Pustkowia i nabrzeże na wschód od Everam

196
POST BARDA
Pokłady nienawiści Very, choć od zawsze tam obecne, choć ostatnio nowoodkryte, były zdziwieniem tak dla kapitanów, jak i dla oficerów: Zeuliego i Corina. Ten drugi nie odstępował Very na krok, nawet wtedy, gdy z jej ust sączył się jad pod adresem admirała.

- To niecałe trzy lata. - Uściślił Luis, nie chcąc wprowadzać Very w błąd. Wyrzucanie z siebie gróźb pod adresem Kompanii nie pomogło mu, co więcej, zaciskał dłonie na materiale swoich spodni jeszcze mocniej. Uwaga Corina odnośnie oka tylko pogorszyła sprawę. - Słyszeliśmy o Kompanii już wcześniej, ale nie była zagrożeniem, a jedynie kolejną spółką do łupienia. Musieli nawiązać współpracę z Marynarką.

- Co tłumaczyłoby nagły rozrost oraz późniejszą ekspansję na południe i wschód. - Podsumował Labrus, unosząc dłoń do twarzy, by dwoma palcami przygładzić wąsy. - Nawiązanie współpracy ze skorumpowanymi członkami marynarki otworzyło wiele drzwi, dotąd niedostępnych.

- I nie słyszeliśmy o tym admirale Levancie, póki nie pojawił się w Kar'gardzie.

- Karlgardzie.
- Viridis odruchowo poprawił niedbała wymowę partnera.

Butelka kapitana Carra uderzyła o deski pokładu ze zbyt dużą mocą, gdy mężczyzna w ten sposób chciał dać ujście złości. Corin drgnął przy Verze, ale poza tym, nie dał po sobie poznać przestrachu nagłym dźwiękiem.

- Możesz się poddać, kobieto, ale ja nie zamierzam. - Syknął Carr. I choć jego zapewnienia były wielkie, przemawiała przez niego głównie złość, niepodparta niczym innym. Miał piątkę ludzi, prócz siebie, brakło mu statku i sił, gdy musiał odzyskać zdrowie po poważnej ranie. Nie miał sił nawet na to, by wystać o własnych siłach podczas dłuższej rozmowy. - Choćbym miał umrzeć próbując, nie spocznę!

Viridis uniósł lekko brwi, patrząc, jak kapitan Carr siłuje się z własnymi słabościami. Zacisnął lekko usta.

- Labrusie, zajrzysz do Sovrana? - Podpytał Corin, gdy Vera wspomniała o ciemnym magu.

- Zajrzę. - Obiecał sucho lekarz.

Labrus chciał powiedzieć coś więcej, pewnikiem w temacie stanu zdrowia Smolucha, ale Carr znów włączył się w rozmowę. Aspa Rrgus obudził w nim negatywne odczucia.

- Aspa Rrgus to zdrajca. - Syknął Luis.

- To przez niego Czerwony Wiatr poszedł na dno. - Zgodził się Zeuli z mniejszymi emocjami w głosie. - Jeśli wskażecie nam miejsce jego pobytu... cóż, nie możemy zapłacić. Nie mamy z czego. Odwdzięczymy się w inny sposób.
Obrazek

Pustkowia i nabrzeże na wschód od Everam

197
POST POSTACI
Vera Umberto
Pokręciła głową, ale nic nie odpowiedziała, nie mając siły na wdawanie się teraz w kłótnię z mężczyzną, którego poznała kilka godzin temu. Powstrzymała nawet pobłażliwy uśmiech, jaki cisnął się jej na usta. W porządku, jeśli wciąż miał w sobie motywację do chęci niesienia zemsty i szukania na nią sposobu, dobrze dla niego. Może Umberto wcześniej czy później ją odzyska, ale na pewno nie zanim pozbędzie się demona. Potem? Potem mieli już poplanowane kilka rzeczy. Akcja z Otisem, potencjalnie odnalezienie skarbu, o jakim mówił Silas, potem podróż na północ... kto wie, czy nie odzyska utraconej motywacji w międzyczasie. A może wystarczy jej usiąść na Harlen z tymi dwoma, z Hewelionem i Carrem, i wzajemnie napędzą się do działania, rozpalając w sobie wzajemnie tak różną, choć jednocześnie dokładnie tę samą nienawiść.
- Zrobiłam mu chłodne okłady, chyba trochę zbiło gorączkę. Ja już nie wiem co mam z nim robić - pożaliła się Labrusowi. - Przecież on więcej dni spędza chory, niż zdrowy. Nie masz czegoś na odporność? Jakichś ziół? Czegoś, co by go trochę wzmocniło? Powinien zacząć te treningi. Ma zbyt wątłe, słabe ciało, to przez to nie jest w stanie się oprzeć chorobie. Jak dojdzie do siebie, poćwiczę z nim trochę. Rozruszamy go.
Widząc, jakie reakcje wywołało wspomnienie nazwiska wyniosłego elfa, kąciki ust Very uniosły się w nieznacznym uśmiechu. Nie darzyła Aspy aż tak wielką nienawiścią, by działać przeciwko niemu, ale prawda była taka, że irytował ją jak jasna cholera. Czy cierpiałaby, gdyby coś mu się stało? Ciężko powiedzieć. Może trochę tak, raczej wcale nie. Ale tak czy inaczej ten konflikt jej nie dotyczył.
- Mam dla was nawet coś lepszego. Zabieramy was na Harlen. Aspa najpewniej też tam będzie, a jeśli nie teraz, to wcześniej czy później tam przypłynie. Tak mi się właśnie wydawało, że słyszałam już o waszym statku - pokiwała głową. - Aspa wypiera się, jakoby była to w najmniejszym stopniu jego wina. Zatonięcie Czerwonego Wiatru, znaczy. Ostatnio twierdził, że tylko idiota obwiniałby o to jego... czy jakoś tak.
Odchyliła się do tyłu, nonszalancko opierając łokciami o reling i krzyżując nogi w kostkach.
- Będziecie mieli okazję sobie porozmawiać. Ale teraz powinieneś odpocząć, Carr, wyglądasz koszmarnie. Na dole są jeszcze wolne koje. Porozmawiamy jutro, albo na spokojnie, jak dotrzemy na wyspie i wszyscy dojdziemy do siebie. Jestem prawie pewna, że lekarz nie kazał ci w ramach rekonwalescencji dogorywać pod masztem i tłuc butelką o pokład. Marzę o piwie od Silasa. Nigdy nie podał mi rozwodnionych szczyn - westchnęła i odepchnęła się od relingu, unosząc wzrok na Viridisa.
- ...Labrus - zaczęła niepewnie. - Odprowadzę cię. Na dół, do Sovrana.
W rzeczywistości chciała porozmawiać z mężczyzną na osobności i nawet jeśli nie była pewna, czy jej się to uda, warto było spróbować. A skoro biały proszek sprawiał, że znacznie łatwiej się jej mówiło, to hej, czemu nie skorzystać? Raczej się to nie powtórzy.
Obrazek

