Morze traw

46
POST BARDA
Im bardziej Anais zbliżała się do tomiszcza, tym wyraźniej czuła jego wyjątkową aurę. Księga emanowała magią, ale nie byle jaką, a wiekową, złożoną i niemal obcą w swej nietypowej kompozycji. Powietrze wokół niej zdawało się gęstnieć, oddychanie stawało się nieznacznie trudniejsze. Znalezienie takiego obiektu w piwnicy opuszczonej chaty było porównywalne do trzymania smoczego jaja na strychu albo ukrycia przejścia do innego wymiaru pod dywanem w salonie. Tu nawet nie chodziło o moc, czy wagę przedmiotu, ale o to, jak zupełnie nie pasował do miejsca, w którym się znajdował. Kultystka nadal nie znała pochodzenia ani przeznaczenia grymuaru, niemniej już samo przebywanie w jego otoczeniu uświadomiło ją, że był to potężny magiczny artefakt. Mógł równie dobrze pamiętać czasy jej dziadków, panowanie Augusta II nad Keronem, a może i starsze wieki, ale w obecnej chwili próba wywnioskowania wieku dzieła przypominała wróżenie z fusów w dodatku z niedopitej herbaty.

Dłonie kultystki drżały, gdy sięgała do księgi - nie z zimna, czy strachu. To podświadoma reakcja jej ciała jak przy wkładaniu ręki do dziupli w drzewie w nadziei, że znajdzie się wiewiórcze orzechy, a nie samego gryzonia skłonnego do obrony gniazda. Podobnie organizm mógł reagować wobec obcego wierzchowca, z którym chciano się zaprzyjaźnić, lecz nie znano dobrze jego natury. Była w tym jakaś szczypta ekscytacji, obawy, ale chyba przede wszystkim silna potrzeba zaspokojenia wiedzy. Czym jest ten grymuar? Ukrytym skarbem? A może niebezpieczeństwem? Wtem położyła opuszki palców na skórzanej okładce. Poczuła pod nimi chropowatą powierzchnię, wzorowo zachowaną przed upływem czasu, jakby pismo powstało sporadycznie niedawno. W jej oczach odbijały się wyżłobione runy, symbole mieniące się złotem w szmaragdowej łunie spowijającej to miejsce. Czuła też obcą vitae, która w zetknięciu zaczęła wnikać w nią jak korzenie wnikają w głąb ziemi, bądź choroba w czeluście ciała. Choć bardzo chciała poznać grymuar to jego reakcja sugerowała jakoby on też był zainteresowany Anais. Każda sekunda kontaktu z księgą sprawiała, że obca energia wchodziła coraz głębiej. Chłód, siła, ciekawość, ale również wrażenie brutalności przenikały jej członki, gdy zaś vitae sięgnęła umysłu oczy kobiety wezbrały jaśniejącą energią i wtem świadomość Florenz zetknęła się z czymś... inteligentnym. To "coś" żyło, księga oraz jej magia stanowiły integralną całość tworzącą żywą na swój sposób istotę. Kimkolwiek był ów byt w onej chwili nawiązał z nią kontakt, a może tylko ujawnił się, bo o komunikacji nie było jeszcze mowy.

Dotykając jej umysłu księga dotykała esencji jej bytu. Obdzierała ją z wszelkiej prywatności w poszukiwaniu informacji o tym, kim była, ale ten swoisty pierwszy kontakt działał w dwie strony i gdy artefakt odkrywał przebłyski jej wspomnień próbując z nich złożyć jakąś logiczną całość wówczas Anais doświadczała serii wizji tego, co skrywał "umysł" grymuaru.
Spoiler:

Spoiler:

Spoiler:

Gdy ostatnia wizja dobiegła końca Florenz poczuła, jak magia księgi wycofuje się i opuszcza jej umysł oraz ciało. Czy artefakt znalazł odpowiedzi, których poszukiwał? Trudno powiedzieć. Przez ten krótki czas wglądali w siebie nawzajem niczym przez dziurkę od klucza. Oboje mogli się zastanawiać, czy to, co czeka po drugiej stronie jest im wrogie? Czy powinni sięgać za metaforyczną klamkę? Czy to właściwa decyzja?


Nim jednak udało jej się pochwycić porządnie manuskrypt, a następnie unieść go z piedestału księga samoistnie przewróciła okładkę odtrącając od siebie jej dłonie, potem zaś przewertowała kilka pierwszych stron w akompaniamencie szeleszczącego papieru. Wreszcie pismo jakby uspokoiło się, zatrzymało. Zawartość, którą miała teraz przed sobą... była zupełnie pusta. Anais nie znalazła ani słowa, czy rysunku wewnątrz osobliwego przedmiotu, czy to miał być jakiś żart? Wówczas na zionących pustką kartach zaczęły pojawiać się litery zapisane starannym charakterem pisma o delikatnej kursywie. Atrament przekazywał wiadomość skierowaną wyłącznie do niej:
"Kim jesteś, kultystko?"

Sygn: Juno

Morze traw

47
POST POSTACI
Anais Florenz
Ostatnie lata choć były powiązane z tułaczką i można powiedzieć błądzeniem po kontynencie, w życiu nie była bardziej pewna dokąd zmierza i co niesie na swoich barkach. Nie była tą przerażoną niesprawiedliwością dziewczyną szukającą wiecznie miejsca, gdzie mogłaby przepaść. Dziś Wiara w Koniec wyprzedzała jej wzrok, kroki i to ona zaprowadziła ją w to miejsce, tak głęboko pomimo wszystkich przeciwności. Pod jednym względem nie różniła się wiele od ćmy lecącej prosto w ognisko.

Obcowanie z nieznanym zawsze miało w sobie ten pierwiastek ekscytacji, gdyż można było napotkać coś chcianego i ten pierwiastek strachu, jako że mogła czekać na nią niemiła niespodzianka. Jeśli się miało wiele do stracenia nie można było poszukiwać, dobra i wszelka rzecz posiadana trzymała cię w niewoli od eksploracji. Zbyt wiele byłoby do stracenia, zbyt mało do zyskania. Nędzna perspektywa klatki zbudowanej z rzeczy, które i tak nie mają przetrwać z założenia. Perspektywa oczekiwania na rozkład i zapędzenie się w róg. To nie była perspektywa Anais. Wielkość chwili budziła jednak i ten pierwotny strach, wszystko jej mówiło, że to jeden z tych momentów, który zmieni jej dotychczasowe życie. Nieunikniona sprzeczność emocji rezonowała w niej, wprowadzając ręce w drżenie.
Artefakt, relikt minionych czasów miał w sobie jakąś esencję istnienia, świadomość. Ta wtargnęła do wnętrza kultystki, rozchodząc się stopniowo po ciele. Anais przyjęła to otwarcie, sycąc się nieznanym jej do tej pory doznaniem, próbując je pojąć, a gdy te sięgnęło jej umysłu doszło do zderzenia i wymiany. Tożsamości przeżywane jedna za drugą, wydawały się tak realne, jakby sama je właśnie przeżywała. I niosły ze sobą... ostatnie chwile poszczególnych istnień.

Ogrom udręki żebraka. Pragnienie tak wielkie, że wysuszyło jej własną wolę, zniżając ją do poziomu półrozumnej kukły. Głód tak wielki, że uniemożliwiał czucie żadnej innej rzeczy, z resztą wyczerpanie nie pozwoliłoby w niej zagościć czegokolwiek innego, nie miała na to siły. Acz do samego końca uczepiona jakiegoś strzępu myśli, że jest w stanie żebrać jeszcze, jakby zasługiwania na jakiekolwiek pochylenie się nad nią. Okrutnie cicha i przeciągła Agonia Zapomnianej. Zapomnianej przez wszystkich, choć byli tak pozornie niedaleko i widywali ją codziennie. Nikt o niej nie pamiętał, bo jeśli ktoś taki by był, to by się nad nią pochylił. Śmierć przyszła jak stłumiony słodki szept, acz wydawało się, że czekała na nią wiecznie, gdyż nadzieja wciąż się jej trzymała.

Ofiara. Dezorientacja prosi o chwilę. Gdzie jesteś, czemu nie możesz się ruszyć, dlaczego to się dzieje. Mimbra świeci z obietnicą jutra. Słychać niezrozumiałą melodię. Kontekst tego wszystkiego zbyt szybko nabiera tempa, kiedy to dostrzega twarz przyszłego oprawcy i ostrze. Rzeź i gwałt. Rany buchają bólem jedna po drugiej, tylko po to by lada moment opleść ciało mrowieniem drętwoty.
Bezradność, tortura i skala niesprawiedliwości, jako że księżyc przyświecał, acz nie jej. Wyrzuciło to jej ostatnią myśl o pomstę, przed nagłym objęciem śmierci.

