Dom Śnienia Kamelii

46
POST BARDA
Kamelia uśmiechnęła się, choć na jej uśmiech składało się jedynie subtelne uniesienie kącików ust.
- I wzajemnie, panno von Darher. - odpowiedziała z całą uprzejmością, zanim, pozwalając jej kontynuować, wyciągnęła rękę przed usta elfa, który akurat otwierał je w całkiem prawdopodobnym zamiarze przerwania monologu Parii. Kobieta musiała dobrze go znać. Nie potrzebowała bowiem żadnego konkretnego znaku z jego strony, aby wyczuć ewidentne intencje.
Brwi trefnisia tylko raz zadrgały spazmatycznie, podczas gdy on sam sztywno i powoli zamknął usta w ciup. Nie trzeba było specjalnego geniuszu, aby zobaczyć odbijającą się w jego oczach i rosnącą proporcjonalnie do kolejno wyrzucanych przez Libeth słów dezaprobatę. Wiercił się i kręcił, wypalając wzrokiem dziury to we wciąż uniesionej przed nim dłoni, to znowuż w licu Parii. W przeciwieństwie do niego Kamelia stanowiła ostoję spokoju, beznamiętności i opanowania, pozostając nieruchoma i perfekcyjnie wyprostowana, z twarzą niezdradzająca głębszych emocji - jeśli takie ją w ogóle nachodziły. Dopiero gdy Libeth zwróciła się bezpośrednio do mężczyzny, jej dłoń wreszcie opadła w niemym pozwoleniu.Kamelio odchrząknął krótko.
- Jeszcze raz w jednym kawałku - odpowiedział, przywracając swojej twarzy uśmiech, któremu diabelnie ciężko odmówić było szczerości. I być może w tym właśnie tkwił problem? Osoba będąca w jego skórze, z pewnością nie uśmiechałaby się w ten sposób. - Metodą może odrobinę kłopotliwą, ale za to bardzo skuteczną. Co elfia magia, to jednak elfia magia. Nie ma się czym przejmowa-aah! - elf urwał ze stłumionym krzykiem zaskoczenia, odruchowo usiłując schować głowę między ramionami, gdy Kamelia chwyciła i ścisnęła jedno z jego lekko spiczastych uszu.
- Upiększanie problemów nie poprawi nikomu nastroju - upomniała go cierpliwie.
Elf tylko przez chwilę usiłował dyskretnie wykręcić się z nieoczekiwanie żelaznego uścisku smukłych palców, zanim kompletnie skapitulował.
- Nie mówię niczego, co nie jest prawdą - upierał się.
- Mówisz to, co ta młoda dama chciałaby usłyszeć. Jestem ślepa, nie głucha - poprawiła go, nie spuszczając z Libeth spojrzenia bladych, zasnutych mgłą oczu. - Co nie zmienia faktu, że twoje palce mogą już nigdy nie odzyskać pełni sprawności. Ukrywanie tego przed kimś, kto czuje się winny twojego stanu, nie wyjdzie nikomu na dobre na dłuższą metę.
Słowa starszej kobiety były szczere do bólu i dobitne, wbrew opanowania jej głosu.
- To nie była niczyja wina - zawyrokował tamten stanowczo, również zwracając na Parię spojrzenie swoich własnych, jasnych oczu. - Niczyja - powtórzył, wyraźnie akcentując to jedno słowo. - Głupi wypadek wynikający z niefortunnych okoliczności. Nic ponadto.
Nadzorczyni Domu wydała z siebie pełen kontemplacji pomruk, zgodnie przytakując głową i ostatecznie puszczając elfie ucho, ku niezwykłej uldze tamtego.
- Dokładnie tak, jak słyszysz, panno von Darher. Nie byłaś powodem niczyjego nieszczęścia. Zaćmienie odebrało życie niejednej osobie przez ostatnie trzy dni. Nie kończąc, jako jedna z jego ofiar wbrew sprzyjającym ku temu okolicznościom, śmiem twierdzić, że możecie obydwoje nazywać się wielkimi szczęśliwcami. Nie przyjmuję zatem przeprosin, skoro nie mają one żadnych podstaw. Co więcej, wydaje mi się, że sama jestem ci winna najszczersze podziękowania - tu pochyliła przed blondynką głowę, nie za głęboko, ale i nieco ponad podstawowo pojmowany akt grzeczności. - Znalazłaś się w trudnej sytuacji, mając za przewodnika kompletnie obcą ci osobę. Nie wiedząc tak naprawdę, czy jej intencje rzeczywiście są tak czyste, jak zdawała się twierdzić. I to wszystko zaraz po tym, jak wrobiono cię w coś, czego nigdy nie byłaś winna. Nie zostawiłaś Kamelio w tyle, gdy zaczął swoim stanem stanowić dla ciebie balast. I za to właśnie dziękuję.
Kamelio w zamyśleniu przyglądał się swoim dłoniom, podczas gdy jego przełożona lekkim krokiem obeszła łóżko, podchodząc do okrągłego stolika w samym centrum pokoju. Jej dłonie skierowały się w stronę stojącej na środku mebla zastawy, choć nie od razu odnalazły to, czego szukała. Sprawnie natomiast manewrowała palcami i gdy tylko wyczuła pod nimi znajomy kształt, chwytała go pewnie i bez cienia wahania.
- A teraz, skoro część z bezsensownym obwinianiem się o nic mamy za sobą, jestem pewna, że masz wiele pytań wymagających odpowiedzi - odezwała się wreszcie, wracając z jednym z kielichów do Kamelia, z kolei z drugim kierując się w stronę Libeth. - Czy jest coś, od czego chciałabyś zacząć? Chociaż znam ogólny kontekst, to Kamelio jest tym , który zawarł kontrakt i zna jego szczegóły.
Podany Parii kielich pełen był pachnącego owocami naparu. Jak pachniał, tak też zresztą smakował. Kwaskowo z początku, słodko parę sekund później.

