepsole, by nikt nie wybuchł za wcześnie. A i jemu nieco spokoju nie zaszkodzi.

-Wnioskuję z Waszych słów, że tego nie było w planie?- odezwał się wcinając się w niebezpiecznie eskalującą dyskusję próbując ją nieco uspokoić-Jedynastko- jesteś tu jako wsparcie, czy konkurencja? Określmy to może od razu i wyjdźmy stąd. Skończmy robotę a potem będziemy rozstrzygać niepewności.

Nie był pewien, czy cokolwiek to zmieni. Zdecydowanie nie był mediatorem i nigdy nawet nie próbował występować w takiej roli. On chciał tylko wiedzieć, z kim mu jest po drodze. Z żadną ze stron nie łączył go żaden sentyment. Jedynie konieczność i interesy.

[Górne miasto] Pałacyk Thiessnega.

49
POST BARDA
- A żebyś kurwa wiedział. - Odpowiedział cały nerwowy mag, bo niezbyt mu się podobała sytuacja. Fakt, że Jedynastka zachowywał się całkowicie, jak nie on. I to w tym wszystko było najgorsze. Nigdy nie był taki pyskaty i pewny siebie jak teraz. To właśnie była druga kwestia, która powodowała, że się zwyczajnie zacząć bać.
- Kim ty jesteś? - Zapytał ostro Wojownik, kierując dłoń w kierunku swojej broni. Był gotów zdecydowanie zabić tego impertynenta w tej chwili. Co on sobie wyobrażał? Zawalać ich plan w tej chwili? Nie wiedział tylko, c.o by zyskał, pracując dla kogoś innego.

Mortiush mógł stwierdzić, że jego zdolności...nie działają. Coś je blokowało, coś znacznie silniejszego, niż magia, którą dysponował. Nie da rady uspokoić nikogo w tym siebie.
- Doprawdy takie tanie sztuczki stosować? Dobre na ulicy, ale nie tutaj. - Te słowa Jedynastka skierował do Mortiusha, nie specjalnie przejmując się jego pytaniami. Może po prostu teraz nie chciał na nie odpowiedzieć.
- Wy ludzie nawet nie wiecie, co chcecie zabrać. Nie macie pojęcia, co naprawdę zabiera ten grimuar. Tajemnice, których nie zrozumiecie. - Mówił to z wyższością w głosie, spoglądając na nich nieco złowrogo.
- Najlepsze jest to, że cała wina spadnie na was, a my wciąż możemy pracować po cichu. Po śmierci możecie żałować, jakiego pecha mieliście. - Coś dziwnego działo się z Jedynastką. Jego skóra zaczęła się topić, spływać z niego wraz z włosami i całą resztą ciała. Pojawiły się białe włosy, czarny odcień skóry. Ktoś kompletnie inny teraz ukazywał im się. Kimkolwiek była ta istota, jedno było zauważalne. Miała elfie uszy, ale nigdy w życiu nie było im poznać kogoś takiego. Jego pancerz wykazał kunszt nieznany na powierzchni. Przy pasie miał miecz w zdobionej pochwie. Uniósł rękę do góry i pstryknął palcami. Z jego cienia wychodziły kolejne podobne mu istoty. Łącznie trzy.
- Niestety dla was, nie możemy was pozostawić żywych. Wykonaliście swoją robotę tak, jak tego oczekiwaliśmy, a teraz musicie umrzeć. - Powiedział bezczelnie.
- Anakdoeng​ tha​ avei​ del​ trauv thveu. - Rzucił do swoich towarzyszy, jednocześnie zabierając grimuar wraz z gablotą. Następnie dosłownie zanurzył się w czymś, co z początku było jego cieniem. To coś okazało się być magicznym przejściem, które ignorowało osłony magiczne tego miejsca. Zniknęło zaraz po tym, jak on wszedł cały.
Licznik pechowych ofiar:
8

[Górne miasto] Pałacyk Thiessnega.