Trzecia wizja nie odprowadziła ją do końca, acz los osoby, której we wspomnienia miała wgląd zapowiadał się podobnie jak u poprzednich nieszczęśników. Oderwana nagle z jeszcze świeżymi wrażeniami wymieszanymi ze sobą, musiała złapać szybko oddech, bo dwa razy już się on zatrzymał na dobre. Książki nie zdołała unieść, puściła ją z powrotem na piedestał i uczyniła mały krok do tyłu wspierając się zaraz rękami o kolana. Nie, musiała jeszcze jeden krok zrobić do tyłu. Wrażenia z wizji odbiły się echem zarówno po jej ciele, jak i umyśle. W walce o wyrównany oddech miała ochotę zwymiotować, acz pierw upewniła się czy posiada rękę, czy ma cięcia w ciele od tasaka, ale nic z tych rzeczy. Rękami powędrowała po swoich ubraniach na całym ciele i było wszystko na miejscu, choć wrażenie jeszcze mrowiło to tu to tam. W międzyczasie wydarła z siebie krótki krzyk, który stłumił się zaraz do śmiechu pod nosem i zaniknął całkiem w jakiejś karykaturze jęku, jakby chciała to wszystko jakoś skomentować, acz nie szło w prosty sposób.
Wyprostowała się, aby to zaraz dostrzec, że księga sama się otworzyła. Jeszcze raz upewniła się, o sobie. Otrzepała płaszcz i ruszyła, jakby jej było mało. Myśli jakie jej się teraz kłębiły potrzebowałyby czasu, aby się wyartykułować. Acz interakcja dopiero się rozpoczęła, nabierała tempa. Zbliżyła się do księgi i gdy spostrzegła puste strony była bardziej niż pewna, że to pewnie kwestia magii. Pojawiły się zaraz i słowa na stronie. Skierowane do niej samej
Kim jestem? Można było tak od razu, choć nie powiem piękny zbiór wspomnień. Z tego wszystkiego wciąż jestem nieco roztrzęsiona, a teraz. To teraz. Tak, teraz — Teraz odpisze, tak podpowiadała jej intuicja. Zdjęła swój plecak i wyciągnęła pióro oraz inkaust. Rozluźniła prawą rękę i wprawnie zaczęła pisać, pociągle i z rozmachem, jakby zbierała się do pisania wyniosłej poezji, aniżeli jakiejś administracyjnej notatki. Natchnienie przyszło same:

Nazywam się Anais.

Jestem Apostołką i niosę nowinę o Końcu.
Moja wiara przyprowadziła mnie tutaj do Ciebie.
To co zostało mi pokazane było ujmujące, wzruszające. W swej tragedii piękne i nieopisane.
Pragnę pojąć Twoją istotę, jako że moja wędrówka kończy się tutaj, albo zaledwie się zaczyna.

Morze traw

48
POST BARDA
Gdy pióro uwieczniło na pożółkłej stronicy ostatnie słowa skryby księga nie zareagowała od razu. Można by pomyśleć, że rozważała jej wpis, a także to jak powinna nań odpowiedzieć. Obiektywnie oceniając ostatnie wydarzenia istniała szansa, że był to pierwszy kontakt wspomnianego artefaktu z zewnętrznym światem. Kto wie, kiedy ostatnio te podziemia odwiedzał ktoś żywy? Okolica zdawała się zupełnie opuszczona, wręcz niegościnna, a żeby ktoś w ogóle dotarł do szmaragdowej komnaty musiałby najpierw pokonać drzwi piwnicy, po których teraz pozostało zaledwie wspomnienie, następnie zaś stosownie odpowiedzieć na czekającą w ukryciu zagadkę. Brak śladów po poprzednich gościach tych włości, czy choćby samych gospodarzach mógł sugerować, że Anais była tu cokolwiek świeżą twarzyczką. Czy zwyczajnie miała dużo szczęścia i dobrego informatora? A może istniał inny powód, dla którego nikt tu nie zaglądał do tej pory?

Wtem zaczarowaną stronicę ozdobiły nowe litery formułujące odpowiedź:

"Anais... dziwne imię. Za moich czasów nie istniał nikt kto nosiłby takie miano, ale to bez znaczenia. Cokolwiek ujrzałaś w moich wspomnieniach, wątpię by można było nazwać to "wzruszającym" albo "pięknym". Za to ja widziałam kult, któremu służysz. Naznaczenie. Droga Bólu? Tak się nazywacie? Dość patetyczne. Jakkolwiek choć nie wiem dlaczego, to brzmi bardzo znajomo. Ten... Khacnu Aalkesh to krwawe bóstwo, okrutne. To on cię tu sprowadził? Co o nim wiesz?"


"Patetyczne" zabrzmiało echem w głowie kultystki, jak obelga, acz Anais nawykła już do takiego stanu rzeczy. Wszystko, czego ktoś nie rozumiał musiało być przecież idiotyczne, bo jakby takie nie było to by przecież rozumiał, nieprawdaż? Może jej imię i nie istniało zza czasów tego bytu, acz chłopski rozum widać miał swoje korzenie od zarania dziejów. Cóż szło tylko i wyłącznie odpisać, szczerze i mimo wszystko kulturalnie, o ile tematyka sama w sobie mogła taka być:


Piękno tragedii tkwi w przestrodze i morałowi. Współczucie powinno zniżyć boski pierwiastek ku strudzonym, aby nadzieja i wiara nie umarła pośród reszty. Pochylić się nad nieszczęśnikami. Wysłuchać modlitw strudzonych. W prawdzie tkwi piękno, choćby było okrutne. A prawda jest taka, że jeśli coś co definiuje boskość zanika, to to coś wyznacza również i jej kres.

Mój Pan przynosi za moim pośrednictwem wieść o Końcu. Końcu zdrajców i uzurpatorów jedynego stwórcy. Przyjmuje on również każdą ofiarę i nadaje sens każdemu cierpieniu. Wysłuchuje każdego męczennika, który zwróci się ku niemu.


"Jesteś wielce niezwyczajną osóbką, Anais." — słowa te mogły zawierać w sobie równie dobrze obelgę, co pochwałę —"Podoba mi się to jak myślisz, ale twoja ślepa ufność w istoty boskie jest co najmniej niepokojąca. Pozwolę sobie na szczerość: ździebko mnie irytujesz, niemniej jesteś najciekawszą zmienną w tych progach odkąd pamiętam. To jest od... od..."

Wtem słowa zatrzymały się i przez kilka długich sekund nie pojawiła się ani jedna nowa litera. Przez moment kultystka uświadczyła jakiegoś dziwnego natężenia aury wokół wiekowego artefaktu, stronice zdawały się lekko drżeć. Czy to była irytacja? Czy zaklęty przedmiot odczuwał emocje i tak właśnie je przejawiał?

"Czemu nie mogę sobie przypomnieć?" — wyrazy były zapisane pośpiesznie, ich dbałość zdecydowanie ucierpiała —"Ty! Co zrobiłaś? Czemu mam luki we własnych wspomnieniach? Nie, to niedorzeczne. Nie wyczuwam w tobie takiej mocy, która mogłaby na mnie wpłynąć. To uczucie jest okropne tak, jakby... jakby ktoś oderwał część mnie... pozbawił fragmentu tego, kim jestem."

Atmosfera wokół pisma ulegała zmianie. Florenz czuła to i nie chodziło tylko o zmianę vitae albo ciśnienie powietrza. Kobieta wyraźnie czuła emocje, które przenikały przez manuskrypt tak jakby należały do niej. To nowe połączenie miedzy lazurowoką, a artefaktem mogło narodzić się wraz z ich pierwszym kontaktem. Świeżo zawiązany pakt ukazał jej wszystko: irytację, złość, ale również smutek, bezradność i... strach? Grymuar odkrył jakąś prawdę o sobie, która okazała się dla niego trudna, przerażająca. Kto z nas nie byłby przejęty, gdyby pewnego dnia ocknął się ze świadomością, że nie pamięta już twarzy własnej matki, nie wie skąd pochodzi albo kim był. Księga milczała, była wyraźnie zagubiona.