Dom Śnienia Kamelii

47
POST POSTACI
Paria
Odpowiedź elfa nie była wiarygodna. Parii wystarczyło zauważyć wyraz jego twarzy, który zmienił się natychmiast w momencie, w którym weszła do pomieszczenia. Uśmiech, który zaprezentował teraz, może i był szczery, ale Libeth czuła się, jakby przewiercał jej serce na wskroś. Ani przez chwilę nie uwierzyła w jego beztroskie zapewnienia, a reakcja Kamelii nie rozbawiła jej nawet odrobinę, choć być może byłoby inaczej w innych okolicznościach. Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej, zaciskając mocno dłonie. Późniejsze podsumowanie dokonane przez niewidomą kobietę było już dużo bardziej szczere, a tym samym, niestety, dużo bardziej bolesne.
Znów zacisnęła usta w tę samą, wąską kreskę i pokręciła przecząco głową, kiedy Kamelio zrzucił winę całej tej sytuacji na przypadek i niesprzyjające okoliczności. To nie była prawda. Gdyby nie znajdował się wtedy z nią w kanałach, trefniś nie musiałby rzucać czaru, który pozbawił go częściowej władzy w dłoniach, tylko po to, żeby uratować ich przed szczurami. Czy te myśli świadczyły o empatii, czy o skrajnym egocentryzmie Parii? Nie zastanawiała się nad tym w tym momencie, w nietypowym dla siebie milczeniu obserwując zakrwawione bandaże elfa i usiłując powstrzymać łzy, które tylko czekały na chwilę słabości, żeby napłynąć jej do oczu. Wolała nic nie mówić, żeby nie ryzykować zbłaźnienia się przed którymkolwiek z nich.
Za to podziękowania z pewnością się nie spodziewała. Zmusiła się do oderwania wzroku od opatrunków i przeniesienia go na twarz Kamelii. Nie do końca wiedziała, jak ma na to zareagować. Milczała, gdy kobieta się jej ukłoniła, milczała też, gdy ta ruszyła w stronę stołu.
- Gdyby nie ja... - zaczęła, nie poznając własnego głosu. Był matowy, zgaszony. Odchrząknęła. - Gdyby nie ja, w ogóle by go tam nie było. W ogóle nie musielibyśmy iść przez te podziemia. W ogóle nie musiałbyś rzucać tego zaklęcia - wróciła spojrzeniem do trefnisia, wpatrującego się we własne dłonie. - Nie trzeba by było wyciągać cię nieprzytomnego z kanałów, a twoje ręce byłyby całe. Mówiłeś, że twoja magia... znajduje ujście przez muzykę. Co będzie teraz? Nie mów mi tego, co chcę usłyszeć. Powiedz mi prawdę. Proszę.
Może potrzebowała chociaż małego zapewnienia. Może myśl, że elf wciąż będzie mógł zajmować się tym, z czego był tak bardzo dumny, sprawiłaby, że Paria uspokoiłaby się choć trochę.
Przyjęła kielich od Kamelii, zaciągając się zapachem naparu. Czy to było wino? Grzane wino? Jakikolwiek alkohol? Potrzebowała alkoholu. Napiła się, licząc na to, że za chwilę znajome ciepło rozleje się po jej klatce piersiowej. Po chwili namysłu obeszła swoje łóżko dookoła i usiadła na nim po stronie elfa, dochodząc do wniosku, że z nerwów nie da rady dłużej ustać na nogach, a siedzenie tyłem do nich obojga byłoby wyjątkowo nieuprzejme. Zacisnęła palce na nóżce kielicha, czując, jak drżą jej dłonie. Wygodnie było do tej pory zwiedzać kuchnię i ogrody, prowadzić beztroskie pogawędki z Miją i słuchać historii w żaden sposób niezwiązanych z nią samą. Teraz wracała do niej ponura rzeczywistość.
- Tak... mam właściwie same pytania - potwierdziła, wpatrując się w powierzchnię napoju. - Ale chyba najprościej będzie zacząć od końca. Co dalej? Kamelio wyprowadził mnie z rezydencji baronowej, ale straciłam wszystkie dowody, jakie miałam. A właściwie tylko jeden, kontrakt, do którego podpisania chciała mnie zmusić Lady Cendan. Teraz nie mam nic, zupełnie nic. Ani pojęcia, gdzie szukać Celestio, ani pomysłów na to, jak wybielić swoje imię. Więc co dalej? Czy plan zakładał coś więcej, niż przyprowadzenie mnie tutaj?
Choć ostatnie słowa mogły zabrzmieć nieprzyjemnie, w głosie Parii próżno było szukać pretensji. Raczej rozpaczliwe próby znalezienia drogi, którą powinna dalej podążyć. Napiła się znów, choćby po to, żeby czymś się zająć przez najbliższe kilka sekund.
- Co mogę zrobić? Co powinnam zrobić? Czuję się jak dziecko we mgle.
Obrazek

Dom Śnienia Kamelii

48
POST BARDA
Elf nie odpowiedział od razu, podobnie jak Paria, nie chcąc się być może zbłaźnić przez powiedzenie czegoś, co mogłoby zostać zakwestionowane. Obecność Kamelii znacznie zmniejszała jego pole do manewru. Dłuższe upiększanie rzeczywistości na nic by mu się zatem nie zdało.
- Załóżmy, że rzeczywiście nie zgodziłbym się wtrącać do interesów baronowej - zaczął wreszcie powoli, wyraźnie ważąc własne słowa. - Załóżmy, że nasze drogi nigdy by się nie zeszły, a ja nie skończyłbym, spacerując tamtego dnia po kanałach - kontynuując, podniósł wzrok znad swoich dłoni i przeniósł go na arystokratkę. - Załóżmy, że zamiast tego znalazłbym się gdzieś na obrzeżach miasta, załatwiając jakieś wyjątkowo nudne interesy. Technicznie bezpieczne miejsce, w którym, dzięki Zaćmieniu, i tak mógłbym zostać napadnięty przez wilkołaka, drzazgonogi, północnice, żmije, czy najzwyczajniej oszalałe, dzikie zwierzęta. Dokładne tak samo, jak w kanałach, mógłbym nieopatrznie użyć zaklęcia, nie wiedzą, że obróci się przeciwko mnie i kto wie, czy byłby tam ze mną wówczas ktokolwiek zdolny, czy zwyczajnie chętny do pomocy.
Uśmiech Kamelio stał się dużo mniej promienny, za to spokojniejszy i naturalniejszy, gdy nieco niezgrabnie chwytał oburącz za karafkę, którą później podniósł do ust.
- Rozumiesz, do czego zmierzam? Los wcale nie musiałby być wobec któregokolwiek z nas bardziej litościwy, tylko dlatego, że dokonalibyśmy innych wyborów. Nieco sztywne palce u jednego z nas w zamian za życie? Nie mogę powiedzieć, żeby była to jakaś przesadne wysoka cena. Co do mojej magii... Nie jest ona uzależniona od żadnego, konkretnego instrumentu. To nie tak, że nie będę mógł z niej odtąd korzystać. To trochę bardziej skomplikowane. Zawsze zresztą pozostaje mi jeszcze flet.
To, co mówił, w gruncie rzeczy miało sens. Paria nie była powodem Zaćmienia, ani też winowajcą tego, na co w jego trakcie natrafili. Zmiana okoliczności nie dawała żadnej gwarancji na to, że dla któregokolwiek z nich skończyłoby się to lepiej. Tak, wyjaśnienia Kamelio istotnie miało sporo sensu. Czy jednak miało go jego luźne podejście? Czy nie zbyt łatwo zaakceptował fakty takimi, jakimi były? Wiele osób na jego miejsce czułoby mimo wszystko żal, urazę czy rozgoryczenie.
Napar istotnie smakował, jak coś na bazie słodkiego, owocowego wina, choć w tym wypadku mocno (zapewne zresztą celowo) rozcieńczonego. Jeśli Paria wolała coś mocniejszego, być może zawsze mogła poprosić?
Kamelia nie wtrącała się tym razem, zapewne nie znajdując ku temu dostatecznego powodu. Stojąc wyprostowana między łóżkami pozostałej dwójki, głowę miała lekko przekręconą w stronę Libeth, podobnie jak i elf, z pełnią skupienia wysłuchując wszystkich wątpliwości i zmartwień powiązanych z jej obecną sytuacją.
- Nawet gdybyś pokazała kontrakt, jestem pewien, że ta intrygantka zdołałaby wyjść ze wszystkiego obronną ręką. A przynajmniej tak mógłbym wywnioskować z tego, co dowiedziała się o niej do tej pory baronowa - zaczął wyjaśniać ponowne elf. - Istnieje jednak metoda, dzięki której bylibyśmy w stanie zdobyć dostateczne dowody. Dowody, których nie byłyby możliwe do zakwestionowania czy spreparowana. Problem w tym, że wymaga ona bezpośredniej obecności Lory Cendan i... - Kamelio urwał na moment, spuszczając wzrok, aby zaraz ponowne go unieść, najpierw na Parię, późnej na Kamelię. - Wątpię, żeby przystała na coś takiego z własnej woli.
- ...Łapacz łez? - spytała wreszcie starsza Śniąca, po raz pierwszy marszcząc nos i okazując tym samym zalążek negatywnych wibracji, na co elf wykrzywił usta w nieco kwaśnym uśmiechu, którego nie mogła zobaczyć.
- Metoda nazywana przez nas "Łapaczem łez", jest w stanie wyciągnąć z danej osoby wspomnienia, uczucia i emocje danej chwili ich życia. Wydobyć i zamknąć, umożliwiając do nich dostęp każdej osobie, która wejdzie w ich posiadanie - objaśnił Parii, wyraźnie starając się unikać niewidzącego wzroku swojej przełożonej. - Lady Cendan wciąż na tobie zależy. Być może, gdyby udało ci się ją przekonać listownie do spotkania...
- Mówisz o uprowadzeniu - wtrąciła wreszcie ostro Kamelia, na co jej przełożony skrzywił się odrobinę bardziej. - Mówisz o przestępstwie. O zamieszaniu w nie całego Domu.
- Mówię o udowodnieniu cudzej niewinności - odszczeknął zaskakująco odważnie tamten, jakkolwiek szybko spuścił z tonu. - I odnalezieniu kolejnej. Nikt nie oskarży o nic Domu, mając dostateczne dowody.
Czy Parii tylko się wydawało, czy powietrze naprawdę stało się tak gęste, że można było zacząć kroić je nożem?