Pustkowia i nabrzeże na wschód od Everam

198
POST BARDA
Vera mogła poczuć, jak Corin rozluźnia się nieco przy niej. Czy spodziewał się kłótni, która miała rozgorzeć z Carrem, czy też był inny powód jego spięcia, to to odeszło w zapomnienie, gdy kapitan Umberto użyła zdrowego rozsądku i nie podjudzała rannego kapitana w środku nocy. Luis był ciężko ranny, a przez utratę krwi mógł nawet do końca nie wiedzieć, co mówił. Osłabienie często sprawiało, że chorzy majaczyli bez większego sensu.

- Kapitanie. - Zeuli był dobrym opiekunem swojego kapitana. Złapał go pod ramię, by podnieść z pokładu. To nie było miejsce dla kogoś, kto nosił się ze swoim statusem tak, jak Carr. - Powinien pan odpocząć.

- Racja.
- Zgodził się jednooki pirat, ku zdziwieniu Heweliona, który aż nie powstrzymał lekkiego parsknięcia. Nie tylko Hubert trzymał przy sobie głos rozsądku, by był jego wsparciem w chwilach, gdy jemu go brakowało.

- Nie zabije pan nikogo, jeśli nie doczeka pan ranka.

- Racja, panie Zeuli.


Nikt nie powstrzymywał byłych więźniów, gdy jeden z nich łapał równowagę na własnych dwóch chwiejnych nogach. Labrus obserwował ich, gotowy ruszyć z pomocą w każdej chwili, jednak jego uwaga była podzielona. Mógł odpowiedzieć Verze:

-Istnieje wiele podowód, dla których Sovran może mieć wątłe zdrowie. - Odezwał się, wyplątując spod ramienia Huberta. - Od nadmiaru spożywanego alkoholu, przez używki, jak choćby tytoń, po niewystarczającą dla jego organizmu dietę. W przypadku Sovrana, podejrzewałbym ten ostatni powód. Czy on dobrze jada, kapitanie? - Dopytał. Podczas badania chorego, nie sposób było nie zauważyć, iż ten był wątły jak witka wierzby, a kości sterczały spod ciemnej skóry. - Proszę zadbać o dietę nim zacznie go pani ćwiczyć, choć jest to zdecydowanie wskazane. Czewrone mięso, owoce. Ryby, szczególnie te tłuste. Rośliny strączkowe. Może mieć również głębiej leżące podstawy chorowitości, jednak nie znam jego pełnej historii zdrowotnej, by to orzec. - Wyjaśnił fachowym tonem. - Musiałbym przeprowadzić wywiad. Mogę też zupełnie się mylić i przypisywać ludzką fizjonomię komuś, kto człowiekiem zdecydowanie nie jest. Bogowie raczą wiedzieć, czy jego fluidy sa choćby zbliżone do tych elfich.

- Przecież to elf, tylko czarny. - Skomentował Hewelion. Medyczne wywody Labrusa zawsze sprawiały, że ten nieco gasł, jakby przyćmiewał go sam blask wiedzy lekarza. - Możesz go przecież zbadać i zobaczyć?

- Nie teraz, gdy potrzebuje kompleksowej opieki w nagłej chorobie. Pani kapitan Umberto miała rację, oferując zimne okłady. Choć wiele nowych badań wskazuje, że pozwolenie gorączce spaść samoistnie podnosi szanse pełnej rekonwalescencji, nie podejmowałbym takich prób w przypadku tak wątłego zdrowia. Skutek może być tylko jeden.


Zeuli i Carr patrzyli po sobie, nie do końca rozumiejąc, co się dzieje i skąd nagły wykład Labrusa na temat kogoś, kto dla nich nie istniał. Sam lekarz również zdał sobie sprawę ze zbytniej frywolności słowa i uniósł pięść do ust, by odchrząknąć cicho, maskując niezręczność.