50
POST POSTACI
Mortiush obserwował całe zajście nie wiedząc, co ma robić. Uciekać? Słaby pomysł. Walczyć? Również nienajlepiej... Do tego jego Zdolności nagle przstały działać. Czyżby skarbiec był zabezpieczony przed magią? Niezbyt dobrze, bo to jego Zdolności dawały mu przewagę w walce. Poza nimi, był najwyżej przeciętnym szermierzem. Nie odzywał się już więcej. W tej sytuacji na niewiele by się to zdało. Najlepiej byłoby mu po prostu zniknąć. I w tym też celu zaczął przesuwać się w stronę swoich towarzyszy. Trzy Mroczne elfy, które się pojawiły, utwierdziły go w przekonaniu, że w kupie będzie raźniej. Ucieczka chyba była słabym pomysłem. Należało wesprzeć tych dwóch tutaj. Cały czas trzymał rękę na rękojeści, nie dobywając jeszcze broni by nie sprowokować wcześniejszego natarcia przeciwników. Drugą ręką zaś sięgnął do torby dobywając zeń mały młotek, mający służyć w robocie złodziejskiej. Nie był pewien, co mu to da, ale lepiej się czuł mając broń i w drugiej ręce. Sprawdził jeszcze swój "pancerz" w postaci liny owiniętej wokół korpusu. W porównaniu do ich przeciwników było to nędzne zabezpieczenie, jednak kiedyś pozwoliło mu to wyjść bez szwanku z walki, w której został cięty przez pierś. Taka podójna korzyść- wygodne przetrzymywanie liny i dodatkowa ochrona.
Wchodząc za swoich towarzyszy, Mort spróbował raz jeszcze swojej Zdolności. Miał zamiar ukryć się pod iluzją, by zaatakować przeciwników z zaskoczenia i być może jednego tym sposobem wyeliminować. Powodowało to, że jego "koledzy" musieliby przyjąć pierwszy atak w niesprzyjających warunkach przewagi liczebnej przeciwnika, jednak był gotów zaakceptować to ryzyko. Na szczęście wiązały ich tylko interesy. Żadnych prywatnych sympatii. Wybrał taki sposób zniknięcia, bo chwilę z nimi spędził i ich obraz był świeży i łatwy do przywołania. Nie miał szkiców, więc ciężko byłoby mu naprędce stworzyć inny obraz. Przez myśl przeszło, by spróbować fortelu z podszyciem się pod jednego z elfów, jednak nie dało się tego zrobić w aktualnej sytuacji, kiedy oni byli tam, a on tu. Nie był zresztą pewien, czy jakiekolwiek sztuczki tutaj zadziałają. A miał nadzieję, że jednak, bo jedno z nich bazowało głównie na magicznych sztuczkach, a pozbawienie go ich przysporzy problemów...

[Górne miasto] Pałacyk Thiessnega.

51
POST BARDA
Te elfy nie wyglądały, by znały język wspólny. Wymieniały jakieś słowa w nieznanym języku między sobą. Wszyscy mogli jednak zrozumieć drwinę, wynikającą z ich tonu głosu. Nie szanowali swoich przeciwników. To widoczne były z ich nonszalanckiej postawy wobec nich. Ich miecze były bardzo smukłe i delikatne zakrzywioną głownią. Ich pancerze nie przypominały niczego, co znane było na powierzchni. Oni sami także nie wyglądali na osoby, które ćwiczyły w swoim życiu zbyt dużo.
- Sukinsyny. - Wojownik wyciągnął swój topór i zaatakował pierwszy najbliższego z nich. Niższy i chudszy mroczny elf od rosłego przeciwnika nie miał najmniejszego problemu z unikaniem ataków w tak wąskiej przestrzeni. Zdołał nawet samemu w krótkiej walce wyprowadzić kilka uderzeń, które trafiły cel bezbłędnie. To tylko zwiększało irytację jednego z kompanów.

Mag także nie miał łatwo, drugi z mrocznych elfów nie tylko znał się na szermierce całkiem nieźle, ale także w magii nie był kiepski. Czarodziej znał kilka zaklęć bitewnych i teraz Mort mógł widzieć, dlaczego on nie chciał walczyć ze strażnikami. Kilka jego zaklęć było głośne, jasne i niebezpieczne. Wybuchy, ataki piorunami, dziwne ślady tnące powietrze. Drugi z mrocznych blokował to lub używał czegoś innego, by powstrzymywać zaklęcia i samemu kontratakował. W wyniku tej magicznej walki niszczone były półki i magiczny ekwipunek, który to był wokół nich.