Dom Śnienia Kamelii

49
POST POSTACI
Paria
Argumenty, które podawał Kamelio w tej chwili, były dużo bardziej przekonujące, niż jego pełen absurdalnej radości uśmiech, jakim usiłował uspokoić ją wcześniej. Paria słuchała go w milczeniu, przyglądając się mu najpierw z tą samą, zrozpaczoną miną, aż w końcu wyraz jej twarzy złagodniał. Elf miał rację. No, przynajmniej częściowo. Nawet jeśli to ona była problemem, który ściągnął na niego cały ten kłopot, to też dała mu coś w zamian - co by nie mówić, uratowała mu życie, wyciągając go wtedy nieprzytomnego z kanałów. Można było więc stwierdzić, że właściwie byli na czysto. Coś za coś. Libeth została uratowana z opresji i wyprowadzona z rezydencji, a Kamelio otrzyma swoją zapłatę za wypełnione zadanie... no i żył.
- W porządku - zgodziła się w końcu. - Niech ci będzie.
Zmusiła się do bladego uśmiechu. Nadal nie rozumiała skąd w elfie brało się tyle optymizmu. Rzadko spotykała takie osoby. Może to wszystko była tylko fasada? A może nie każdy jednak był zepsuty przez świat i piekło, z jakim trzeba było się zmagać na co dzień. Rzuciła jeszcze jedno, niepewne spojrzenie na zakrwawione bandaże, a przez jej głowę przeszła myśl, że może muzyka wcale nie była tak wielką i ważną częścią życia mężczyzny, jak sądziła, po czym skupiła się już na tym, o czym rozmawiali i co w tym momencie stanowiło najbardziej palący problem.
Z każdym kolejnym usłyszałam słowem, oczy Parii stawały się coraz większe. Łapacz łez? Zapisywanie wspomnień, uczuć? Nie przerywała im, do momentu, w którym zapadła niezręczna cisza wywołana niezgodnością wizji i prawdopodnie także moralności.
- Poczekajcie - uniosła w górę rozprostowaną dłoń, przeskakując spojrzeniem z elfa na kobietę i z powrotem. - Jesteście w stanie wyciągnąć z kogoś wspomnienie? Szczegółowe wspomnienie, do którego będzie mógł mieć wgląd każdy?
Wstała, nagle odnajdując siłę do tego, by robić cokolwiek poza siedzeniem i panikowaniem odnośnie przyszłości. Minęła Kamelię i zrobiła kilka kroków w tę i z poworotem, usiłując przypomnieć sobie wszystkie słowa Lady Cendan, wypowiedziane tej nocy, której postanowiła ją odwiedzić i zaprezentować jej kontrakt nie do odrzucenia.
- Po co ją ściągać? Po co narażać kogokolwiek jeszcze? Ta stara... Uhh... Lady... - zreflektowała się i uśmiechnęła przepraszająco do Kamelii, zapominając w emocjach o drobnym fakcie, że i tak jej nie widziała. - Ona była u mnie w nocy. Obudziła mnie tylko po to, żeby obiecać mi oczyszczenie mnie z zarzutów w zamian za podpisanie kontraktu. Groziła skrzywdzeniem Celestio, jeśli nie będę chciała współpracować. Potem usiłowała mnie porwać. Miała swoich strażników.
Zatrzymała się w miejscu, unosząc pytający wzrok na pozostałą dwójkę.
- Czy moje wspomnienie nie wystarczy? Praktycznie przyznała się do wszystkiego, nie da się... Nie powinna móc się z tego wykręcić. Weźcie moje wspomnienie, nawet teraz! A jeśli uznacie, że nie jest wystarczające, wtedy będziemy zastanawiać się co dalej.
Zrobiła znów w podekscytowaniu kilka kroków w kierunku stołu i odstawiła nań swój kielich, by wrócić w poprzednie miejsce chwilę później. Nigdy nie sądziła, że to, co miała w głowie, mogło stanowić jakikolwiek dowód.
- Nie miałam pojęcia, że w przeszłość też jesteście w stanie zaglądać. Proszę mi wybaczyć, nie chcę nikomu umniejszać, nie wynika to z mojej złej woli, tylko z niewiedzy. Jeśli takie wspomnienie... wydobyte przy pomocy łapacza łez... jest wiarygodnym dowodem dla straży, jestem gotowa zrobić to choćby i teraz.
Obrazek

Dom Śnienia Kamelii

50
POST BARDA
Obecna w pokoju dwójka Śniących spojrzała na nagle angażującą się dużo bardziej w temat Parię, każde ze swego rodzaju zmianą w nastroju - Kamelio z zakłopotaniem, Kamelia... Cóż. Jej wzrok być może i się nie zmienił z oczywistych powodów, za to rysy twarzy zrazu ponownie złagodniały. Przynajmniej do czasu, aż jej podwładny ponownie się nie odezwał po dłuższej chwili wyraźnego rozważania.
- Ludzie nie zawsze wiedzą o możliwości ich wydobycia, bo i nie tego najczęściej u nas szukają - przyznał. - Sama metoda, jakkolwiek prosto brzmi w swoich założeniach, aż tak prosta nie jest. Dotarcie do konkretnych wspomnień bywa czasochłonne, podobnie jak wydobycie i zamknięcie ich. Wierzę jednak, że w tym wyjątkowo wypadku nie powinno być większych problemów, skoro dotyczą one spraw najbardziej bieżących.
Do tej pory wszystko wydawało się idealnie układać. Paria posiadała w swojej głowie wszystko to, czego rzeczywiście potrzebowali. Gdzie zatem tkwił haczyk?
- Ale? - wtrąciła się niczym na zawołanie starsza kobieta, zamykając oczy i krzyżując ręce na ramionach.
Elf podrapał się po potylicy jedną z obandażowanych dłoni, zapominając o ich uszkodzeniu, co też prędko skończyło się cofnięciem jej w towarzystwie lekkiego grymasu.
- Nawet, jeśli twoje wspomnienia wystarczą jako dowód przeciwko Cendan, mój kontrakt z baronową wymaga ode mnie więcej niż tylko zapewnienie ci ochrony - pomimo przepraszającego uśmiechu, jasne oczy mężczyzny jakby pociemniały. - Diane oczekuje, że Cendan została oskarżona i skazana nie tylko za to, do czego doszło tamtego dnia w jej rezydencji. Chce, żeby wyszły na wierzch wszystkie jej matactwa. I życzy sobie osobiście je dostarczyć.
No jasne. Baronowa Bourbon nie mogła być przecież zwyczajnie dobrą samarytanką, która rzuca się do pomocy ludziom w potrzebie. Zamierzała utrzeć nosa Lady Cendan, i to w dużo większym stopniu, niż sama Libeth. Zamierzała ją doszczętnie pogrążyć.
- Oczywiście już samo przyznanie się przez nią do winy jest kluczowe i jeśli tylko się zgodzisz, będziemy mogli zorganizować dla ciebie seans. Co do tego jestem absolutnie zgodny. Wciąż jednak byłyby to zaledwie słowa, które można przeinaczyć i obrócić ogonem. Cendan jest ekscentryczną dziwaczką, ale nie jest głupia. Jeśli od tego będzie zależeć jej tytuł szlachecki, nie zdziwiłbym się, gdyby zaczęła twierdzić, że jedynie podstępem chciała zmusić cię do podpisania tamtego kontraktu.