Cóż, księga musiałaby jeszcze zrozumieć czym miała być ta wieść o Końcu skoro poruszała o zaufaniu do bóstw, Anais była gotowa jej wytłumaczyć, że chodzi o coś pokroju apokalipsy. Też pewnie patetyczne pojęcie? Takie oderwane od pragmatycznej codzienności... Bycie księgą i to w takim miejscu musiało być cholernie nudne. Do czasu.
Stało się coś, czego Anais w życiu by się nie spodziewała. Czuła coś, co było oderwane od niej. Zaraz obok, a jednak należało do niej. Dezorientacja uderzyła pierwsza, acz chyba i nie tylko Anais, bo księga przeżywała właśnie jakiś kryzys tożsamości. Nie do końca rozumiała, jaką rolę miała tutaj spełnić. Księga mogła kryć moc, acz jak ją z niej wydobyć? Czy chodziło tutaj o współpracę z bytem mieszkającym w książce?
Jeśli księga mogła wtargnąć w nią, to czy Anais nie mogła zrobić czegoś podobnego w drugą stronę? Wciąż niesiona natchnieniem przyłożyła otwarte dłonie do księgi i zamknęła oczy, skupiając się na wspólnym wspomnieniu, jakie dzieliła z bytem i odczuciu strachu. Chciała się z nią spotkać w wyobraźni. Zaprosiła ją do siebie.

Był zimowy wieczór. Noc przed napadem bandytów. Śnieg sypał równo za oknem a wiatr świszczał. Anais grzała się przy ogniu z kominka. Siedziała w fotelu opatulona kocem z książką w ręku. Akurat czytała przyrodniczy przekaz o florze z Fenisteii, tej jeszcze sprzed kataklizmu. Na stoliku był dzbanek, z którego parował ciepły barszcz, którego zaś można było sobie nalać do jednego z kilku kubków. Kultystka zaprosiła byt do swojego domu rodzinnego, kiedy jeszcze była tylko córką sołtysa. Wspomnienie było już szare i tylko ogień kominka nadawał wszystkiemu jakiejkolwiek barwy. Anais spojrzała znad książki w kierunku drugiego fotelu, czy aby dostrzegła postać, czy też obraz w wyobraźni miał nie przetrwać i się rozpłynąć wbrew jej życzeniu...

Wspomnienie, które przywołała kultystka jawiło się miłą odskocznią od tego, czego dotychczas doświadczyła. Siłą wyobraźni zamieniła zimne, zapomniane podziemia na rodzimą chatę oraz żar kominka. To miejsce było jej bliskie, na swój sposób budziło poczucie bezpieczeństwa. Chociaż wiele z tego należało do wytworu jej wyobraźni, emocje zawarte w tej iluzorycznej przestrzeni były tak prawdziwe, jak ona sama. Być może właśnie dlatego artefakt zainteresował się tym nowym bodźcem i z pewnym ociąganiem zareagował na tę cokolwiek niezgrabną próbę kontaktu. Na początku Florenz poczuła, że księga ją obserwuje - z dystansu przygląda się poczynaniom skryby tak jak dziecko nieznajomemu albo głodne zwierze przybyszowi spoza gaju. Trudno powiedzieć, co dokładnie tak zaintrygowało manuskrypt. Przytulna atmosfera? Pusty fotel stanowiący swoiste zaproszenie? A może coś zupełnie innego? Cokolwiek by to nie było Anais odniosła wrażenie, że odwracając uwagę artefaktu od nowopowstałego kryzysu udało jej się nieznacznie pomniejszyć jego udrękę. Z drugiej jednak strony zaczynało do niej docierać, iż takie bezpośrednie połączenie między nimi znacznie ją obciążało. Czy to przez bliską obecność silnej magicznie istoty, czy manipulowanie samym wspomnieniem chcąc nie chcąc potrzebowała dużej koncentracji, żeby zachować spójność wizji. Dla raczkującego maga było to wręcz tytaniczne wyzwanie.

"C-co ty robisz?" — w głowie kultystki rozbrzmiało echo czyichś słów. Głos niósł się echem, a przy tym był zniekształcony jakby nakładało się na niego brzmienie kilku różnych osób. Przypominało to jakby kilka osób wołało do niej jednocześnie z drugiego końca długiej jaskini. Nieprzyjemne? Z pewnością. Bolesne? Niekoniecznie. — "Co chcesz w ten sposób osiągnąć, kultystko? Po co mi to pokazujesz?" — artefakt zdawał się w równym stopniu roztrzęsiony, co zaintrygowany. Obserwował ją, lecz nie zbliżał się.


Jeśli w swoim wyobrażeniu chciała się wygodnie rozsiąść, to choć przyjmowała we wspomnieniu odprężoną pozę, to umysł szybko zaczął jej ciążyć, a wysiłek wkrótce miał się zamienić w mękę, tyle że Anais była gotowa na to poświęcenie. Był to moment, w którym nie musiała pisać, mogła pokazać część siebie i nie inaczej poznać się nawzajem z bytem w tych szczególnie trudnych i zarazem dziwnych okolicznościach. Chęć wywarcia pierwszego wrażenia? Czy zwyczajnie arogancja kultystki czującej zew inspiracji? A nawet obie te rzeczy splecione niezwykłą ciekawością i chęcią poznania. Usta jej się otworzyły, acz głos swój słyszała dziwnie ze wszystkich stron naraz i jakby echo naśladowało mowę bytu.
"Mam nadzieję poznać się nawzajem. Możesz przyjrzeć się moim wspomnieniom, jako i tak poznać ci przyszło mój największy sekret, wszak zaraz zadajesz pytanie, kim jestem? Usiądź proszę a się dowiesz. Wszak nie idzie poznać nikogo, jeśli samemu się nie ujawnisz. Jak na siebie zareagujemy? Nie ciekawi cię to?"

Kultystka mogła przyjąć ból z radością, acz nie zmieniało to faktu, że bodźce utrudniały koncentrację, a tej nie miała wiele. Tężyła się do granic możliwości i jak na pierwsze świadome użycie magii pewnie miała się przeciążyć.

Odłożyła książkę, której poszarzałe stronice zawierały rozmyte kompletnie nieczytelne litery. Chwyciła szary kubek ledwo odbijający pomarańczowy blask od kominka, aby skosztować napoju ze wspomnienia. Płyn był kompletnie bez smaku ani konsystencji, przelany zamienił się w pył, który został uniesiony przez powietrze, tylko po to, aby się w nim zgubić i zniknąć. Jakąkolwiek kontrolę miałaby mieć to nie miała zbyt wielką. Wspomnienie z każdą chwilą szarzało i rozmywało się coraz bardziej i bardziej, można rzec powoli, acz zauważalnie i nie miała pojęcia, kiedy się samo w sobie zapadnie. Trud wieńczony był już bólem kształtującym się w migrenę, acz zmuszała się, aby choć trochę jeszcze utrzymać kontrolę.
"To jest dom, z którego pochodzę. Czy raczej to, co mi z niego pozostało... Co chcę osiągnąć pytasz? Powiedziałam ci już. Niosę nowinę o Końcu. Dziś to może być mój koniec lub twój, wszak wolałabym zanieść go im. Sulonowi, Drwimirowi i Turonionowi i do wszystkich bękartów, jakie posiadają i będą posiadać."

Stopniowo ciężar utrzymania wizji rósł. Metaforycznie rzecz ujmując Anais w tym dziewiczym obcowaniu z magią była niczym samotny żeglarz, któremu na otwartym morzu przecieka szalupa. Dopóki garściami zbierała wodę wyrzucając ją za burtę, dopóki jej statek utrzymywał się na powierzchni, dopóty wszystko było w porządku. Niemniej w tej łajbie tonęła już po kostki, a teraz czuła jeszcze, że coś się zmienia w jej wyśnionym wyobrażeniu, coś nadchodzi. Najpierw zauważyła zakłócenia we wspomnieniu - kubek znikał i na powrót pojawiał się, ogień żarzył się niespokojnie, śnieg za oknem przybierał na sile. To nie były jej machinacje, a reakcja umysłu na przybycie gościa. Intruza, który, choć mile widziany stanowił spory balast dla jej i tak tonącego okrętu. Dotychczas była mowa o migrenie, o trudnościach w koncentracji, ale poza sferą iluzji Florenz odczuwała dreszcze biegnące po plecach zaś z nosa zaczęła skapywać wąska stróżka krwi. Granica jej możliwości była bardzo blisko.