- Tak, jak również stwierdziła pani kapitan Umberto, istnieje szansa na znalezienie kapitana Rrgusa na Harlen, nawet teraz. - Zakończył szybką zmianą tematu. Nie interweniował w chwiejne kroki Zeuliego i Carra, gdy ci radzili sobie sami.

- Więc nie pomożecie nam w wymierzeniu sprawiedliwości za wszystkich tych, którzy poszli na dno przez jego zdradę?

Pytanie Luisa zawisło w powietrzu jak bardzo gęsta mgła. Pierwszy odezwał się Hewelion, przebijając się przez wątpliwości.

- Moja załoga nie ma zwady z załogą Królowej Balbiny. - Skomentował cicho. Niełatwo było miażdżyć nadzieje innych. - Nie potrzeba nam więcej wrogów. Szczególnie teraz.

Corin nie odpowiadał za Verę, lecz spojrzał na nią, wiedząc, że ostateczna decyzja będzie jej.

- Porozmawiamy o tym jutro, kapitanie. - Corin odbił jednak piłeczkę. - Proszę odpocząć.

- Proszę odpocząć. - Potwierdził Labrus. - Hubercie, zabierz proszę pana Yetta i sprawdźcie, czy któryś z rannych potrzebuje doraźnej opieki. Sprawdźcie opatrunki. - Polecił lekarz, a Hewelion tylko posłusznie skinął głową. - Pani kapitan, proszę prowadzić. Z całym szacunkiem, nie chciałbym teraz zaglądać do każdego hamaku, nim nie znajdę naszego chorego.
Obrazek

Pustkowia i nabrzeże na wschód od Everam

199
POST POSTACI
Vera Umberto
Na wywód Labrusa najchętniej zareagowałaby tak samo, jak Hewelion, ale starała się zachować pozory tego, że tak szczegółowe kwestie ją faktycznie interesują. Wystarczyłaby jedna informacja, że powinien lepiej jeść, zamiast całego tego długiego monologu, bo Vera i tak nie za bardzo mogła coś zmienić pod tym względem. Podczas rejsów nie zawsze była możliwość zjedzenia czerwonego mięsa i warzyw strączkowych, nie wspominając o podróży na północ, jaką planowali. Znów czekały ich tygodnie o sucharach i mało ciekawych dodatkach do nich, które były w stanie wytrwać długo i się nie zepsuć.
Siląc się na uprzejmość, albo po to, by Viridis nie wyszedł przed zebranymi na oszołoma, pokiwała głową, żeby dać do zrozumienia, że przyjęła wszystko do wiadomości. Na szczęście udało im się dość gładko przejść do następnego tematu, w który była w stanie zaangażować się już nieco bardziej.
Pytanie, które zadał Carr, sprawiło, że wydęła usta z powątpiewaniem. Nie dlatego, że nie zamierzała pomagać im w pozbyciu się Aspy, ale przez fakt, że dopiero co uratowali ich podłe życia. Teraz jednooki miał do nich pretensje, że nie oferują natychmiast stania się tą ręką, która za niego wymierzy śmiercionośny cios? Nie znali się na tyle dobrze, a on nie miał jej nic do zaoferowania. Aspa miał statek i załogę; mógł się przydać, choć w tej chwili jeszcze nie potrafiła ocenić, do czego konkretnie.
- Szybko przeszliśmy od wskażcie nam miejsce jego pobytu, do wymierzcie sprawiedliwość za zdradę - skomentowała tylko krótko, śladem Yetta nie odpowiadając na pytanie ani twierdząco, ani przecząco. To wciąż nie był jej konflikt. Aspa aż tak nie zaszedł jej za skórę, a Carra właściwie nie znała.
Pozwoliła mężczyznom się rozejść, zostając sama z lekarzem. Skinęła głową i ruszyła za nim w kierunku schodów prowadzących pod pokład, milknąc jednocześnie na chwilę. Musiała zebrać myśli, a to nie było takie proste w obecnych warunkach. Nie spieszyła się więc; szła stosunkowo powoli, krok za krokiem i zwolniła nawet nieco, gdy znaleźli się pod pokładem. Do Sovrana dotrą, oczywiście, ale za kilka minut.
- Labrus... - zagadnęła cicho, nie chcąc, by słyszał ją ktokolwiek poza lekarzem. - Jesteś irytujący i czepliwy. Musisz czasem wkurwiać Heweliona. To znaczy...
Skrzywiła się, gdy dotarło do niej, że może nie wybrała najlepszego rozpoczęcia rozmowy.
- Ja też jestem. O to mi chodzi. Irytująca, może despotyczna, nie wiem, może mało... emocjonalna. Na pewno mało emocjonalna. A oni... są czasem podobni. Nie przeszkadza im to, chociażby. I obaj uśmiechają się cały czas. Mam na myśli Corina i Huberta, w razie gdyby to nie było jasne. Ja... nie jestem najlepsza w byciu z kimś w ten sposób. Tak długotrwały. Zrobiłam coś głupiego. Zrobiłam coś... zresztą... zresztą wiesz na pewno. Hewelion wiedział o naszej walce, więc wiesz i ty, nawet jeśli dotarła do was mocno przerysowana wersja. Chciałabym...
Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i zamilkła na chwilę, gdy padło na nią spojrzenie kogoś, kto jeszcze nie zasnął. Poczekała, aż go wyminą, zanim z powrotem podjęła temat.
- Nie wiem, jak to naprawić. Corin twierdzi, że to nic wielkiego, pewne... sprawy, które wiem, że was nie obchodzą, mnie zwyczajnie przerosły, ale... chciałabym coś zrobić. Tylko nie wiem co. Nie znam się na... nie potrafię... no, wiesz... tych wszystkich gestów - wbiła wzrok w podłogę. - Nie przychodzą mi do głowy restauracje w Porcie Erola z widokiem na morze. Przychodzi mi do głowy kupienie mu kolejnej fajki, albo miecza, albo złotego płaszcza, jak ten, który nosi Otis. Ale to nie o to w tym wszystkim chodzi, nie o kolejną rzecz, rozumiesz?
Parsknęła śmiechem i potrząsnęła głową.
- Pieprzę co mi ślina na język przyniesie. Nie wiem, co ja wciągnęłam - przetarła oczy palcami. - Nie musisz odpowiadać. Właściwie to zapomnij, że cokolwiek mówiłam. Tam na końcu jest Sovran.
Obrazek