Dom Śnienia Kamelii

51
POST POSTACI
Paria
- Och - zatrzymała się w miejscu, tracąc odrobinę swojej ekscytacji, gdy wysłuchała całego podsumowania sytuacji, zaprezentowanego przez Kamelio. Skoro baronowa chciała wyciągnąć na jaw wszystkie matactwa Lady Cendan, nie mogli ich uzyskać z głowy Parii, choć ta tak bardzo chciała pomóc. Wciąż momentami czuła się zdezorientowana, zagubiona w tym miejscu i wśród możliwości, jakie dawało. Nie straciła jednak determinacji. Przeniosła wzrok na Kamelię, w milczeniu zastanawiając się, jak bardzo przeciwna jest ona pomysłowi elfa i czy jednak dałoby się ją przekonać do zgodzenia się na ten plan. Według Libeth jak najbardziej mogli wciągnąć kobietę w pułapkę i zmusić do wzięcia udziału w seansie, zakładając, że faktycznie wszystko, o czym mówił trefniś, było wykonalne.
- A gdyby faktycznie udało mi się namówić ją listownie do spotkania... - zaczęła, czując, jak jej serce zaczyna szybciej bić.
Nie była przyzwyczajona do uczestniczenia w tego rodzaju wydarzeniach, a już na pewno nie była przyzwyczajona do planowania ich. W przeciwieństwie do Lady Cendan, Paria nie była intrygantką. To właśnie jej bezpośredniość wpędzała ją w problemy, nie krętactwa i dwulicowość, jakie prezentowała spora większość przedstawicieli grupy społecznej dumnie zwanej arystokracją.
- Gdyby się zgodziła, jak miałoby to potencjalnie wyglądać? - wróciła do Kamelio i usiadła na swoim łóżku, naprzeciw niego. - Jak to sobie wyobrażasz? Miałaby przyjść tutaj i... zostać uśpiona?
Przeniosła wzrok na nadzorczynię tego przybytku.
- Jeśli martwi się pani tym, że postawi to Dom w niezręcznej sytuacji, proszę zrzucić całą winę na mnie - zaproponowała bez cienia niepewności. - Kamelio powiedział mi jakiś czas temu, że polityka oraz osobiste sprawunki arystokracji nie figurują na co dzień na waszej liście zajęć, więc proszę uwierzyć mi na słowo: sławna córka rodu von Darher mści się na Lady Cendan za fałszywe oskarżenia i próbę uprowadzenia. To jest to, o czym będą mówić. Jeśli będę wystarczająco głośno krzyczeć i efektownie omdlewać, kiedy przyjdzie co do czego, a Lora na pewno będzie robić to samo, nikt nie uzna Domu Śnienia za winnego czegokolwiek - przewróciła oczami. - Wśród nich to zawsze działa tak samo. Oko za oko. Tylko to nie ma końca, a każde kolejne oko jest coraz większe, aż w końcu dochodzi do tego, że ktoś traci całą głowę - zamilkła na moment. - To znaczy... wśród nas - poprawiła, opuszczając wzrok na własne dłonie. W końcu nawet dla tych tutaj była Lady Parią, Lady von Darher.
Szczerze wierzyła, że to miało prawo się udać. Dom Śnienia Kamelii stałby się wtedy tylko tłem wydarzeń. Narzędziem, użytym przez znaną szlachciankę w celu własnej zemsty i udowodnienia niewinności. Pytanie tylko, czy to Paria była naiwna, zakładając, że Dom przy tym nie ucierpi, czy to oni nie doceniali zamieszania, jakie potrafi wokół siebie zrobić arystokracja? Żyła w obu tych światach, choć czasem miała wrażenie, że tak naprawdę nie przynależy do żadnego z nich.
Westchnęła, unosząc głowę. Jej usta rozciągnęły się w całkiem przekonującym uśmiechu.
- A zresztą, im więcej będą o mnie mówić, tym dla mnie lepiej, prawda? Wbrew pozorom jestem w stanie zrobić całkiem sporo, żeby Dom nie stał się częścią skandalu, jeśli postaram się, żeby został on zbudowany wokół mojej osoby.
Obrazek

Dom Śnienia Kamelii

52
POST BARDA
Kamelio upił większy łyk ze swojej karafki, nerwowo zerkając od czasu do czasu w stronę wciąż milczącej i skoncentrowanej nadzorczyni.
- Myślałem raczej o jakimś bardziej neutralnym gruncie. Zaludnionym miejscu, w którym łatwo byłoby wycofać się, gdyby sprawy jednak przybrały nieoczekiwany obrót. Czymś niewywołującym podejrzeń. Jednym z placów targowych lub świątynnych - odparł. - Wbrew pozorom, dużo łatwiej pomóc komuś zniknąć w tłumie, niż samotnej uliczce - pewność, z jaką o tym mówił, kazała się zastanowić, czy aby nie były to wnioski wyciągnięte z wcześniejszych już doświadczeń.
Paria nie była pewna dlaczego, ale jakoś dziwnie ciężko było jej wyobrazić sobie, aby elf mógł być nadmierne często zamieszany w tego typu afery. Zwłaszcza, mając nad sobą osobę równie nieprzychylnie patrzącą na podobne rzeczy, jak zdawała się być Kamelia. Kto to jednak mógł wiedzieć na pewno?
- Sądzę, że Cendan byłaby więcej niż skora spotkać się w cztery oczy. Zwłaszcza jeśli w jej zajętym obsesją umyśle narodziłaby się choćby pojedyncza myśl o szansie zdobycia cię na wyłączność. - kontynuował, wolno obracając naczynie między sztywnymi palcami. - Mówię co prawda o spotkaniu w "cztery oczy", ale szczerze wątpię, żeby nie spróbowała rozstawić swoich ludzi w pobliżu. Z tego powodu, proponowałbym, abyś zaprowadziła ją do najbliższej karczmy, jaka tylko będzie dostępna. Tam będziemy mogli przygotować się na uśpienie jej i wyniesienie tyłem.
Plan wydawał się prosty, acz solidny. Nie bez dziur, ale i tak dość rozważnie już wcześniej przemyślany.