W towarzystwie bólu oraz wariacji tworów własnej wyobraźni "ujrzała" swojego towarzysza. Obraz był to dziwny, do pewnego stopnia niepokojący. Istota wkroczyła do wspomnienia spoza jej pola widzenia i nieśpiesznie zbliżyła się do pustego fotela naprzeciwko niej. Co mogła stwierdzić na pewno to, że miała wszystkie cztery kończyny, tors oraz głowę, przybysz był od niej wyższy mniej więcej o pół głowy i to... właściwie wszystko, co mogła powiedzieć z samej obserwacji. Postać spowijała nieprzenikniona szmaragdowa mgła przylegająca do każdego członka metafizycznego ciała. Zasłona gęsta na tyle, że nie sposób poznać szczegółów wyglądu, czy nawet płci osobnika. Poruszała się z pewną lekkością, emanując pewnością oraz potęgą. Nie przypominała przy tym starca ani dziecka, kobiety ani mężczyzny. Gdy nieznajomy bądź nieznajoma zasiadła przed nią ostentacyjnie założyła nogę na kolano i splotła dłonie na udzie. Anais nie była w stanie nawet powiedzieć, gdzie dokładnie znajdywały się oczy tego bytu, ale wiedziała, że spogląda wprost na nią. Rozum podpowiadał jej, że artefakt odczuwa wiele różnych emocji: jest ciekawy, zirytowany, nosi żałobę, ale również troskę i na swój sposób... podziwia ją?

"Twoje imię, twoje zachowanie, twoje metody..." — zabrzmiał zniekształcony głos — "Jesteś dziwna, Anais." — słowa te mogły równie dobrze być obelgą, co nietaktownym stwierdzeniem faktu, ale nie czuła w nich wrogości.

"Chcesz mnie poznać? Też tego chcę, obecnie niczego nie pragnę mocniej. Widzisz mnie w takiej postaci, bo sam... sama... bo nie wiem kim albo czym jestem. Moje wspomnienia są wybrakowane, więc na razie będzie musiało ci to wystarczyć. To i moje imię. Merkir, do usług." — humanoidalny kształt wyprostował się na fotelu i rozluźnił, mogłoby się zdawać, że istota westchnęła, ale kultystka nie mogła mieć całkowitej pewności.

"Posłuchaj mnie uważnie, Anais, bo wiem, że długo już nie utrzymasz tej wizji." — mówiła prosto z mostu — "Przebudzając mnie ze snu stałaś się właścicielką Grymuaru Merkira, ze względu na to łączy nas niepisany pakt. Możemy dzielić się wspomnieniami przez kontakt fizyczny, a gdy jesteśmy blisko czujemy nawzajem swoje emocje. Grymuar to potężny artefakt nie przez to, co może uczynić sam, choć nieskromnie przyznam, że posiadam parę asów w rękawie, hah." — nie trzeba było widzieć jej twarzy, by wiedzieć, że na twarzy Merkir zapewne malował się pyszny uśmiech — "Prawdziwą potęgą księgi jest wiedza, którą posiada. O magii, o historii świata, a nawet o tym twoim krwawym bogu i jego wesołej trzódce. Ty, Anais, jesteś moim medium. Możesz komunikować się ze mną za pomocą wpisów do grymuaru, możesz się ode mnie uczyć, zasięgać rady. Dopóki nasz pakt jest w mocy tylko ty widzisz nasze zapiski."

Wspomnienie zaczęło się rozmywać, ból stawał się nieznośny. Wszystkie elementy wyśnionego świata zanikały - najpierw stolik, następnie kominek i okno, wkrótce zostały tylko Merkir i Florenz oraz fotele, na których zasiadały.

"Cholera, mam mniej czasu niż myślałam. Zaczynasz się sypać, więc muszę się streszczać." — w jej głosie pojawiło się przerażenie — "Chcesz upodlić dzieci Hyurina? Zabić bogów? Utopić świat w jego własnej krwi? Wszystko mi jedno, niech ci będzie. Pomogę ci, ale w zamian ty pomożesz mi. Chcę wiedzieć kim jestem, odzyskać swoje wspomnienia. Zabierz mnie stąd, rozmawiaj ze mną na kartach grymuaru, a obiecuje ci-"

Naraz wizja zapadła się, rozmyła do reszty, a świat zajął się oślepiającą bielą. Połączenie zostało brutalnie zerwane i wówczas dotarło do niej jak bardzo dotychczas ją obciążało. Anais wpadła w silne drgawki, ciepło opuściło jej ciało, głowa pulsowała z bólu. Chciała krzyczeć, ale mimowolnie zacisnęła zęby w szczękościsku, a dłonie w pięści, gardło miała suche, z nosa skapywała krew. Zrobiła krok do tyłu, potem kolejny, po czym upadła ciężko na plecy. Po kilku minutach wiercenia się w spazmach, które ciągnęły się jak godziny okropnych tortur wreszcie straciła przytomność i osunęła się w sen.

Spoiler:
Spoiler:

Sygn: Juno

Morze traw

49
POST POSTACI
Anais Florenz
Upór. Gwałtowne zerwanie i plejada bodźców rozsadzających jakąkolwiek percepcje i poznanie. Nieład nie pozwolił nawet zogniskować myśli, a tortura przypominała uwięzienie w dezorientacji wszechogarniającego cierpienia, na tyle, że i nawet pojęcie czasu stało się względne. Te zwolna odprowadziło ją do nieprzytomności.
Spoiler:
Chłodna i bolesna pobudka ze zdrętwiałym ciałem i migreną, jakby miała szpilki powbijane z każdej możliwej strony — Dzień, jak co dzień — Rzekła do siebie, czy raczej sprawdziła czy może mówić, acz zaschnięte gardło podrażnione okolicznym ciężkim powietrzem ściągnęło się do przewlekłego kaszlu — Wstań Anais. Wstań. Wstawaj. Teraz nie czas na to, jeszcze nie. — Powiedziała do siebie, po skończeniu kasłania, jakby musiała się przekonywać.
Ile czasu minęło nie była w stanie określić, acz czuła po sobie, że musi szybko znaleźć sobie schronienie i odpocząć. Spojrzała na miejsce gdzie była księga, zrobiła krok acz zachwiało ją tak mocno na prawo, że znów wylądowała w kałuży. — Zabijcie mnie co?! — Nikt nie odpowiedział, chyba że liczyć echo pieczary. Cóż kolejne podejście do zebrania się i poruszania się poszło lepiej, jak już wiedziała mniej więcej czego się spodziewać po swoim ciele. Grymuar Merkir wylądował w torbie, a to co miała sobie o nim pomyśleć musiało poczekać. Liczyło się wydostanie stąd jak najszybciej.

***
Oddalenie się od przeklętej wioski zwieńczyła szybkim i niechlujnym rozbiciem obozu. Musiała się przebrać, a zmoczone ciuchy wywiesić do osuszenia. Położyła się, aby wypocząć i dać przebodźcowanym zmysłom się uspokoić. Nadciągał świt, kiedy znów porwał ją sen.
Długo nie pospała, acz pobudka tym razem nie była zwieńczona walką o przetrwanie, a świat był już poprawnie zorientowany, choć i tak czuła się jak zbity pies. Konfrontacja z magią pozostawiła jej gorzki posmak, zarówno ze względu na przeciążenie się, jak i ze względu na świadomość jaka słaba jest w tej dziedzinie. Sen, który przeżyła aż nadto jej wyjaśnił jej aktualną pozycję w hierarchii świata. Ile lat musiałaby poświęcić, aby opanować moc? I czy starczy jej życia? I czy to w ogóle wszystko leżało w zasięgu jej rąk? Dumnie przekonana była o swoich pragnieniach, acz musiała obrać jakąś drogę. Tytus świadomie przekazał jej informację o tym potężnym artefakcie, mimo tego, że ten wydawał się być na tyle potężny, że Anais równie dobrze mogła właśnie znaleźć sobie nowego mistrza, a kult mógł stać się mniej wartościowy. Pierwsze zderzenie się ze światem magii uświadomił jej też jak wiele musiała jeszcze przemyśleć. Acz czy musiała to czynić sama? Z dziwnym trudem sięgnęła po Grymuar, nie chciała się do niej zwracać w takich kwestiach, acz czy miałaby do kogo się zwrócić w najbliższym czasie, czy i w ogóle? Póki co była na kompletnym odludziu, miała chwilę i nie miała też dalszych wytycznych. Choć wiedziała, że będzie szukać kontaktu w Saran Dun i taki też miałby być jej kolejny krok, acz musiała odnaleźć w sobie coś co straciła w konfrontacji z magią. Otworzyła księgę wyciągnęła pióro i inkaust i napisała:
Witaj Merkir,

nie pamiętam Twoich ostatnich słów. Chciałabym więcej się o Tobie dowiedzieć, acz tak jak już wiesz magia to nie jest moja najlepsza strona. Co możesz mi więcej o sobie powiedzieć? I czy jesteś w stanie powiedzieć coś o mnie w kwestii magii?