Pustkowia i nabrzeże na wschód od Everam

200
POST BARDA
Viridis zdawał się rozumieć, że jego mądrości były nieco zbyt obszerne jak dla laików, jakimi byli jego rozmówcy. Trzymał się jednak pewnie, nie pokazując po sobie wstydu, nawet jeśli kapitan Umberto nie kontynuowała dyskusji w temacie chorego elfa. Vera Umberto nie była jego matką, a kapitanem i choć zdrowie Sovrana było cenne dla załogi, nie mogli rozpisywać mu specjalnego menu.

Carr nie kontynuował rozmowy, zbyt zajęty utrzymaniem pionu, ale Zeuli skinął im głową, rozumiejąc, że przyjdzie jeszcze czas na większe propozycje. Dawnych piratów z Bryzy było sześciu i nie mieli możliwości samodzielnego wymierzenia zemsty, a jednocześnie ich sprawa była przedawniona. Zarówno oni, jak i Hubert i Corin poszli swoją drogą, pozwalając Verze odejść w towarzystwie Labrusa. Lekarz nie narzekał na rozmowy, ale spostrzegł, że Vera zwolniła. Obejrzał się na nią, a słysząc obelgi, aż uchylił usta.

- To osobliwy sposób na rozpoczęcie rozmowy. - Fuknął, ale nie obrażając się od razu, bo zrozumiał, gdzie leżały podstawy użycia tych epitetów. - To, czy między mną i Hubertem występują konflikty, to wyłącznie nasza sprawa, dziękuję bardzo. - Dodał, również cicho, nie chcąc pobudzić śpiących piratów. Szybko jednak przeszło mu oburzenie, choć zachował oficjalny ton. Wokół znajdowali się ich towarzysze i choć wielu z nich pochrapywało w głębokim śnie, odgłosy kroków i przyciszone głosy mogły ich pobudzić. Nie zależało mu na podjudzaniu plotek, gdy przymrużone oczy zerkały, a uszy podsłuchiwały. - Musi pani zrozumieć, pani kapitan, że nie obnosimy się publicznie z tym, co mamy. Pani spostrzeżenia mogą być nieco wykrzywione przez niepełny obraz mojej i Huberta relacji. - Wytłumaczył się, odpierając część zarzutów. Zmiękł tylko odrobinę, ledwie niewyczuwalną dla kogoś postronnego. - Jeśli Corin jest podobny do Huberta, to nie przeszkadza mu to, jaka jesteś. Nikt nie zmuszał go do związku, sam cię wybrał, sam trzyma się twojego boku. Wziął z tobą ślub, czyż nie? I został, mimo... mimo wszystko. - Wspomnienie walki miało zostać nienazwane. - Hubert ma za sobą jeden nieudany związek, teraz jest szczęśliwy i wiem, że będzie walczył o to, co mamy teraz, choćbyśmy mieli stanąć razem naprzeciw świata. Podobnie Corin, skoro wie, co leży w jego sercu, będzie robił wszystko, by to zachować. - Tłumaczył, zbliżając się ku Sovranowi.

Elf spał. Jakaś przyjazna dusza, którą z pewnością był Yett, nakryła go wełnianym kocem, lecz nie na tyle szczelnie, by było mu gorąco. Mag wyglądał na spokojnego, oddychał równo, choć płytko. Labrus przytknął dłoń do jego policzków, a następnie położył ją na ciemnym czole, zawczasu odsuwając krótkie kosmyki. Samael wykonał dobrą robotę, strzygąc również jego.

- Wciąż jest ciepły, choć największe zagrożenie minęło. - Skomentował Labrus. - Nie mnie oceniać, co jest między wami i co podobałoby się Corinowi. Nie musi być to restauracja, bo ta pozwala Hubertowi wrócić do przeszłości, cieszyć się tym, co kochał kiedyś, lecz teraz ze mną. - Labrus wlepiał spojrzenie w pacjenta. Jego czoło było lekko zmarszczone, nie nawykł do udzielania miłosnych porad. Vera wyłapała kolor błękitu, gdy Sovran uchylił powieki, obudzony delikatnym badaniem. - Skoro narkotyki wyciągają z pani takie wyznania, nie chcę nawet myśleć, co jeszcze może znajdować się za zasłoną dumy kapitana. Niezdrowym jest trzymać w sobie tyle emocji i wątpliwości. Proszę z kimś od serca porozmawiać.- Zaproponował. Przerwał na moment, by nachylić się do Sovrana i posłuchać jego oddechu, zasłaniając jego twarz przed widokiem Very. - Jesteście ze sobą już długo, wie pani, o czym marzy Corin. Co mogłoby go najbardziej uszczęśliwić. Czy to przedmioty, czy przeżycia?