Nie otwierając oczu, a zamiast tego unosząc jedną z dłoni do twarzy, Kamelia chwyciła między kciuk, a palec wskazujący nasadę własnego nosa. Ten jeden, prosty gest sprawił, że w obecnym momencie wyglądała jak ktoś, kogo wiele kosztowało zachowanie neutralności w temacie. Elf najwyraźniej musiał zachować dla siebie dużo więcej informacji o szczegółach kontraktu, niż było jej to w smak. Nic zresztą dziwnego. Kto wie, do czego mogło dojść, jeśli coś pójdzie nie tak.
- Postarajmy się na sam początek nie zakładać niepowodzeń - zabrała wreszcie głos starsza Śniąca, opuszczając dłoń, otwierając oczy i raz jeszcze zmniejszając dystans między sobą a Parią. Kamelio przekręcił się w posłaniu i nerwowo przełknął ślinę, gdy kobieta unosiła dłonie do twarzy młodszej od siebie bardki.
- Minęło sporo czasu, odkąd po raz ostatni słyszałam kogoś równie szczerego w swoich intencjach, a mimo to, będącego pochodzenia szlacheckiego. Pozwolisz? - Kamelia dała Libeth czas na cofnięcie się bądź protest, jeśli taka była jej wola, acz o ile to nie nastąpiło, bardzo ostrożnie, ledwie dającym się wyczuć na skórze dotykiem zaczęła badać opuszkami palców jej twarz. - Nie będę ukrywać, jak bardzo przeciwna jestem całemu pomysłowi. Ponieważ jednak kontrakt został zawarty, nie zamierzam również wtrącać się tak długo, jak długo wszystko zostanie przeprowadzone cicho i bez zbędnych ofiar. Baronowa to ważna patronka, której obecnie potrzebujemy bardziej niż kiedykolwiek - długie palce zatrzymały się na końcowym przystanku w okolicach kącików oczu Parii, zanim zostały na dobre cofnięte. - Zaufam zatem instynktowi Kamelio i twoim przekonaniom we własne możliwości.
Elf słyszalnie odetchnął w tle.

Dom Śnienia Kamelii

53
POST POSTACI
Paria
Libeth skinęła głową. Jeśli chodziło o możliwość zniknięcia w tłumie, w stu procentach zgadzała się z Kamelio. Przez chwilę przyglądała mu się w milczeniu, zastanawiając się skąd taka pewność w jego głosie, jeśli chodziło o skuteczność znikania i uciekania przed... czyżby jakimiś konsekwencjami? Choć może tak nie wyglądała i ciężko było sobie to wyobrazić, Paria miała też swoje własne, niechlubne doświadczenia z tego rodzaju zajęciami. Jej wizja samodzielnego życia, bez męża, który miałby ją utrzymywać, żadnej stabilnej pracy, ani wsparcia od rodziców, początkowo okazała się zbyt dużym optymizmem. Opuszczając dom po raz pierwszy, rzuciła się na zbyt głęboką wodę i nieraz musiała ratować się działaniami, do których w tej chwili w życiu by się nie przyznała i o których nie wiedział nikt - może poza tymi okradzionymi, ale kto podejrzewałby uroczą śpiewaczkę, czy tancerkę, która dopiero co zeszła ze sceny? Grunt, że była na tyle skuteczna, że nigdy nie musiała budować sobie gniazda ze szmat w jednej z wyludnionych uliczek.
- Powinna się zgodzić - stwierdziła cicho, myślami będąc już przy Lady Cendan. - Mogłabym wyrazić obawę przed pojawianiem się w rezydencji baronowej, biorąc pod uwagę oskarżenia, jakie na mnie padły. Poprosić o spotkanie w cztery oczy, z nową kopią kontraktu, który zapewni mi bezpieczeństwo już po ujawnieniu się z powrotem - zamilkła na moment. Jeden kącik jej ust uniósł się w półuśmiechu, a w oczach na sekundę błysnęła satysfakcja. - Przeprosić za swoje karygodne zachowanie.

Z jakiegoś powodu sądziła, że Kamelia jednak ją widzi. Kobieta poruszała się bardzo pewnie, a jej zasnute bielmem oczy obracały się w kierunku Libeth, gdy ta mówiła. Nie wspominając o łatwości, z jaką Śniąca chwyciła elfa za ucho, gdy nie spodobała się jej jego wypowiedź. Bardka była więc nieco zaskoczona, ale nie zaprotestowała, kiedy Kamelia postanowiła sprawdzić, jak wygląda. Gdzieś z tyłu jej umysłu pojawiła się myśl, że przynajmniej była czysta. Nigdy nie sądziła, że coś tak oczywistego będzie kiedykolwiek zaprzątało jej głowę. Początkowo milczała, nie wiedząc co odpowiedzieć na zasłyszany komentarz.
- Odkąd poprzedni raz przekroczyłam próg miejsca takiego, jak rezydencja baronowej Bourbon, minęło wiele miesięcy. Może ponad rok - odparła niepewnie, starając się nie poruszać za bardzo. - W swoim domu rodzinnym też byłam już... zbyt dawno. Opuściłam ten świat celowo. Nie jest tak piękny, jak wyobrażają sobie ludzie spoza niego. Myślę, że ostatnie wydarzenia są tylko tego dowodem. Uprzejmie więc proszę o zaprzestanie tytułowania mnie. Nikt tego już nie robi. Prawie.
Kolejny raz odezwała się dopiero wtedy, gdy Śniąca puściła jej twarz i odsunęła się od niej.
- Ja też zaufam intuicji Kamelio. Teraz będzie to znacznie łatwiejsze, niż nocą w rezydencji. Teraz wreszcie wiem, na czym stoję... i mniej-więcej wiem, kim jest - zerknęła na mężczyznę, nie rozwijając tematu, choć znając jego przenikliwość, wcale nie musiała tego robić. - Mam jeszcze jedno pytanie.
Nie wiedziała w sumie do kogo powinna je skierować, więc przeskakiwała spojrzeniem z jednego na drugie i z powrotem.
- Mam... posiadam pewne umiejętności, które nie są przeze mnie kontrolowane. To znaczy, magiczne, o ile można tak nazwać moje kiepskie sztuczki. Kamelio wspominał, że znajdę tu kogoś, kto mógłby pomóc mi tę kontrolę wypracować. Zapłacę za lekcje - podkreśliła. - Nie wiem tylko jak miałoby to wyglądać. Czy moja lutnia będzie konieczna, też. Straciłam ją w kanałach. Zanim zdobędę nową, minie... dużo czasu. Wiem, że to już jest kwestia znacznie odleglejszej przyszłości, ale chciałabym mieć choć jedną pozytywną rzecz, której mogę wyczekiwać.
Obrazek

Dom Śnienia Kamelii

54
POST BARDA
Lewy kącik ust Kamelio zadrgał niebezpiecznie, gdy mężczyzna w komiczny sposób usiłował wyrazić swoje obruszenie na samo wspomnienie tamtego, jakże skandalicznego wybryku ze strony Parii wobec Lady Cendan - głównie poprzez zrobienie wielkich oczu i przyłożenie jednej ze swoich dłoni do na wpół otwartych ust. Nawet jeśli nie widział niczego na własne oczy, najwyraźniej wciąż dobrze pamiętał to, co zdążyła mu opowiedzieć.
- Koniecznie! - zawtórował łamiącym się pod koniec śmiechem głosem. - Ekhm. W każdym razie... Najlepiej będzie, jeśli sprawimy, żeby list wyglądał tak, jakbyś pisała go w desperacji - kontynuował, gdy już nieco się opanował i roztarł głupi uśmieszek wierzchem dłoni. - Najlepiej będzie, jeśli przepiszesz jego treść kilka razy, próbując to robić nieco szybciej z każdą kolejną wersją. Możemy się tym zająć nawet dzisiejszego wieczora, jeśli ci to odpowiada?
Pozytywna energia na dobre udzieliła się elfowi, który nie zamierzał marnować czasu, a zamiast tego, wolał od razu wziąć się za niezbędne przygotowania. Co było o tyle zabawne, że przecież ledwie odzyskał przytomność po ponad trzech dniach bycia trawionym gorączką i ogólnym osłabieniem. Zaira miałaby pewnie na ten temat wiele do powiedzenia, gdyby tu teraz była.