Morze traw

50
POST BARDA
Pobudka w chłodnej, starej piwnicy była paskudnym doświadczeniem i nie chodziło tu wcale o wilgoć, ziąb, ani inne nieprzyjemności związane z rzeczonym pomieszczeniem. Sedno koszmarnego samopoczucia Anais leżało w niej samej, czy raczej w tym, czego doświadczyła jeszcze przed utratą przytomności. Sen nie przyniósł jej wytchnienia, którego tak potrzebowała, a jedynie odłożył zmęczenie w czasie. Była zmarźnięta do kości, trzęsła się mimowolnie, choć zdawało się, że w podziemiach wcale nie było aż tak zimno. Już samo podniesienie się z ziemi zabrało jej dobrych kilka minut, gdyż każdy, choćby śladowy ruch skutkował impulsem bólu. Powoli odkrywała jak bardzo zesztywniały jej nogi, jak napięte miała mięśnie brzucha i jak obolałe ręce. Trudno nazwać ten stan wyłącznie zmęczeniem, nawet słowo "kac" nie mogło się równać z tym, co czuła. Szczęśliwie żołądek miała pusty, bo w przeciwnym razie zwróciłaby całą jego treść chwilę po otwarciu powiek.

Gdy stanęła na równe nogi bez zaskoczenia odnotowała, że ubrania miała przemoknięte niemal do cna, gdyż jakby nie było wcześniej wylądowała plecami w kałuży. Wnętrze komnaty tonęło w mroku. Trzy lewitujące, szmaragdowe orbity zniknęły gdzieś bez śladu. Niemniej nie stanowiło to większej przeszkody, aby po omacku odnalazła grymuar, który cierpliwie czekał na nią na piedestale. Wydostanie się z zapuszczonej pieczary i dalej poza teren wioski zabrało co prawda więcej czasu, acz i z tym wyzwaniem w końcu jakoś sobie poradziła. Wiatr wył cicho na trawiastych równinach Grenefod, a blask błękitnego księżyca dobrze oświetlał okolicę. Nigdzie w zasięgu wzroku nie uświadczyła żywej duszy ni choćby mrugnięcia pochodni na horyzoncie. Zapewne w takiej chwili poczułaby jakieś ukłucie samotności, gdyby nie fakt, że w dłoniach ściskała zaklętą księgę, która wyjątkowo upodobała sobie jej towarzystwo.

***
Wobec wszystkich trudności, jakie spotkały tego dnia Anais rozbicie obozu jawiło się drugą, tudzież trzecią co do wielkości przeszkodą. Otwarcie zejścia do podpiwniczenia, znalezienie ukrytego przejścia, czy nawet nawiązanie kontaktu z grymuarem nie mogło w żaden sposób równać się z jej "kacem początkującego maga" i wszelkimi przeciwnościami losu, z którymi musiała się w tym stanie zmierzyć. Opuszczenie zapomnianej wioski zdawało się sztuką samą w sobie, acz dopiero, gdy wyszła na otwarty teren zrozumiała, że banalne stawianie namiotu wbrew wyczerpaniu i podmuchom wiatru wcale nie będzie takie proste. Narzuta uciekała z jej dłoni raz po raz, kij wbity w ziemię nie chciał stać na sztorc - miała ograniczone siły, jak nigdy potrzebowała odpoczynku. Wreszcie jednak i temu zadaniu podołała. Schronienie, które zbudowała prezentowało się nie najgorzej, szczególnie jak na towarzyszące okoliczności. Zasnęła od razu, snem mocnym, tak kojącym, jak tylko tego pragnęła.

Ocknęła się o świcie. Obolała i nadal wyraźnie zmęczona, aczkolwiek bez drgawek, bez uczucia bólu przy każdym choćby najmniejszym ruchu. Z pewnością pełne śniadanie, bal gorącej wodą oraz miękkie łoże przywróciłyby ją do zupełnego porządku, aczkolwiek na tę chwilę mogła jedynie pomarzyć o podobnych wygodach. Zamiast tego musiała zadowolić się innymi, drobnymi przyjemnościami - pierwszymi, ciepłymi promykami słońca oraz zupełnym brakiem wiatru, co na morzu traw stanowiło szczególną rzadkość. Kiedy czas rozważań i snucia planów na przyszłość dobiegł końca zyskała sposobność, aby sięgnąć po magiczny rękopis. Tym razem księga nie powitała ją serią wizji zaś jej aura była zdecydowanie mniej przytłaczająca. Przewracając okładkę oraz kilka pierwszych stron mogłaby odnieść wrażenie, że wszystko, czego doświadczyła poprzedniej nocy było zaledwie wytworem chorej wyobraźni, a przedmiot, który spoczywał na jej kolanach nie krył żadnej tajemnicy, ni niezwykłych właściwości. Jakkolwiek, gdy skryba zawarła słowa przywitania poczuła jak coś budzi się wewnątrz artefaktu. Do jej serca dotarły emocje należące do kogoś innego, radość - wyraźnie tłumiona, acz obecna. Słowa zaczęły wypełniać przestrzeń pod jej wpisem budując spójną wypowiedź:
"Anais, ty żyjesz." — odpowiedziała na jej powitanie Merkir i w tej krótkiej formułce zawarła tyle samo zaskoczenia, co i możliwie skrywanej satysfakcji (choć w istocie nie mogła ukryć przed kultystką swoich prawdziwych doznań) — "Naturalnie, przecież nie jesteś AŻ TAK słaba. Moje ostatnie słowa? To doprawdy najmniej istotne. Później o tym porozmawiamy, dziecko." — odparła zapewne z pewnym zażenowaniem wspominając to jak zdesperowana i zmartwiona była poprzedniej nocy, a może po prostu chciała uniknąć słowa "obietnica" i wiążącym się z nim ciężarem obowiązku?

"Interesuje cię moja osoba? Hmm... cóż mogę powiedzieć?" — zamyśliła się na moment, jakby sama musiała rozważyć, jaka jest odpowiedź na to pytanie — "Kiedy jeszcze miałam ciało z krwi i kości niewielu mogło poszczycić się podobnym talentem do sztuki magicznej. Skinieniem palca gładziłam armie, myślą obcowałam ze smokami, ba! Definiowałam granice magii, choć tylko na pewnych frontach. Mimo to doświadczyłam licznych tragedii, którym nie byłam w stanie zapobiec nieważne jak wielką siłą dysponowałam, przynajmniej... tak sądzę. Większość moich wspomnień jest, umm... niekompletna. Mam takie przebłyski przeszłości, a gdy szukam czegoś więcej natrafiam na pustkę. Pamiętam swój dom rodzinny. Sam budynek, bez rodziny, bez znajomych, nawet nie wiem gdzie dokładnie stał. Prosty szałas z dachem wyplatanym z suszonych liści palmowych. Potem pamiętam ogień, głód, niewolę. Wtedy ktoś pojawił się na mojej drodze? Przygarnął... chyba? Nauczył magii albo nakazał ją zrozumieć?" — im więcej zdań zapełniało stronę, tym większą frustrację czuła Florenz. Grzebanie w przeszłości było trudne dla Merkir, przynosiło jej ból, który teraz przyszło dzielić im wspólnie.

"Pod koniec życia byłam zdesperowana... miałam tak mało czasu, a wciąż tak wiele do zrobienia. Przelałam tyle krwi, tyle osób zginęło i nie chciałam, żeby to wszystko poszło na marne. On mi pomógł, ale musiałam zapłacić wysoką cenę i od tamtego dnia czekałam, czekałam... tak długo... na co? Na co czekałam? Nie pamiętam, ja... nie pamiętam." — wtem zamilkła. Potrzebowała dobrej chwili, żeby odzyskać spokój.

"Wrócimy do tego, ale... nie teraz, dobrze?" — choć zadała pytanie, nie czekała na odpowiedź i od razu przeszła do kolejnej kwestii — "Anais, mówię to z ciężkim sercem, moja droga, ale jesteś kompletnym beztalenciem, jeśli chodzi o magię. Na twoje szczęście tli się w tobie jakaś iskra vitae, więc nie jesteś zupełnie "jałowa", aczkolwiek potrzebujesz więcej niż jednego żywota, żeby choć zbliżyć się do mojego poziomu. Nie mówię, że nie ma dla ciebie żadnej nadziei, wszak masz mnie, czyż nie? Co więcej, ⁣coś wyraźnie się w tobie przebudziło po naszym ostatnim spotkaniu w tej iluzji ze wspomnień, jakkolwiek na ten moment zdecydowanie odradzam podobnych praktyk. Sam fakt, że rozmawiamy jest niebagatelnym sukcesem. Mogłaś skończyć zawieszona między wspomnieniami na dobre, zamknięta we własnym ciele albo gorzej."