Złoty pierścień na jednym z palców Viridisa złapał blask świeczki, zapalonej nieopodal. Promień światła przeskoczył po metalu jak iskra, wyraźny w półmroku pod pokładem. Spod koca wysunęła się dłoń Sovrana, zawisła przez chwilę uniesiona, jakby czegoś szukając, czy nawet czekając.
Obrazek

Pustkowia i nabrzeże na wschód od Everam

201
POST POSTACI
Vera Umberto
Ulżyło jej, gdy Viridis nie wściekł się na nią za niefortunne rozpoczęcie rozmowy. Mogło być dużo gorzej, tymczasem wykazał się cierpliwością i wysłuchał, co Vera ma do powiedzenia do końca. I choć był bardzo nieufny, jeśli chodzi o zainteresowanie kapitan jego związkiem, to z łatwością wyczuła moment, w którym nieco spuścił z tonu. Może przez fakt, że przestał mówić do niej na "pani", na tę krótką chwilę porzucając kwestię zajmowanych przez nich stanowisk.
- Wiem o tym. I dawno doszłam już do wniosku, że ma coś nie po kolei w głowie, skoro trwa przy mnie mimo wszystko. Nie chcę porównywać relacji, ani wchodzić z butami w waszą. Sądziłam tylko... że skoro istnieją pewne podobieństwa...
Zamilkła na dłuższą chwilę, pozwalając Viridisowi zająć się Sovranem. Najlepiej byłoby przyprowadzić do niego Weswalda, ale chłopak z pewnością był już zbyt wycieńczony zaklęciami, by dokładać mu jeszcze zbijanie gorączki. Widziała, co dzieje się z magami, gdy przesadzą z użytkowaniem swojej magii. Mogła mieć wobec chłopaka duże wymagania, ale nigdy nie kazała nikomu z załogi pracować do przysłowiowego porzygu.
- Tak. Porozmawiam z... z kimś - powiedziała, choć zupełnie bez przekonania. Właśnie próbowała z kimś porozmawiać i była odsyłana do kogoś innego. Do kogo miała iść? Do Pogad? Dobre sobie. A może do Oleny? Ona na pewno wie, czego pragnie pan Yett i chętnie pomoże. Hewelion raczej nie chciał z nią rozmawiać na tematy, które nie dotyczyły statków i strategii, a Labrus, w którym nie wiadomo dlaczego pokładała jakieś nadzieje, pewnie marzył tylko o tym, żeby stąd uciec i nie musieć kontynuować tej dyskusji. Wsunęła ręce do kieszeni i bez słowa zapatrzyła się w ciemne dłonie Sovrana. Po co uniósł jedną? Chciał, żeby coś mu dać, czy go za nią chwycić? Vera nie zamierzała siedzieć tu i trzymać go za rączkę. Rozejrzała się i podała mu bukłak z wodą do picia. To na pewno mu się przyda; o wysokiej gorączce wiedziała także to, że należało się porządnie nawadniać.
- Pomyślę. Wybacz, że... niepotrzebnie zrzuciłam ci to na głowę. Porozmawiam z kimś - powtórzyła, odsuwając się o krok. O czym marzył Corin? Obawiała się, że nie była w stanie mu tego dać. Nie teraz, gdy omamiony przez demona najpewniej marzył o synu. Chciała od Viridisa tylko propozycji. Sugestii, co miłego mogłaby zrobić dla swojego ukochanego, a co nie byłoby kolejnym prezentem.
Durny pomysł, proszenie lekarza o radę. Proszenie kogokolwiek o radę. Nie miał racji; trzymanie emocji i wątpliwości głęboko w sobie było jedynym słusznym rozwiązaniem i pozwalało uniknąć czucia się jak ostatni kretyn, a tak czuła się Vera w tym momencie.
- Zastanawiałam się jeszcze... gdy byliśmy na północy, dostaliśmy od Belli specyficzne mleko, najpewniej wspomagane magicznie. Zwiększa siłę, najwyraźniej trochę też wzrost, sprawiło, że Corin nie czuł bólu. Czy jesteś w stanie dojść do tego, jak jest zrobione? Może przy pomocy Weswalda? A może moglibyście wspólnie stworzyć coś podobnego? Z pewnością poza zaklęciami są tam dodane jakieś zioła, medykamenty na których się nie znam... Mam jeszcze jedno, mogłabym ci je przynieść.
To było mało prawdopodobne, ale warto było spytać. A nuż Labrus podczas swoich rozległych nauk miał chociaż niewielką styczność z alchemią?
- Zapłacę - dodała cicho, wiedząc, że lekarz nie będzie władowywał się po szyję w badania, jeśli nie będzie mu się to opłacało.
Obrazek

Pustkowia i nabrzeże na wschód od Everam

202
POST BARDA
- A więc sądzi pani, że Hubert ma nie po kolei w głowie, bo wytrzymuje ze mną? - Oskarżenie padło niespodziewanie. - Skoro jestem irytujący i czepliwy. - I choć wydawało się, że słowa Labrusa mogą być kolejnym wytknięciem niefortunnie użytych słów, Vera wyłapała półuśmiech pod wąsem, gdy lekarz zerkał na nią znad klatki piersiowej elfa. - To są ich decyzje, ich uczucia. Nie decydujmy za nich.