Dająca zdecydowanie zbyt mylne znaki co do swojego stanu Kamelia, wygięła usta w subtelnym uśmiechu, ze zrozumieniem skinąwszy Libeth głową.
- Rozumiem. To wiele tłumaczy. W takim więc razie najmocniej przepraszam, jeśli poczułaś się przeze mnie niekomfortowo. Powinnam nazywać cię zatem panną Libeth? Libeth? Parią? Skoro na jakiś czas z nami zostaniesz, czułabym się lepiej, gdybym wiedziała, że nie będę wywierać na tobie niepotrzebnej presji.
Pomimo otoczki chłodnej elegancji, jej podejście było nie tylko otwarte, ale i zaskakująco ciepłe. Z reguły nie tego oczekiwało się po osobie na jakimkolwiek, wyższym stanowisku w hierarchii danej społeczności. Była to całkiem miła odmiana.
Wyłapując nowy przytyk, elf wysoko uniósł lewą brew.
- naprawdę zamierzasz mi teraz powiedzieć, że "tajemniczy wybawca" nie ujął cię za serce? Ani razu? - zagadnął zaczepnie, co skończyło się cichym, ledwie słyszalnym prychnięciem ze strony Kamelii.
- Znam tego chłopaka już dobre dziesięć lat i czasami nadal nie jestem pewna, czy wiem o nim choćby połowę z tego, co zapewne powinnam - skomentowała Śniąca, kręcąc głową ni to z dezaprobatą, ni to z czymś na kształt rozbawienia. Prawdę powiedziawszy, w diabły ciężko było określić dokładnie emocje po kimś równie opanowanym i kogo oczy same w sobie nie były w stanie wyrażać praktycznie nic.

Ostatnia kwestia poruszona przez Parię, zupełnie zmieniła atmosferę w otoczeniu. Niezależnie od starań Kamelio, toczona dotychczas dyskusja zaowocowała dozą nerwowości, niepewności i powagi, które ciężko zaległy w powietrzu. Gdy tylko jednak dotknęli tematu talentu drzemiącego domniemanie w młodej kobiecie, nowa energia, niby magicznie oczyściła pomieszczenie. Oczy wyprostowanego do granic możliwości w swojej obecnej pozycji Kamelio wręcz gorały od intensywności.
- Magia czerpiąca z żywiołu powietrza - podkreślił, gdy starsza Śniąca z wyraźnym wyczekiwaniem skierowała głowę w jego kierunku. - Instynktownie zgrywa ją z grą i śpiewem na scenie. Jeśli wszystko pójdzie dobrze i dzięki zleceniu zdobędziemy nowe fundusze, nie będziesz miała powodu, żeby mi odmówić asystentki.
W głosie Kamelio zabrzmiała zwycięska nuta, której Libeth nie od razu rozgryzła, bo... Czy mężczyzna naprawdę sugerował, co zdawał się sugerować?
- Kamelia posiada wielką wiedzę w zakresie teorii oraz przekazywania niezbędnych podstaw, które do pewnego stopnia opanować musi właściwie każdy Śniący Domu - kontynuował, wychylając się w swoim podekscytowaniu niebezpiecznie z posłania. - Do praktyki oraz uzupełnień, z całą przyjemnością zaproponowałbym tutaj samego siebie. Nie będziesz musiała za nic płacić, pod warunkiem, że zgodzisz się pomóc w moich pracach i projektach. Nic niebezpiecznego, żadnych podróży po dziwnych i cuchnących miejscach.
- Nie mam nic przeciwko, dopóki twoje umiejętności przydadzą się Domowi - zaczęła powoli nadzorczyni, z zainteresowaniem obserwując niewidzącymi oczami wiercącego się Kamelio. - Choć mam nadzieję, że zrozumiesz, jeśli od razu zaznaczę, że będzie to niejako oznaczało dołączenie w jego poczet? Dom Śnienia nie jest co prawda jedną z pomniejszych, funkcjonujących dość licznie w Królestwie gildii magii, ale wciąż dzielimy się tu licznymi sekretami, których nie powinien wynosić na zewnątrz nikt niepowołany. Pobieranie tutaj jakichkolwiek lekcji oznacza, że będziesz mieć dostęp do miejsc, do których nie dopuszczamy na co dzień naszej klienteli.

Dom Śnienia Kamelii

55
POST POSTACI
Paria
Skinęła głową. Skoro i tak dziś nie było niczego innego, co mogła zrobić dla przyspieszenia przedsięwzięcia, a całą akcję trzeba było zorganizować z dużo większą szczegółowością, równie dobrze mogła poświęcić ten wieczór na napisanie wiarygodnego listu, który przekonałby Lorę do spotkania sam na sam. Kamelio wyglądał na zbyt podekscytowanego całym wydarzeniem i nie była pewna, czy dobrze to zrobi jego zdrowiu, ale tym będą się martwić już później.
- Po prostu Paria, proszę - odparła.
Tak mówili do niej prawie wszyscy, poza rodziną i bliskimi, którzy nazywali ją po imieniu - trudno, żeby najbliżsi używali pseudonimu artystycznego - i poza tymi, którzy upierali się, by wciąż zachowywała tytuł, jaki wyniosła z domu. Tak też przedstawiała się przecież wszystkim tutaj. Może Kamelio też się na to przestawi, choć prawdę mówiąc praktycznie nie pamiętała kiedy ostatnio użył któregokolwiek z jej imion. Może sam miał ich zbyt wiele, by spamiętać jeszcze dwa kolejne.
- Raz - odpowiedziała, uśmiechając się do niego, ale nie dookreśliła którą sytuację mogła mieć na myśli. - Raz ujął.