Sygn: Juno

Morze traw

51
POST POSTACI
Anais Florenz
Czytała uważnie pojawiające się zdania, a do odczuć, które napływały do niej, wciąż musiała się przyzwyczaić. Zwłaszcza do tych pozytywnych, które ciężko było jej skorelować i ostatecznie sama się czuła z tym wszystkim dziwnie. Miała już od razu odpisać, pióro zawisło nad księgą, acz dopadła ją nagła refleksja. Po pierwsze, czy Merkir czuła również to co sama Anais? Jeśli miałaby zapytać, to by ujawniła kwestię, że kultystka ma dostęp do jej odczuć, a to jest bardzo istotna wiedza o kimś, kto sytuował się do partnerstwa w trudach. Po drugie, pamiętała, że był moment kiedy posiadała jeszcze wszystkie najwidoczniej swoje wspomnienia, acz zawarcie paktu usunęło niektóre. Można wnioskować z tego co powiedziała, że Droga Bólu w odległej przeszłości złożyła jej propozycję i w związku z tym skończyła jako książka. O ile Merkir, to jedna osoba, czy też nie ma więcej ich schowanych w artefakcie... Trzy ze wspomnień Anais sama zobaczyła i w związku z tym po trzecie, czy Merkir pochłaniała czyjeś wspomnienia, czy może te ujawnione skrawki życia były właśnie jej i jakimś cudem przeżyła te wszystkie okoliczności? Czy Anais widziała je w chronologicznej kolejności? Wiązała fakty, a jeden był aż nadto oczywisty. Nikt nie chciałby służyć komuś słabszemu i prędzej czy później znajdzie drogę, aby przejąć nad nim kontrolę lub uwolnić się od tej relacji. Artefakt był potężny, acz czy miała sobie z nim poradzić?

Musiała zachowywać się wobec niej ostrożnie, acz naturalnie, nie zachowawczo. Zwłaszcza że tamta zdawała się być autentyczna, kiedy to Anais mogła odczuwać emocje Merkir. Kultystka wolałaby nie prowokować bytu, który najwidoczniej pamięta jeszcze smoki. I o ile można mieć nieco wysokie mniemanie o swoich zdolnościach, o tyle nie czuła potrzeby, aby to wystawiać na próbę słowa Merkir. Przyjdzie na to czas w praktyce. Ważniejsze to czy Merkir być może chciałaby podążać drogą, którą podąża Anais... czy istniałaby taka możliwość. Acz ta nie wydawała się na personę, która nie wie czego chce od życia. Kwestia też i samych wspomnień, to źle, czy dobrze, że nie miała ich wszystkich? Skoro straciła je zaraz po zawarciu paktu?

Twój los zdaje się być usłany trudem, męką, a jednak wolą istnienia. Z tego co mówisz, czy raczej piszesz, to zdołałaś oszukać śmierć. Pewien keroński poeta pisał o wspomnieniach jak o fragmentach duszy. Mając je wybrakowane jesteś niekompletna. Nie wiesz, czy jesteś sobą. Rozumiem Twoją desperację w chęci odzyskania to co Twoje. Nie wiem, czy jestem dość kompetentna, aby ci w tym pomóc. Myślę, że we wzajemnym zrozumieniu znajdziemy przestrzeń, w której odprowadzimy siebie nawzajem do upragnionego końca.

Wyniośle wypowiadam się o Końcu, acz jak już sama widzisz, jestem ledwie pojedynczym liściem późnej jesieni. Nawet się nie zorientuję, kiedy upadnę, a zimny wiatr pochowa mnie śniegiem i świat o mnie zapomni. Nigdy nie będę w stanie mierzyć się z boskimi w kategoriach mocy. Nigdy nie pokonam ich stając przed nimi. Acz jak rodzic zapomni o dziecku, tak te w końcu i go rzuci w niepamięć. I jak ludzie zapominają o sobie i bogowie nie pamiętają o swoich dzieciach, to i kiedy ludzie w końcu zapomną o bogach, tak ci utracą kolejną rzecz co czyni ich boskimi. Sama jestem zbyt mała, aby zakończyć coś tak wielkiego. Acz mogę zacząć coś co będzie początkiem ich końca.

Tym samym zwracam się do Ciebie o pomoc. Nauczaj mnie magii, asystuj mnie w trudach, a ja nie wystawię Cię na zniszczenie i zrobię co mogę, aby pozwolić ci odzyskać co Twoje. Wspomnienia, może i ciało, nie mam pojęcia. Acz nie w ramach kontraktu, na który nie miałaś wpływu, nie wybrałaś mnie, acz w ramach partnerstwa. Tym samym możesz wybrać, określić czym dla mnie może być magia, gdyż sama nie wiem i nie mam do kogo się z tym zwrócić.

Wiem, że do niczego się dziś nie nadaję, ledwo żyję, acz mamy chwilę, aby w okolicach Grenefod trochę pobyć nim ruszę do Saran Dun na główny kontynent. Nim to przyjmę kolejne zadanie do wykonania. Mogłabym zasypywać cię pytaniami, acz to jest dla Ciebie trudne, z kolei ja zaś wiem więcej o świecie jaki jest teraz, to i pytaj jeśli chcesz. To że utraciłaś część wspomnień, nie oznacza, że nie możesz pozyskać nowych. Mam nadzieję, że chociaż nie będziesz się ze mną nudzić.

Morze traw

52
POST BARDA
Rozważania Anais budziły w niej kolejne pytania, a wszystkie zdawały się zmierzać do tego samego punktu. Kim tak naprawdę jest Merkir? Co spowodowało jej zanik pamięci? Jak dokładnie działa pakt, który zawiązał się między nimi? Wiele z tych wątpliwości skrywał całun tajemnicy i przynajmniej na razie nic nie wskazywało na to, żeby któraś z nich miała go odkryć. Po prawdzie zarówno artefakt, jak i medium znalazły się w zupełnie nowej, zarazem nietypowej dla siebie sytuacji. Być może jedynym wyjściem, jakie obecnie miały było danie sobie trochę czasu na lepsze zrozumienie, na poszukanie odpowiedzi gdzieś po drodze tej wspólnej wędrówki w nieznane. Tak czy inaczej, niezmiennym pozostawał fakt, że obecnie jechały na jednym wózku. Merkir nie miała innego kontaktu z zewnętrznym światem jak poprzez Anais, nie miała szans zmienić czegokolwiek bez wsparcia kultystki. Ta zaś do osiągnięcia własnych celów potrzebowała kogoś takiego jak ów zaklęty w manuskrypcie mag - silnej, światłej istoty. Mentorki i przewodniczki.
"Wspomnienia są fragmentami duszy?" — choć padło pytanie czarodziejka chyba nie oczekiwała odpowiedzi, a jedynie rozważała jego sedno "na głos" — "Kto wie? Może jest w tym ziarno prawdy. W każdym razie nie musisz martwić się o to, czy jesteś wystarczająco kompetentna, żeby mi pomóc. Nie zrozum mnie źle, braki owszem masz ogromne jednak liczy się to, że wyciągnęłaś mnie z tamtej cuchnącej nory i posiadasz wolę do współpracy. Poza tym, zamiast rozważać to, czego nie potrafisz pomyśl o tym, czego możesz się nauczyć. Jesteś pustym naczyniem, Anais. Z odrobiną pomocy z mojej strony i twoim uporem, którego jak widać na razie ci nie brak, możesz wiele osiągnąć. Żadna droga nie jest dla ciebie zamknięta, żadna przyszłość nie jest niemożliwa." — w jej słowach zawierało się pewne zaufanie do kultystki, ale jednocześnie artefakt nie stronił od podkreślania swoich zalet. Czy był to tylko przejaw arogancji, cecha osobowości, a może Merkir próbowała manipulować swym medium i wpoić, że tylko razem mogły coś osiągnąć? Wszak, gdyby udało jej się uzależnić Florenz od swojej pomocy mogłaby w ten sposób uczynić z partnera niewolnika.