Mortiush kolejny raz użył swojej zdolności, by zniknąć. I to mu się z początku udało, kiedy poczuł dziwną energię wokół siebie. Ta była na tyle silna, która wyrwała go spod jego magicznej iluzji z dziecinną łatwością. To była sprawka trzeciego elfa, który go wciąż obserwował. To nie był przeciwników, którego dałoby się oszukać, a nawet jeśli, jaka była pewność, że nie przejrzałby tego. Ten mroczny przedstawiciel podziemi rzucił się na niego, wymachując swoim krótkim mieczem w jego kierunku z bardzo dużą szybkością. Ewidentnie chciał go zabić. Mierzył w różne części ciała człowieka, jednocześnie niespecjalnie wydawał się skupiony na walce z nim. Miał możliwość obrony przed tymi uderzeniami, tylko jak? Widać było, że nie traktuje go jako równego sobie. Obserwował inne walki katem oka inne walki.
Licznik pechowych ofiar:
8

[Górne miasto] Pałacyk Thiessnega.

52
POST POSTACI
A więc walka.... Miał nadzieję tego uniknąć, jednak najwidoczniej jego akcje w ostatnim czasie nie mogły obyś się bez krwi. Nie powstrzymywał się już i pozwolił, by adrenalina w nim zapłonęła. Koniec subtelności. Czując burzę we krwi czuł jednocześnie jak jego Zdolność dodaje mu polotu. Nie mógł się zmagać z tamtym na poziomie magicznym. Ewidentnie tamten był lepszy. Trzeba było załatwić to po staremu, z lekkim tylko wspomaganiem Zdolności, których tamten nie powstrzymywał. A przynajmniej Mort miał nadzieje, że tego mu nie odbierze.
Widząc natarcie przeciwnika, Mort wyszarpnął nóż tkwiący przy nodze i ruszył na niego śmiało. W tej chwili przez myśl przepłynęło mu wspomnienie z lochu. Wtedy to puścił tuż przed sobą iluzję samego siebie, mającą sprowokować cios w powietrze. Niewiele myśląc, postanowił skorzystać z tego fortelu. Może i tamten potrafił rozproszyć jego iluzję. Jednak ta ma trwać jedynie ułamek sekundy i wywołać instynktowną reakcję. Odwołuje się tu do natury czł...elfa, a nie do poziomu jego zdolności magicznych.
Tak też zrobił. Na chwilę przed zderzeniem, uwolnił obraz samego siebie, kontynuującego natarcie wysoko, w głowę. Sam jednak poszedł nisko, w szczytowym momencie opierając się kolanem o ziemię i zaatakował nogi. I tak tamten miał pancerz, który drastycznie zmniejszał możliwości "tradycyjnych" ataków. Okulawiony jednak będzie zdecydowanie łatwiejszym celem. Pozostawało tylko mieć nadzieję, że siedząc w podziemiach zachowali trochę logicznego, "ludzkiego" myślenia i zachowa się zgodnie z przewidywaniami Morta.

[Górne miasto] Pałacyk Thiessnega.

53
POST BARDA
Mortiush zakładał wiele, lecz czy można było mu się dziwić? Nie miał żadnych informacji przecież o swoim przeciwniku. Musiał na czymś opierać swoje założenia. A to było ryzykowne. Czy znał nature elfów tak dobrze, jak sądził? Przecież istniały trzy znane mu odmiany. Wysokie, które można uznać za najdumniejsze ze wszystkich. Wschodnie - najliczniejsze na archipelagu oraz leśne, praktycznie na wyginięciu. Zatem tylko jedne mógł znać jako tako, ale i tak wpływ ludzi był.

I to był błąd. Ta odmiana rasowa różniła się wszystkim od tego, co mógł znać. Logika, znana ludziom i podobna do elfów w ich przypadku była inna. Naturalny odruch? Tu takiego nie było. I chociaż w umiejętnościach magicznych go mroczne elfy przewyższały, używanie swoich zdolności miał tak dobrze opanowane, że wykonał ten ruch w dobry czasie. Mimo tego mroczny elf nie próbował parować uderzenia, miast tego po prostu postanowił przyjąć to na własne ciało. Nie doceniał także pancerzy. Wykonane z nieznanych mu materiałów, a do tego dochodził jeszcze inny czynnik.