Skupiła się potem na ich odpowiedzi na pytania dotyczące lekcji i choć początkowo słuchała ze zwykłym zainteresowaniem, to w pewnym momencie wszystko zaczęło się dziać zbyt szybko. Wbiła w elfa zaskoczone spojrzenie, przez moment... nie, właściwie dużo więcej niż moment kompletnie nie wiedząc co powiedzieć.
Uciekła przed Lady Cendan z niechęci do zobowiązań i tkwienia w jednym miejscu. Lubiła swoją niezależność i brak odpowiadania ze swoich działań przed kimkolwiek innym. Lubiła zarabiać w sposób, w jaki zarabiała na życie w tym momencie. Z koncertów i występów utrzymywała się już od wielu miesięcy, robiąc to, co kochała i potrafiła najlepiej. Co mogła dać Domowi Śnienia? Jej umiejętności nijak nie wpasowywały się w ich działalność, a nie wyobrażała sobie teraz porzucenia wszystkiego, co wypracowała do tej pory i zaczynania od nowa, jako... asystentka, na czymkolwiek obowiązki takiej miałyby polegać. Zresztą, czy Kamelio nie miał już innej chętnej? Niriel, Neriel, czy jak jej tam było, na pewno z radością przyjęłaby tę posadę. Libeth nie sądziła, by jej twórczość i talent, z których była naprawdę dumna, tutaj miały szanse dalszego rozwoju. Nie chciała rezygnować z kariery. Nie po to tyle o nią walczyła. Wątpliwe umiejętności magiczne nie były od niej bardziej wartościowe, zwłaszcza, że nie było jeszcze wiadomo czego się w ogóle po nich spodziewać.
Naturalnie, zgodzenie się na tę propozycję miało swoje plusy. Nie musiałaby w nieskończoność wynajmować pokoi w karczmach - w sumie nadal nie wiedziała, czemu jeszcze nie wynajęła sobie swojego własnego kąta na stałe. Może nie wiedziała gdzie i po co miałaby zatrzymać się na dłużej. Brak konieczności płacenia za lekcje też była ważną kwestią. Miałaby też nieskończone źródło inspiracji, gdyby miała dostęp do wszystkich wspomnień klientów, o ile w ogóle mogłaby do nich zaglądać... Nie, raczej nie. Ale Dom miał wielu gości, pochodzących z wielu różnych miejsc, sam elf o tym mówił. Tylu fascynujących nieznajomych w jednym miejscu... Tylko Paria wolała podróżować. Na własne oczy widzieć to, co w zubożały sposób mógł opowiedzieć jej ktoś inny. A magia? Magia była czymś, co zbyt długo już pozostawało poza jej zasięgiem, a teraz było na wyciągnięcie ręki. Czy to było warte poświęcenia własnej niezależności i wszystkiego, nad czym pracowała do tej pory?
- Ja... - zaczęła, ale dalsze słowa nie chciały przejść przez jej gardło. Nie podzielała ekscytacji elfa, była totalnie zdezorientowana. Zgodzić się czy nie? - Tylko że...
No w ładnej sytuacji ją postawił. Mógł chociaż najpierw spytać. Dowiedzieć się, co o tym sądzi. Jakie są jej plany na przyszłość. Na pewno nie było wśród nich zostania niczyją asystentką.
- Lubię podróże po dziwnych miejscach - wydusiła wreszcie, choć nie była to nawet jedna dziesiąta myśli, które rozbijały się w jej głowie. Zamrugała, i potrząsnęła głową, zmuszając się do skupienia i udzielenia jakiejkolwiek sensownej odpowiedzi. - To wspaniała propozycja, ale jest wiele kwestii, które muszę rozważyć. Obróciłoby to moje życie do góry nogami, a nikt nie wie, czy byłabym w ogóle w stanie dać wam to, czego oczekujecie. Nie jestem... Jestem... - zamilkła na dłuższą chwilę, czując się nagle strasznie zmęczona. Zamknęła oczy, przez kilka sekund koncentrując się na ubraniu w uprzejme słowa tego, co czuła. - Jestem bardką. Muzykiem, tancerką. To moje główne umiejętności. Bezużyteczne dla ciebie, Kamelio. Pozwólcie mi to przemyśleć. I ty... Ty może też to przemyśl.
Obrazek

Dom Śnienia Kamelii

56
POST BARDA
Wyłapując zmianę w nastroju Parii, elf zmusił się do cofnięcia i umieszczenia pełni swojego ciężaru z powrotem na łóżku. Choć jego werwa nie minęła, tym razem usilnie starał się wziąć ją pod kontrolę.
- Wybacz, zagalopowałem się. Zapewniam cię jednak, że nic nie musi być obracane do góry nogami - pospieszył z wyjaśnieniami.
- Na bogów, chłopcze - westchnęła z lekką rezygnacją Kamelia, gdy sama zrozumiała, że jej podwładny bynajmniej nie wdrążył Libeth dostatecznie w temat. Chwilę później zresztą, postanowiła go w tym w większym stopniu wyręczyć, rzucając na sprawę nieco więcej światła:
- Praca dla Domu Śniących, niezwykle rzadko staje się pełnoetatowym zobowiązaniem. Mamy wielu członków, z czego tylko nieliczni zamieszkują tutejsze mury. Zrzeszamy wszystkich tych, których talent możemy wykorzystać, co jednak wcale nie znaczy, że zmuszamy ich do porzucenia dotychczasowego życia czy obowiązków. Mamy tu matki i ojców, którzy wolą poświęcić większość swego czasu rodzinom. Mamy tych, którzy na co dzień pracują na targach, wypiekają chleb czy wypływają w biznesach w morze. Są wreszcie i tacy, którzy pojawiają się tutaj wyłącznie w przypadku specjalnych zleceń na konkretne usługi - rozwinęła temat Kamelia.
- Innymi słowy, wcale nie musisz rezygnować z życia, jakie dotychczas prowadziłaś - przytaknął elf, pokojowo unosząc w górę obie dłonie. - Skłamałbym, gdybym powiedział, że od ponad roku nie szukałem osoby z odpowiednimi predyspozycjami. Albo, że w moim prywatnym interesie nie było pomóc ci także z uwagi na tę właśnie kwestię. Nie oczekuję natomiast, że nagle porzucisz wszystko to, co osiągnęłaś i co sama planujesz zapewne jeszcze osiągnąć w przyszłości- Kamelio złapał głębszy wdech, jego oczy pozostawały przez cały czas tak samo intensywne i skupione na postaci Parii. - Nawet jeśli będziesz mi w stanie poświęcić tylko kilka dni w miesiącu, będę wciąż bardziej niż wdzięczny i ze swojej strony obiecuję zrobić co w mojej mocy, żeby odpłacić ci za twój czas.
- Kamelio, naciskasz - upomniała delikatnie nadzorczyni Domu. - Nie ma potrzeby spieszyć się z podjęciem decyzji. Postaraj się nie czuć dłużna i nie opierać na tym ostatecznego werdyktu. Jeśli będziesz mieć więcej pytań lub wątpliwości, nie krępuj się mówić. Jutro będę chciała porozmawiać z tobą ponownie. Bardziej oficjalnie. Są pewne kwestie, które trzeba omówić, jeśli masz zostać pod naszą pieczą. Do tego czasu postaram się ustalić, jak wygląda twój obecny status w oczach Dworu. Dom Śnienia zacznie ponownie funkcjonować za dwa dni, co oznacza, że ponownie zaczniemy przyjmować klientelę. W tym również osoby, które mogą cię znać. Niezależnie od tego, czy będziesz oficjalnie, czy tylko po cichu poszukiwana, lepiej, abyś nie wpadła na nikogo, kto mógłby cię rozpoznać.
Dom Śnienia oferował jej pomoc i azyl, co niestety oznaczało również, że prawdopodobnie będzie musiała chować się po kątach, o ile nie wymyślą lepszego rozwiązania bez ryzykowania wykrycia przez osoby z zewnątrz. Może powinna pożyczyć jakąś dobrą maskę od Kamelio w najbliższej przyszłości? Jakąś mniej upiorną? Z drugiej strony, byłoby na pewno koszmarnie upierdliwym zakładać ją za każdym razem, gdyby chciała przejść się do kuchni czy sali kominkowej. Może jakaś chusta? Może jakieś zwiewne, kolorowe szale? Tutejsi Śniący wyglądali, jakby mieli ich całkiem pokaźną kolekcję!