"To prawda, że jesteś kruchą, słabą istotą. Każdy śmiertelnik ma swoje ograniczenia, a boskość określa właśnie brak tych ograniczeń. Jeśli chcesz rzucać wyzwanie panteonowi powinnaś porzucić myśli o szukaniu sposobu na równanie się z bogami - to bezcelowe. Pomyśl o tym, co faktycznie możesz zrobić." — w jej emocjach wybrzmiewała nuta podekscytowania, jakby w końcu znalazła sobie jakieś ciekawe zajęcie — "Weźmy na ten przykład tego przedwiecznego, któremu bijecie pokłony. Khacnu Aalkesh nie ma bezpośredniego wpływu na tę rzeczywistość. Jego siła objawia się głównie przez wyznawców. Karmicie go krwią i bólem, za sprawą rytuałów pozwalacie wejrzeć w wasz świat, za przyczyną bluźnierczej magii manifestujecie jego moc. Bez Drogi Bólu możliwości Anioła Cierpienia byłyby bardzo ograniczone. Teraz przyjrzyjmy się dzieciom Hyurina. Jedyna, znacząca różnica między nimi a twoim krwawym bóstwem jest taka, że oni faktycznie mogą wpływać na ten wymiar bez niczyjej pomocy, mają do niego bezpośredni dostęp. Niemniej, gdy ich boska moc nie objawia się, gdy nie schodzą z niebios, oni również muszą polegać na swoich wyznawcach. Tym samym wszystko sprowadza się do tego, kto ma większy rząd dusz. Jeśli chcesz zaszkodzić bóstwom Herbii pal ich świątynie i wznoś własne, składaj ich wiernych w ofierze swojemu bogu, zasiej zwątpienie i uwielbienie bólu." — plan wydawał się dość prosty w założeniu, jakkolwiek niósł ze sobą pewne ryzyko. Aczkolwiek, czy istniała w ogóle możliwość, by uniknąć niebezpieczeństwa? Mogło nie być innego wyjścia skoro rzucała wyzwanie najpotężniejszym z istot.

"Powiadasz, że potrzebujesz mojej pomocy? Naturalnie." — oznajmiła z wyniosłością i poczuciem satysfakcji — "Obiecałam być ci nauczycielem i zamierzam tego słowa dotrzymać. Determinując kierunek, w jakim powinnaś rozwijać swoje zdolności magiczne powinnyśmy zastanowić się, w czym jesteś dobra, jaki masz charakter. Widzisz, moja droga Anais, szczególnym atutem takich osób jak ty jest to, że istnieje niewiele rzeczy, do których byś się nie posunęła, żeby dopiąć swego. Masz wyobraźnię, a twój kręgosłup moralny właściwie jest złamany w kilku miejscach. Gdybyś mogła przekazać to nastawienie, ten brak pohamowania innym i wyznaczyć im stosowny kierunek działania nie musiałabyś wszystkiego robić sama." — mówiła jakby już od jakiegoś czasu miała dla Florenz gotową propozycję — "Tak się składa, że mam takie zaklęcie, które pozwoliłoby ci zasiać sugestię w czyimś umyśle i nakłonić do własnej woli. To prosty czar, nawet taki żółtodziób jak ty powinien sobie poradzić. Poniżej zamieszczę dokładnie instrukcje, które umożliwią ci jego opanowanie. Niemniej, aby osiągnąć najlepsze rezultaty, będziesz musiała ćwiczyć. Zacznij od medytacji, wyczuj krążącą w twoim ciele vitae, spróbuj..."
Przez następną godzinę Merkir tłumaczyła podopiecznej naturę zaklęcia "Impulsus" inaczej zwanego zaklęciem sugestii. Artefakt dokładnie przeprowadził kultystkę przez kompletne podstawy wyczuwania magicznej energii, manipulowania nią i uwalniania za sprawą czarów. Lekcja nie była szczególnie wyczerpująca bowiem stan uczennicy nie pozwalał na zupełne poświęcenie się materii. Jakkolwiek poznanie niezbędnej teorii dało skrybie pewną świadomość jej własnych możliwości i ograniczeń. Z tego miejsca dzielił ją już tylko krok do praktyki, która była niezbędna do właściwego korzystania z nowoodkrytego talentu. Ze względu na naturę zaklęcia niemożliwe było faktyczne ocenienie efektów nauki, dopóty dopóki Anais nie znajdzie jakiegoś nieszczęśnika, na którym je wypróbuje. Na razie musiała jednak wrócić na kontynent. Rodzi się zatem pytanie: w jaki sposób chce opuścić wyspę? A może ma tu jeszcze jakiś interes do załatwienia? Wszystko zależało od niej.
Spoiler:

Sygn: Juno

Morze traw

53
POST POSTACI
Anais Florenz
Nauka zaklęcia? Wczuwając się w emocje Merkir, a czytając jej słowa z czasem przyzwyczajała się do tej nietypowej formy komunikacji. Obietnica samej zdolności wpływu na czyjeś postrzeganie sprawy, podsyciło wyobraźnię Anais. Czyż zdolność perswazji nie stała na czele zdolności wszelkich przywódców, kupców i osób o sile wpływu, czy też największych oszustów? Spijała każdą uwagę na temat zaklęcia... jakby w końcu miała pokonać pierwszy stopień ku wielkości, po raz pierwszy w swoim miernym życiu. Jeśli spotka Tytusa, będzie musiała mu podziękować za taką nagrodę za jej służbę. Cieszył ją fakt, że mimo wszystko otrzymała bardzo dużo swobody jak z tego skorzysta. Oznaczało to zaufanie, bardzo duże zaufanie.

Wygląda na to że będzie wiele rzeczy, o które będę cię pytać. Czy jest coś sprawia ci szczególną przyjemność? Wybacz bezpośredniość, acz wiesz... można łączyć pożyteczne z przyjemnym, a skoro mam czerpać, to i czemu nie dać czegoś i Tobie przy okazji? Jest coś za czym nie przepadasz? Oprócz zmuszania Cię do grzebania ku przeszłości?

I przydałoby się coś zrobić z Twoim wyglądem. Okładka wygląda zjawiskowo nie powiem. Acz w obecnych czasach Zakon Sakira bardzo ceni sobie niszczenie wszelkich objawów tego co reprezentujesz Ty, jak i ja. Wszystko co wygląda podejrzanie szybko przykuje ich uwagę. Mamy drażliwe czasy, zdarzają się rewizje w miastach przez straż nawet w biały dzień. Rozumiem, że zaklęcie te tutaj może mi pomóc, ale może jest jakiś sposób, aby Cię zakamuflować w jakąś niepozorną okładkę? Czułabym się spokojniejsza.
Rzeczy było wiele do zrobienia. Bardzo wiele, musiała jednak się upewnić, czy kult jej nie potrzebuje oraz przekazać swój zalążek planów i inicjatywy, która wzrastała w niej z każdą chwilą, po tym jak uświadomiła sobie, że przekroczyła pewne drzwi do innego świata i miała nawet przewodnika po nim. Musiała przekazać informację Starszemu, no i pewnie wesprzeć, jeśli trzeba byłoby.

Wrócić na kontynent miała zamiar tak, jak i go opuściła. Zabierze się statkiem jako pasażer za drobną opłatą, jako pielgrzym. Mogłaby też przy okazji sprawdzić jak bardzo może polegać na swojej nowej umiejętności, choćby w zwykłej rozmowie. Jak bardzo może sięgnąć ku czyjejś opinii dzięki mocy sugestii i tym samym dowiedzieć się czegoś istotnego. Jeśli to działało tak jak miała nadzieję, to... już wiedziała co będzie robić w wolnym czasie. Zdobędzie bogactwo, wpływy i tym samym stworzy podwaliny kultu wśród zwyklaków. Nie musiała ich rekrutować, wystarczy, że ich zwróci przeciwko religii i wierze, skorumpuje do reszty, a męczennicy będą się jej sami podwijać pod nogi. To ostatnie nie powinno być aż takie trudne, tylko trzeba byłoby mieć nieco zasobów. Bez podstaw nic nie szło zrobić. No i gdyby jej alter ego mogłoby zdobyć jakąś pozycję w świecie... to mogłaby się zemścić na Meriandos. Tak na dobry początek. Przeistoczyć miasto w ruinę, acz wcześniej skazać Magnolię na powieszenie i dać jej ostatnie namaszczenie jako kapłanka Usala? Takie tam drobne przyjemności! Rodzice zawsze powtarzali, aby umieć się cieszyć małymi rzeczami, nieprawdaż? Z tą ruiną byłoby nie najlepiej... to w końcu miasto które znała najlepiej, to i lepiej szło wykorzystać to co już miała... tyle, że banicja jej nie pomagała. Musiałaby się nauczyć zmieniać swój wygląd i działać lepiej z ukrycia czyimiś rękami.

Acz pierw sprawy kultu i kontakt w Saran Dun.