Atak, który on sam wyprowadził, ledwie minął głowę Mortiusha. Usłyszał on świst powietrza przy uchu. Ten cios mógłby go zabić, gdyby trafił. On sam atakował nogi sztyletem i wszystko, by zadziałało, gdyby on stanął lub zrobił unik wcześniej. Tutaj noga była zdecydowanie bliżej i ryzykował, że ten go zwyczajnie kopnie. Musiał szybko podcinać, ale z tej odległości drasnął go w nogę niedokładnie, niż zrobił coś poważniejszego. W innym przypadku znalazłby się w niekorzystnej sytuacji, gdyby tego uniku nie zrobił.

Mroczny czując draśnięcie, odskoczył jednak, gdyż zrozumiał, jak podstępny był to atak, celujący w słabe punkty jego zbroi, jednakoż sytuacja wcale nie wydawała się lepsza. Dwójka jego towarzyszy miała ciężkie chwile ze swoimi przeciwnikami.

- Młody, biegnij do wyjścia ewakuacyjnego. Powinno być z tyłu. Zatrzymamy tutaj ich. -
Krzyknął wojownik. Wiedział, co mówi. Ich przeciwnicy byli od nich lepsi i jeśli ktoś nie powiadomi diabelstwa, co tutaj się stało, zginał na marne. Oni byli gotów poświęcić swoje życie, bo w istocie to była najlepsza decyzja w tej chwili. Misja nie wypaliła i należało przekazać dlaczego.
Licznik pechowych ofiar:
8

[Górne miasto] Pałacyk Thiessnega.

54
POST POSTACI
Sytuacja nie miała się dobrze. Przeciwnik był inny niż jakikolwiek, z którym przyszło się Mortowi mierzyć. Chciał zranić "swojego" i nie wdając się w walkę z nim, podstępnie atakować pozostałych dwóch, licząc że jego towarzysze zrobią swoją robotę. Dlatego nawet nie odwracał się do swojego przeciwnika. Jedynie zerknął w tył, by się nie okazało że tamten jest tuż za nim, i ruszył dalej na kolejny cel.
Jakże ucieszyło go to, co usłyszał od Wojownika. Właściwie nie miał w tej walce innego interesu, jak przeżyć. Tych dwóch nie miało dla niego wartości, za którą warto umrzeć. Może i mag mógł budzić jakąś sympatię, ale to jeszcze nie ten etap. W najgorszym wypadku będzie mu go szkoda. Sam w tym miejscu znalazł się właśnie dlatego, że postanowił się poświęcić i osłonić odwrót. Co za ironia losu... Tym razem to on skorzysta z takiej osłony. Zdecydowanie ta rola była przyjemniejsza.
Nie zastanawiając się ruszył w kierunku podpowiedzianym przez niedawnego towarzysza. Spostrzegł, że w dłoni ściska młotek, który wcześniej dobył i przebiegając, rzucił nim jeszcze w elfa, z którym tamten walczył, licząc na efekt rozproszenia. Może w ten sposób na odchodne da im jeszcze jakąś szansę...
Wiedział, że będzie szybszy od elfa. Choć "wiedział" mogło być złudnym określeniem. Zobaczył już, że nie powinien liczyć na normalne zachowanie ze strony tych istot. Logiczne wnioskowanie więc mogło złudne. Co mu jednak pozostało? Pędził jak najszybciej. Doładowany swoją Zdolnością, czując burzę w całym swoim ciele pędził nie szczędząc sił. Wyjście ewakuacyjne. Z tyłu. Niezbyt to precyzyjne instrukcje, jednak musiały mu wystarczył. Gdzie to wyjście...

[Górne miasto] Pałacyk Thiessnega.

55
POST BARDA
Mroczny widząc, jak ktoś przed nim ucieka człowiek, uśmiechnął się triumfalne. Nawet nie próbował biec za nim, nawet niezbyt chciało mu się go ścigać. Miast tego postanowił dołączyć do reszty swoich pobratymców. Tego tak naprawdę walką nie można było nazwać, aczkolwiek po dołączeniu do tego kolejnego wojownika, nie było już szans na cokolwieczek.