Lekarz wydawał się ukontentowany tym, co wysłuchał w płucach Sovrana. Wyprostował się i zaraz drgnął lekko, zaskoczony dźwiękiem uderzenia bukłaka o deski, gdy elf nie utrzymał go w dłoni. Viridis nie wahał się; ujął dłoń maga tylko po to, by opuścić ją do jego boku, na posłanie.

- Spróbuj zasnąć. - Polecił mu, podnosząc buteleczkę, by zaraz przytknąć ją do ust chorego w dobrze wyćwiczonym ruchu. Nie miał żadnych oporów, by zająć się pacjentem nawet w taki sposób, choć zwykle przyziemnymi potrzebami powinni zajmować się jego asystenci, których jednak brakło na statku. Olena była już niemal pełnoprawną felczerką. - Rozumiem, pani kapitan, że pani powiernik jest... nazwany. Ma pani przyjaciela lub przyjaciółkę, poza Corinem. - Dodał, zerkając ku Verze, choć bukłak wciąż był przy ustach Sovrana. - Jeśli nie, proszę taką znaleźć. Jeśli to niemożliwe, służę pomocą. - Wyszedł z propozycją, skupiając się tym razem na chorym. Przy tego typu wyznaniach, niezręcznym było patrzeć na adresata.

Sovran zwilżył usta, więc lekarz zamknął bukłak i oddał go kapitan, jednocześnie łapiąc ciemnego za puls. Przymknął powieki, licząc pod nosem. Trwało to parę długich sekund.

- Obawiam się, że magiczne dekokty to działka młodego Weswalda. - Stwierdził w końcu, westchnął lekko, przyznając swoją porażkę. - Lub też mistrza Ighnysa. Mógłbym spojrzeć, lecz nie obiecuję wyników. Przy konsylium być może uda nam się wyciągnąć jakieś wnioski co do składu mikstury i odtworzyć ją w naszych warunkach. I, proszę mi wierzyć, zapłata to ostatnie, o czym myślę w tej chwili. A dla Sovrana: zalecam kolejny okład i obchód co dwie godziny. Dopilnuję obchodów, rzecz jasna. Bogowie, przydałby mi się asystent... na tych statkach nigdy nie dość rannych. - Pozwolił sobie na marudzenie.
Obrazek

Pustkowia i nabrzeże na wschód od Everam

203
POST POSTACI
Vera Umberto
Wzruszyła ramionami, przyjmując stosunkowo niewinny wyraz twarzy - na tyle, na ile jeszcze potrafiła z siebie tę niewinność wykrzesać. Chętnie by odpowiedziała na pytanie lekarza twierdząco. Hubert z całą pewnością coś nie po kolei w głowie miał i nie dotyczyło to tylko Labrusa... chociaż owszem, bywał on nieznośny. Wszyscy o tym wiedzieli, jego kapitan z pewnością również.
Boleśnie trafne słowa dotyczące jej potencjalnego powiernika sprawiły, że pomiędzy zmarszczonymi brwiami Very pojawiła się pionowa kreska. Nie miała nikogo bliskiego poza Yettem i nie była to niczyja, jak tylko jej własna wina. To ona doprowadzała do tego, że ludzie się od niej odsuwali, bo zachowywała się nieraz jak socjopatka. Oczywiście, że nie zamierzała się do tego przyznawać. Już i tak obnażyła się przed Viridisem wystarczająco, nie zamierzała się jeszcze dodatkowo upokarzać. Zresztą, co to była za sugestia?! Proszę sobie znaleźć przyjaciółkę, w ostateczności mogę to być ja? A może służył pomocą w znalezieniu kogoś, przed kim ona mogłaby się otworzyć zamiast przed nim? Umberto zacisnęła usta w wąską kreskę.
- Tak. Jest nazwany. Nie jestem przecież... zupełnie sama - z powrotem skrzyżowała ręce na klatce piersiowej w obronnym geście. - Dzięki. Za porady.
...Których w gruncie rzeczy nie dostała. Bo nie po to przyszła do Labrusa, żeby wytykał jej brak przyjaciół, z jakimi mogłaby porozmawiać na dowolny temat. Chciała od niego jednej sugestii, jaką mogłaby wprowadzić w życie. Prostego "zabierz go na kolację", czy czegoś mniej głupiego. Nie sądziła, że rozmowa z nim sprawi, że poczuje się jeszcze gorzej.
- Gdybyśmy dalej mieli pływać razem, zaproponowałabym Olenę. Macie już przecież doświadczenie ze wspólnej pracy. Ale nie wiem, co będzie dalej. Na pewno jak wrócimy na Harlen, to my będziemy musieli popłynąć... chyba do Tsu'rasate. Załatwić moje sprawy. Potem się okaże - zaszurała butem o podłogę i zerknęła przez ramię, w stronę schodów, od których tu przyszli. Miała sprawdzić tę skrzynię. - Miksturę mam na Siostrze. Porozmawiam z Weswaldem i dostarczę ją wam. Może i od Ignhysa uda się uzyskać parę składnych zdań na ten temat. Gdyby się wam udało, byłoby fantastycznie. Nie musielibyśmy płynąć na północ, z naiwnym założeniem, że w ogóle Bella da nam tych specyfików więcej. Może wcale nie chcieć się nimi dalej dzielić.
Niepłynięcie na północ miało też swoje minusy. Umberto bardzo chciała zobaczyć się z Bellą. Ona idealnie wpasowywała się we wszystkie kategorie, jakie wspomniał Labrus. Szkoda, że żyła po drugiej stronie świata.
- Pójdę już - westchnęła i skinęła do lekarza głową na pożegnanie, by po chwili wahania obrócić się na pięcie i ruszyć tam, skąd przyszła, czyli na górę. Tym razem już nic nie miało jej rozproszyć, kierowała się prosto do kwater oficerskich, gdzie czekały skrzynie.
Obrazek

Pustkowia i nabrzeże na wschód od Everam

204
POST BARDA
Viridis szczęśliwie bardziej był zajęty swoim pacjentem, niż Verą i jej wątpliwościami, a przynajmniej bardzo starał się takie wrażenie sprawiać. Poprawił przykrycie, odsłniając więcej klatki piersiowej elfa, po czym sięgnął po szmatkę, tę samą, która wcześniej służyła do zbijania gorączki. Lekarz miał też swój własny bukłak, którym szybko namoczył materiał.