Morze traw

54
POST BARDA
Z każdą kolejną minutą spędzoną na nauce, z każdą próbą zrozumienia tajemnic magii Anais coraz mocniej czuła, że choć powoli to zbliża się do opanowania swojego pierwszego czaru. W istocie drzemiąca głęboko w niej moc dotychczas umykała jej percepcji, pozostawała niewidoczną. Niemniej teraz zaczęła stanowić wyrazisty, nieodłączny element tego, kim była, kim się stała. Albowiem świadomość własnego, wciąż kiełkującego talentu bądź co bądź czynił ją magiem - dzikim, raczkującym, ale jednak. Nauka pod czujnym "okiem" mistrzyni otworzyła przed nią nową ścieżkę. Co zrobi z nowo nabytą wiedzą? Jak ją wykorzysta? O tym dopiero przyjdzie się przekonać młodej kultystce.
"Przyjemność?" — manuskrypt zdawał się zdziwiony pytaniem, jakby potrzebował kilku sekund na przypomnienie sobie czym była owa "przyjemność" — "Skoro już poruszyłaś tę kwestię... chciałabym wiedzieć więcej o tym, jak wygląda dzisiejszy świat. Mam pewną świadomość otoczenia, ale to jak oglądanie odbicia w zaparowanym lustrze. Wystarczy, że od czasu do czasu załączysz w księdze opis bądź szkic tego, co widzisz. Być może coś z tego przyciągnie moją uwagę i pomoże w odzyskaniu wspomnień. Jeśli zaś chodzi o to, za czym nie przepadam..."
Ponowna przerwa w rozmowie sugerowała, że Merkir musiała przemyśleć to, jak dokończyć swoją wypowiedź. Wgląd skryby w emocje artefaktu w pewnym stopniu uzmysławiał skalę tych rozważań. Pytanie, które zadała Anais było jednym z tych, na które odpowiada się sięgając pamięcią do poprzednich doświadczeń. Aby uzmysłowić sobie prawdę o tym, czego nie lubimy oraz o tym, co daje nam radość musimy skorelować daną emocję z właściwym wspomnieniem. Ze względu na to, że grymuar cierpiał na amnezję ta sztuka potrafiła być dlań kłopotliwa, czasami wręcz frustrująca. Jak przeczucie, że zapomnieliśmy się o czymś ważnym, ale nie jesteśmy w stanie sobie tego przypomnieć. Zatem Florenz za przyczyną wiążącego ich paktu czuła właśnie to: zakłopotanie, frustracje, bezsilność. W pewnej chwili strumień świadomości między nimi osłabł - wyglądało na to, że Merkir zrezygnowała z grzebania we własnej przeszłości i zadowoliła się tym, co już udało jej się znaleźć.
"Postaraj się dbać o stan księgi." — jej prośba miała wymiar praktyczny — "Nie zaginaj rogów stronic, jeśli nie będziesz mogła czegoś znaleźć daj mi znać i otworzę odpowiednią kartę. Nie jedz podczas rozmowy ze mną, to byłoby lekkomyślne... do tego niekulturalne! Nie zostawiaj mnie zbyt blisko ognia, nie trzymaj w wilgotnym miejscu, nie... chyba już rozumiesz, do czego zmierzam. Poza tym? Nie lubię brodatych mężczyzn, ostrych potraw, dzieci i biurokracji."
Gdy temat przeniósł się na problem okładki oraz zagrożenie ze strony Zakonu Sakira kultystka poczuła ukłucie gniewu pochodzące z grymuaru. Wrażenie jawiło się zaledwie krótkim impulsem, lecz nie było mowy o pomyłce.
"Zakon Sakira? To ten zabytek minionych wieków nadal istnieje?" — gdyby Merkir miała ciało z krwi i kości zapewne w tej chwili westchnęłaby z rezygnacją — "Sam fakt, że ta organizacja nadal funkcjonuje zakrawa o nekromancję. Takie antyki jak my powinny znać swoje miejsce w historii, phi. Co zaś się tyczy okładki mogę rzucić drobną iluzję, która zmieni jej wygląd dla prostych, nieobeznanych z magią istot. Miej jednak na uwadze, że doświadczonego czarodzieja nie zwiodą takie sztuczki. Jeśli chcesz być zupełnie spokojna o nasze bezpieczeństwo zalecałabym poszukać czegoś odpowiedniego u właściwego rzemieślnika w najbliższym mieście. Możesz też spróbować sama coś wymyślić, wyobraźni akurat ci nie brakuje, albo możesz po prostu unikać patroli."
Ze względu na to, że nie pojawiły się kolejne wpisy ze strony kultystki inicjatywę przejęła magini.
"No więc... co zamierzasz teraz, Anais? Mamy jakiś plan działania? Właściwie to... gdzie my w ogóle jesteśmy?"
Czas spędzony na pogawędce i praktykach sztuki magicznej zarazem dał jej sposobność do odzyskania utraconych sił. Fakt faktem nadal czuła znużenie po incydencie w piwnicy, jej noga wyraźnie spuchła po starciu z drzwiami, a żołądek dawał znać, że mogłaby pomyśleć o jakimś posiłku. Niemniej jej stan obecnie był stabilny, może nawet zadowalający. Czuła, że miała dość energii, żeby podjąć się jakiegoś bardziej sensownego działania. O tej porze słońce wisiało już całkiem wysoko na niebie. Okoliczni chłopi zapewne właśnie wstawali do pracy, Grenefod powoli budziło się do życia. Może to była właściwa pora, żeby zebrać wyschnięte ubrania i wyruszyć w drogę? A może miała tu jeszcze coś do zrobienia?

Sygn: Juno

Morze traw

55
POST POSTACI
Anais Florenz
Kontakt z Merkir mógł przypominać coś co Anais mogłaby nazwać przyjaźnią, tak jej się kojarzyła ta wymiana zdań i uprzejmości. Wzajemnego pozycjonowania się ku wygodzie drugiej percepcji, aby było miło ciepło i przyjemnie. Cóż choćby Anais tak to ostatecznie postrzegała, tyle że emocje księgi zdawały się być aż nadto prawdziwe, niemalże zazdrościła jej tej klarowności w tym co odczuwa i swoistej prawdomówności, choćby cedzonej to ze względu na niedobór pamięci, czy refleksję.
Obiecuję powstrzymać się i nie załączać Tobie moich ukochanych sprawozdań finansowych, choć mam w tym niemałą wprawę.
Napisała odnośnie biurokracji celując w żart sytuacji. Naturalnie wiedziała jak postępować z wszelkiego rodzaju pismem w końcu z zawodu była skrybą, po prostu aspekt magiczny jawił jej się niezbadany.

Czas płynął dalej, kiedy to tym razem kultystkę dopadła refleksja. Oczarowanie i pierwsza woń magii zagrała pierwsze skrzypce w wyobraźni kobiety. Nawykła jednak do tego, że świat się do niej lubił odwracać w najmniej oczekiwanym momencie. Spochmurniała spoglądając w otwartą księgę i czując powoli jak czas pcha świat do dalszego życia, tyle że to znów ona siedzi w miejscu. Odezwał się głód i ból w nodze, odezwała się też i księga zadając pytanie.
Anais zaczęła rysować kształt mapy i nazywać poszczególne krainy, z grubsza zaznaczając najbardziej znane lokalizacje i ich nazwy, kończąc w końcu na Grenefod i krzyżyku postawionym na miejscu wyspy i drugim w Saran Dun. Postawiła też kółko gdzie było Meriandos
Tutaj jesteśmy na tej wyspie, a zmierzamy do Saran Dun stolicy Keronu i samego Zakonu Sakira. A do Meriandos nie możemy się wybrać, mam banicję.
Co do planu? To zależy od rozmowy ze Starszym Kultu. Jeśli da mi wolną rękę, jest kilka rzeczy, którymi wspólnie moglibyśmy się zająć. Potrzebuję zasobów i... nieco motywacji oraz kilku sztuczek. Wiesz... w moim przypadku nigdzie nie osiądziemy, będziemy w wiecznej tułaczce, aż coś znaczącego się zmieni lub popełnimy jakiś błąd po drodze. Tego wolałabym uniknąć oczywiście.
Zaś taki mój plan jest taki, że potrzebuję się wzbogacić i założyć działalność, którą mogłabym kontrolować z odległości. W tym celu potrzebuję kogoś, kto by wykonywał moje polecenia oraz małej fortuny, aby to rozruszać.
Takie tam ambicje, a tymczasem wróćmy do rzeczywistości. Pora ruszać. Jeśli chcesz coś mi powiedzieć, to to dobry moment. Zaraz będę robić sobie posiłek, zbiorę się i idziemy do portu. Wilgoć morska też nie służy książkom. A tak pisząc... to jeśli znałabyś jakiś rodzaj magii, aby cóż utrzymać mnie przy życiu i dać mi moc natychmiastowej regeneracji, gdyby tak miałoby mi się coś stać... to chętnie sprawdziłabym granice możliwości tej magii. Mogłoby to też wywrzeć odpowiednie wrażenie na potencjalnych rekrutów do naszej małej organizacji którą we dwoje założymy. Dwie ręce mi nie wystarczą, a na magię własną też nie mogę za bardzo liczyć. I może jak znasz jakieś ciekawe magiczne artefakty, które mogłyby mi pomóc... też bym chętnie się dowiedziała.
Spoiler:
ODPOWIEDZ

Wróć do „Księstwo Grenefod”