Mortiush uciekał i rzucił młotek, który trafił w elfa, ale czy wyrządził krzywdę lub coś pomógł? Ciężko określić, bo ten biegł, by odnaleźć te jedne drzwi, które mogły go ocalić. Usłyszał krzyk bólu wojownika. Głośno i wyraźnie, jakby było to zaraz za nim, ale w istocie tak nie było. To złudzenie bliskości było spowodowane echem tej sali.

Szybko zobaczył drzwi, o których była mowa. Były wielkie, metalowe z wieloma mechanizmami, które miały zabezpieczyć przez otworzeniem z drugiej strony. Wyglądały na masywne. Z tej strony wystarczyło jedynie ruszyć korbką, a mechanizm zacznie się poruszać i się otworzą. Mortiush mógł teraz zrozumieć, dlaczego tedy nie szło wejść. Tak były one zaprojektowane.

- Wy psie syny. - Usłyszał, krzyk maga po tym, jak jęknął z bólu, a po chwili poczuł woń spalenizny i dumy. Jeśli się odwrócił do tyłu, mógłby zobaczyć ogień, który pochłania piwnicę. I to nie był zwyczajny płomień, a magiczny. Czarodziej postanowił zabrać mrocznych ze sobą. Skoro nie mógł ich załatwić, a także tym samym zyskać czas na ucieczkę dla ich ostatniego człowieka, który miał szanse to przeżyć. Tamta dwójka nie miała już żadnych szans na ratunek.
Licznik pechowych ofiar:
8

[Górne miasto] Pałacyk Thiessnega.

56
POST POSTACI
I to było zakończenie z przytupem. Już się ucieszył, że elf nie ruszył za nim, dobiegł do drzwi i bez wielkiego namysłu zaczął wprawiać mechanizm w ruch, by przedostać się na drugą stronę. Wtedy dostrzegł, co wydarzyło się za nim. Do tej pory może nie miał sposobności by polubić tamtych dwóch, jednak ten pokaz sprawił, że poczuł do maga szacunek. I wdzięczność. Te myśli dotarły do niego nawet mimo tego, że był w pełni skupiony na wydostaniu się stąd. To przeżycie i myśl były tak wyraziste, że przebiły się na wierzch.
Nie myślał nawet do tej chwili, co jest po drugiej stronie drzwi... Pomyślał o tym dopiero, kiedy te się już uchylał i dało się widzieć drugą stronę. A tam mogli na niego już czekać strażnicy... No nic, teraz już nie ma odwrotu. Najpierw wyjście, a potem trzeba na chłodno ocenić sytuację i znaleźć najlepsze wyjście. A "najlepsze" nie musiało oznaczać dobrego... W tej sytuacji istniała spora szansa na to, że został uruchomiony jakiś alarm i wszyscy już zostali postawieni na nogi. A to oznaczało, że może być trudno wyjść niezauważonym. Choć z drugiej spory chaos potrafił sporo ułatwić pod kątem dyskrecji. A jak będzie tym razem? To się okaże, kiedy już otworzy te cholerne drzwi i przejdzie na drugą stronę!

[Górne miasto] Pałacyk Thiessnega.

57
POST BARDA

Drzwi całkiem sprawnie się otworzyły, ukazując długi, kamienny tunel przed nim. Nie było tam strażników, czy kogoś, kto mógłby blokować przejście. A przecież powinna tu oczekiwać jedna drużyna, która miała za zadanie przypilnować wejścia. Nie mniej, nie mając drogi odwrotu, ruszył w głąb przejścia. Drzwi po chwili za nim się zamknęły, a jedyne światło, jakie tutaj było, zniknęło. Kompletna ciemność, dziwne odgłosy, zapach stęchlizny. Na końcu tunelu było już nieco jaśniej - znalazł się w kanałach pod miastem. Widział niewielką rzeczkę, a także osoby, które pilnowały przejścia. Widział już nich na spotkaniu z diabelstwem. Oni także go zobaczyli. Trzymali latarnie olejne w ręku.
- Misja zaliczona? Gdzie reszta twojej drużyny? Co się stało? - Zapytał jeden z nich. Nie byli świadomi sytuacji tego, co działo się w dworku. Mieli ubezpieczać wyjście i tak tez robili.
- Opowiesz nam po drodze. Mam dość tego miejsca. Cuchnie tu. - Stwierdził i wskazał mu drogę, dzięki której będą mogli opuścić to miejsce. Reszta wyciągnęła się szeroko i także zaczęli się zbliżać. Nie wyciągali broni. Nie sugerowali niczego, co by świadczyło, że planują go atakować. Jedynie zabezpieczali teren. I przy okazji nasiąkli tym zapachem. Mroczni także się nie pokazywali.