- Jeśli jednak pani przyjaciel nie będzie dostępny, mogę zaoferować lekarską przysięgę zachowania tajemnicy oraz, hm, shiraz z południowego Archipelagu. - Labrus niebezpośrednio zaprosił Verę na pogaduchy przy winie. - Któregoś dnia, gdy Corin i Hubert udadzą się, choćby, wędkować. I proszę się nie martwić, przypilnuję, by na Harlen mistrz Ighnys skupił się na miksturze, a młody Weswald użyczył swojej wiedzy wyniesionej ze szkoły nim znów zniknie między nogami prostytutek. Dobrej nocy.

Wąsacz skupił się zbijaniu temperatury i nie zatrzymywał kapitan Umberto na ani chwilę dłużej. Mimo pozornej nieprzystępności, Umberto miała wśród piratów przyjaciół, o których istnieniu mogła nawet nie wiedzieć.

Nikt nie zatrzymywał jej, gdy przechodziła przez dolny pokład. Mężczyźni i kobiety odpoczywali na pryczach i w hamakach, paru wciąż przytomnych spędzało czas na kontemplacji rzeczywistości przy butelce. Na górnych deskach zaś, wśród obecnych kręcili się Hubert i Corin. Ten pierwszy zatrzymał się przy kimś, kogo najwyraźniej dobrze znał, bo panowie gawędzili w najlepsze. Corin wykonywał zleconą mu przez Labrusa pracę i sprawdzał kolejnych śpiących. Umberto mogła przemknąć niezauważona.

Skrzynie w kajutach oficerskich porządnie ustawiono, tak, by zmieściły się wszystkie. Większość zabezpieczono linami. Ktokolwiek zarządzał ładunkiem, wykonał dobrą robotę. Kufer Sovrana stał wepchnięty w kąt, również owiązany liną, by wieko nie otwierało się niepotrzebnie. Z zewnątrz, kufer wyglądał niepozornie, a otwarty, pokazywał wciąż to samo wnętrze niepotrzebnych gratów.
Obrazek

Pustkowia i nabrzeże na wschód od Everam

205
POST POSTACI
Vera Umberto
Odwrócona już plecami do Labrusa, Vera zatrzymała się na moment, a jej spięte ramiona rozluźniły się. Może nawet kąciki jej ust powędrowały nieco w górę? Ciężko stwierdzić, pod pokładem było zbyt ciemno. Stała tak w miejscu przez chwilę, wahając się nad odpowiedzią, jakiej powinna udzielić, ale w końcu zerknęła przez ramię na Viridisa.
- Przyniosę Grozanę - zaoferowała, dość jasno dając mężczyźnie do zrozumienia, że przyjmuje jego zaproszenie, nawet jeśli nie ustalili niczego konkretnego.
Dawniej Vera Umberto szybko zrobiłaby zwrot w tył i powiedziała, że jałmużny nie przyjmuje. Że jeśli na początku nie chciał spędzać czasu w jej towarzystwie dla rozrywki, tak teraz też najpewniej nie chciał i proponował jej to z litości. Ale z drugiej strony, na tyle, na ile poznała tego człowieka, to wydawało się jej, że w takim przypadku nie wyszedłby w jej stronę z taką propozycją. I owszem, Labrus był irytujący i czepliwy, ale był też inteligentny i konkretny, gdy Umberto tego potrzebowała, a ona lubiła takich ludzi. Kto wie, może po alkoholu będzie trochę mniej nieznośny? Ona z pewnością była.
Przemknęła niezauważona, rzucając tylko szybkie spojrzenie sylwetce Corina na tle rozgwieżdżonego nieba, ale wszelkie nostalgiczne myśli stłumiła w zarodku. Nie zamierzała dawać pożywki demonowi. Nie dzisiaj. Zniknęła za drzwiami kwater oficerskich i zapaliła jakąś lampę, by na spokojnie przejrzeć zawartość skrzyni, jaką wybrał dla siebie Sovran.
Uklęknęła przed nią i rozwiązała linę, a potem podniosła wieko i oparła je o ścianę z tyłu. Sterta starych naczyń nie wyglądała zachęcająco, ale elf twierdził, że kryje się tam coś więcej, musiała więc zainteresować się bardziej. Zabrała się za wyciąganie talerza po talerzu, filiżanki po filiżance, każdą z nich oglądając ze wszystkich stron, nie chcąc przegapić tego, co teoretycznie ukryte było w środku. Kompletnie nie wiedziała czego się spodziewać i miała tylko nadzieję, że nie był to jakiś złośliwy żart chorego maga.
Obrazek

Pustkowia i nabrzeże na wschód od Everam

206
POST BARDA
W kajucie panowała cisza. Tylko szum wody obijającej o kadłub i delikatne trzeszczenie desek wypełniały przestrzeń, pozwalając Verze na podziwianie zawartości skrzyni w skupieniu.