Tunel był brudny. Widział wiele przedmiotów, codziennego użytku, pokryte glonami. Woda unosiła "najlepsze" to, co człowiek miał do zaprezentowania. Sporo tunelu było zakratowanych tak, że nic się nie prześliźnie. Na ten moment oprócz wyjątkowego uroku, nic nie wyglądało, by groziło im niebezpieczeństwo.
Licznik pechowych ofiar:
8

[Górne miasto] Pałacyk Thiessnega.

58
POST POSTACI
Z pałacu i skarbca prosto do rynsztoka. Cóż za zrządzenie losu. Niezbyt fortunny wybór drogi ewakuacyjnej. A swoją drogą- po co komu wyjści ewakuacyjne ze skarbca? Czyżby gospodarz spodziewał się, że ktoś go tam zamknie? Ta zagadka jednak musiała chwilowo pozostać bez rozwiązania. Były pilniejsze sprawy do załatwienia. Na początek, znaleźć się daleko stąd, zanim gospodarz wróci do domu i zacznie szukać winnych.

-Źle-tylko tyle miał do powiedzenia na temat akcji. Mimo że nie ufał tu nikomu, po tym zajściu tym bardziej im nie ufał.-znikajmy stąd jak najprędzej. I jak macie możliwość, dajcie znać innym by stąd zniknęli. Zaraz może być tu ciepło.

To ostatnie wydało mu się nieco słabym żartem, który tylko on mógł zrozumieć. Miał w pamięci obraz piekła, jakie rozpętał w skarbcu jego niedawny towarzysz. Nie był pewien jak to wszystko wytłumaczyć i czy diabelstwo mu uwierzy, ale chciał jak najszybciej z nim porozmawiać. To było zbyt grube, by to pominąć. Gdyby miał taką opcję, ulotniłby się teraz i zniknął, by uniknąć konfrontacji z całą organizacją. Był jednak teraz wśród nich, a i Psa mieli w swoim władaniu. Musiał więc grać dalej z nimi, a w tym celu musiał szczęśliwie przebrnąć przez czekającą go rozmowę.

[Górne miasto] Pałacyk Thiessnega.

59
POST BARDA
- Źle... -Powtórzył po nim, po czym przywódca tej grupy zwyczajne wzruszył ramionami. Nie było go w środku, a także widział jedynie rezultat próby włamania. Nie w jego zadaniu była ocena tego. Mimo tego niezaliczenie tego zadania zawsze będzie miało jakieś konsekwencje. On tylko nie był w stanie przewidzieć jakie.
- Ciepło. - Oho...to znaczy było już bardzo ciekawa informacja, odwrócił głowę i spojrzał na jednego z ich obecnej drużyny. Nie wyglądało, by zanegował jego słowa.
- Zajmij się tym. - Powiedział i odbiorca tej wiadomości przyśpieszył kroku, by ich wyprzedzić i dać odpowiednie sygnały.

Po wyjściu z kanałów, będąc na obrzeżach miasta, Mortiush mógł zobaczyć łunę pożaru. Tak zatem skończyła się jego zabawa w cichą kradzież magicznego przedmiotu - pożarem całego domu, a i nie wiadomo, czy nie obejmie ono nieco więcej pobliskich budynków. Co prawda nie powinno, ale nigdy nie wiadomo. Cała reszta tej drużyny prowadziła go posiadłości, którą już dobrze znał.
Spoiler:
Licznik pechowych ofiar:
8
ODPOWIEDZ

Wróć do „Saran Dun”