Z zewnątrz kufer nie był zbyt niezwykły - pomalowany biała farbą, która w wielu miejscach zdążyła złuszczyć się i odpaść, stał na czterech niskich nóżkach, rzeźbionych w lwie łapy, jak to było w zwyczaju. Wieko naznaczone było niebieskim ozdobnym paskiem. Nic wyszukanego, nic, co wpadałoby w oko. zelażny zamek został rozbity przez Buxtona.

I tym razem zawartość była nieciekawa na pierwszy rzut oka, Vera nie musiała jednak długo dociekać tego, co mógł wyczuć Sovran. W obrębie skrzyni zwkły talerz był ledwie talerzem, kiedy jednak Vera odkładała go o stopę lub dwie od drewianego pudła, talerz odkrywał swoje prawdziwe kolory. Niczym załamane światło na powierzchni szkła, talerz zmieniał kształt, obrastał złotymi zdobieniami i stawał się lusterkiem dobrze wypolerowanego metalu. Kubek zaś zmienił się w kielich wysadzany klejnotami. Widelec rozsypał się sznurem pereł, filiżanka zamieniła się w szafirową broszę, drewniana łyżka połączyła końce, by być srebrnym pierścieniem... poza kufrem, przedmioty odzyskiwały swoją prawdziwą postać.
Obrazek

Pustkowia i nabrzeże na wschód od Everam

207
POST POSTACI
Vera Umberto
Tego się zdecydowanie nie spodziewała. Pierwsza przemiana sprawiła, że Vera podskoczyła w miejscu, prawie przewracając lampę, którą złapała i utrzymała w pionie w ostatniej chwili. A potem, jedna za drugą, wyciągała rzeczy ze skrzyni i układała je obok, za linią, którą najwyraźniej musiały przekroczyć, by odzyskać swój oryginalny kształt. To było tak fascynujące! Próbowała przewidzieć, co za moment pojawi się jej w dłoni, ale nie było to możliwe. Kufer był pełen wartościowych przedmiotów, jakich nie musieli rozdzielać pomiędzy wszystkie załogi... bo nikt o nich nie wiedział.
Vera przeciągnęła sznur pereł między palcami i stłumiła w sobie chęć założenia ich sobie natychmiast na szyję. Zresztą, to tylko jedna skrzynia. Pozostałe pełne były figurek od Jacoliniego i prochów. Nie sądziła, by był to ogromny uszczerbek na bogactwie, jakie zdobyli... Po chwili wahania zwinęła perły i wrzuciła je z powrotem do skrzyni w formie widelca, ale znaleziony ładny, złoty wisiorek z pięknie wprawionym, idealnie sześciokątnym, czarnym kamieniem, wcisnęła sobie do sakiewki. Po chwili wahania zgarnęła też szeroki pierścień z kwiecistym wzorem.
Sovran twierdził, że skrzynia należy do niej i bardzo chętnie by ją przygarnęła, ale rozsądek mówił co innego. Po ślubie mieli już wystarczająco dużo złota, a ona zastanawiała się, jak może zrekompensować elfowi to, co musiał przeżyć przez nawiedzające ją wizje. Może więc pewną uprzejmością będzie niezabranie mu tego, co zauważył podczas przeszukiwania skrzyń? Mógłby sobie za to kupić takie meble do kajuty, jakie chciał i cały stos pergaminów do skrobania swoich pokracznych literek. I generalnie wszystko inne, co tylko by zapragnął.
Postanowiła podjąć decyzję później, gdy będzie wypoczęta i o trzeźwym umyśle, a Sovran poczuje się lepiej i może na chwilę przestanie działać dla zasady na przekór wszystkiemu, co mówił Yett. Powrzucała wszystko z powrotem do kufra i zamknęła go, zawiązując linę tak samo, jak zawiązana była wcześniej.
- Przydatna rzecz - mruknęła pod nosem.
Miło zaskoczona znaleziskiem, zostawiła je za plecami i wyszła, cicho zamykając za sobą drzwi do kwater oficerskich. Przynajmniej dwie dobre rzeczy wydarzyły się dzisiejszego dnia. Skierowała się po schodach na dół, zamierzając spróbować zasnąć. Napędzana przez narkotyk miała długą wartę. Chyba przyszedł najwyższy czas zagrzebać się w koi.
Obrazek

Pustkowia i nabrzeże na wschód od Everam

208
POST BARDA
Przeszukawszy skrzynię, Vera postanowiła zachować sekret kosztowności dla siebie. Czy był to dobry wybór, czy też jej decyzje będą się mścić w przyszłości, to miał pokazać czas. Przywłaszczyła sobie parę drobiazgów, reszta zaś miała wielkodusznie pozostać dla Sovrana, który jako pierwszy zgłosił chęć przygarnięcia skrzyni i naprowadził kapitan na kosztowną zawartość. Nikt nie zauważy, gdy zniknie parę widelców lub kubek.

Energia Very wkrótce minęła, choć narkotyki trzymały ją jeszcze, gdy starała się zasnąć. Pędzące serce i napływające myśli nie ułatawiały jej sprawy, lecz kiedy pojawił się Corin, nawet te minęły. W końcu mogła zasnąć. Już niedługo czekało ich Harlen!

Do Wyspy Harlen
Obrazek

Wróć do „Everam”