Dom Śnienia Kamelii

57
POST POSTACI
Paria
Wytłumaczenie Kamelii brzmiało już dużo lepiej, niż rzucone bez wyjaśnień, podekscytowane pomysły elfa, stawiające Parię w dość niezręcznej sytuacji. Z każdym kolejnym słowem uspokajała się, aż w końcu zaśmiała się nerwowo, orientując się nagle, że przez cały czas boleśnie zaciskała dłonie w pięści. Rozluźniła je. Lora Cendan naprawdę napsuła jej krwi i stworzyła w głowie bardki całkiem nowe traumy. Myśl o pracy dla kogoś od razu kojarzyła się jej z nią i wcale nie były to dobre skojarzenia.
- Och. To ma znacznie więcej sensu - odwzajemniła spojrzenie trefnisia, choć jej nie było nawet w połowie tak intensywne i zdeterminowane, jak jego. - Powinieneś popracować nad przekazywaniem najpierw informacji, a potem wynikających z nich pomysłów, nie odwrotnie. Tak na przyszłość.
Tak, to brzmiało jak coś, co Paria mogła robić. Kilka dni w miesiącu, może nawet trochę więcej, pod warunkiem, że nikt nie będzie od niej wymagał tkwienia tu już zawsze. Libeth miała ogromną potrzebę niezależności i taki układ już ją zaspokajał. Byłaby to całkiem sensowna wymiana, gdyby pomagała elfowi w zamian za naukę magii, o ile w ogóle będzie w stanie cokolwiek przyswoić i oferowane przez nich lekcje coś dadzą.
- Wciąż mam bardzo dużo pytań - podkreśliła. - Ale te już właściwie głównie do Kamelio, skoro to on ma jakąś wizję mojej działalności tu. Tak czy inaczej, jeśli zechce pani udzielać mi lekcji, przy czym podkreślam, że nie mam w tym absolutnie żadnego doświadczenia, a tym bardziej wiedzy, będę zobowiązana.
Nie mogła zgodzić się na współpracę z nim, jeśli nie wiedziała, co konkretnie miałaby dla niego robić. Jak mogła pomóc mu w projektach i czym one właściwie były. Skoro jednak miała zostać tutaj kolejne kilka dni... Będzie miała jeszcze czas dowiedzieć się konkretów, zakładając, że elf dla odmiany nie będzie raczył jej niedopowiedzeniami. Wciąż nie do końca uśmiechało się jej bycie zamkniętą w Domu Śnienia, może nie wbrew swojej woli, ale póki co bez żadnej alternatywy; mimo to rozumiała jak najbardziej, skąd brała się taka konieczność i nie zamierzała protestować. Nie było jej tu źle.
- Czy mogę mieć prośbę? - zwróciła się bezpośrednio do Kamelii. - Jeśli będzie taka możliwość, bardzo proszę o zorientowanie się przy okazji, co dzieje się z moją rodziną. Mój ojciec, Tobias von Darher, został w rezydencji. Chciałabym wiedzieć, czy moja ucieczka nie odbiła się w jakiś sposób na nim.
Nie sądziła, że będzie musiała się tu ukrywać przed całym światem jeszcze dłużej, niż dwa dni, przez które Dom pozostawał zamknięty dla odwiedzających. Słowa Kamelii sugerowały jednak, że tak właśnie będzie. Czy Libeth była skazana na bezczynność? Jej mina trochę zrzedła, ale pokiwała głową.
- Postaram się pozostać z dala od gości. Myślę, że wytrzymam kilka dni bez zwracania na siebie uwagi.
Nie chciała nosić masek, ani kolorowych chust, którymi też zakrywałaby twarz. Wolała już po prostu znaleźć dla siebie odosobnione miejsce, w którym zajęłaby się sobą. Jeśli jednak przyjdzie jej opuścić Dom i udać się na spotkanie z Cendan, jakoś będzie musiała przekraść się na zewnątrz. Cóż, będzie się nad tym zastanawiać jak przyjdzie co do czego.
- Nie mam tu nic swojego. Nie mam choćby ubrań na kolejne dni. Nie wiem do kogo mogłabym się zwrócić z prośbą o pomoc w tym problemie. Nie wiem, czy właścicielka tego - gestem wskazała swoją obecną koszulę i spodnie - będzie zadowolona, jeśli to potrwa dłużej i będę nosić więcej jej rzeczy, a raczej nie macie tu szafy pełnej zapasowych ubrań. I czy na pewno wszystko jest opłacone? Moje rzeczy są w Czerwonym Stawie, łącznie z pieniędzmi, których do baronowej nie zabierałam. W tej karczmie byłam przez ostatnie półtora tygodnia.
Porozmawiają jutro. Libeth miała wrażenie, że dopiero co się obudziła. Która mogła być godzina? Południe? Trochę później? Znów miała przesiedzieć cały dzień w oczekiwaniu bogowie wiedzą na co i to nawet bez lutni? Westchnęła i przetarła twarz dłońmi.
- Potrzebuję wina - stwierdziła cicho, nie kierując tych słów właściwie do nikogo poza sobą samą.
Obrazek

Dom Śnienia Kamelii

58
POST BARDA
Strofowany z dwóch stron elf nabrał odrobiny koloru w uszach, a pomimo wciąż błąkającego się na ustach uśmieszku, miał przynajmniej tyle wstydu, aby wreszcie odwrócić swoje przeszywające spojrzenie.
- ...Zaskakująco często to słyszę - mruknął bardziej do siebie niż kogokolwiek innego, powoli rozluźniając spięte, emanujące tłumioną energią ciało. Co by nie było, najwyraźniej naprawdę zależało mu na namówieniu Parii do pomocy, huh? Tylko dlaczego akurat ją? Taj'cah, jako jedyne takie miejsce na całej Herbii, tętniło potencjałem magicznym na prawo i lewo. Nie było mowy, żeby przez rok czasu nie mógł znaleźć kogoś wykwalifikowanego, w jakiejkolwiek tylko dziedzinie by nie szukał, racja?
Skinąwszy jej głową na znak zrozumienia, Kamelia obróciła się w miejscu i powoli okrążyła łóżko swojego podopiecznego.
- Mimo swojego wieku, dobrze wiem, jak ciężko znosi się tego rodzaju azyl. Zwłaszcza wam, młodym. Nie krępuj się więc prosić o to, czego potrzebujesz. Baronowa zobligowała się do pokrycia wszelkich kosztów związanych z twoim pobytem. Czy chodzi zatem o kupno nowych ubrań, czy tylko przyniesienia rzeczy z oberży, o której wspominasz, nie będzie to żadnym problemem - wyjaśniała kobieta, pochylając się głęboko i częściowo w ten sposób znikając na moment z drugiej strony łóżka Kamelio. Gdy ponownie wyprostowała swoją smukłą sylwetkę, w dłoniach trzymała wyplatany koszyk pełen paskudnie zakrwawionych szmat i bandaży. Widzący to mężczyzna zareagował szybciej, niż oczekiwałoby się tego po osobie zalegającej od dłuższego czasu w łóżku, narzucając na jego wierzch coś, co musiało być koszulą, którą wcześniej miał okazję przebrać.
Nadzorczyni Domu Śnienia tylko szybciej zamrugała na nagłą zmianę ciężaru, nie komentując jednak ani o nic nie pytając .
- Gdy tylko uporządkujemy bałagan i wszystko wróci do normy, powiadomię cię o zajęciach. Lojalnie uprzedzam, początki mogą być potwornie nużące - lewy kącik ust matrony lekko zadrgał. - Co zaś się tyczy twojego ojca i reszty rodziny, dopilnuję, żeby zebrano o nich informacje. Tymczasem, czemu nie napiszesz do nich od siebie kilku słów, skoro i tak będziecie pracować nad listami? Zaćmienie nie było litościwe. Wielu padło ofiarami pobudzonych przez nie straszydeł przez ostatnie trzy dni. Zapewnij ich przynajmniej o swoim zdrowiu i nie zapominaj, by nie podawać żadnych szczegółów, które mogłyby zdradzić twoje położenie.
Poprawiając trzymany przez siebie koszyk, Kamelia zgrabnie ruszyła w stronę drzwi.
- Poproszę, aby przyniesiono wam cały asortyment, jakiego potrzebujecie. Ekhm. Włącznie z winem - czy to tylko jakieś dziwne złudzenie słuchowe, czy ostatnie słowa Śniącej naprawdę brzmiały, jakby bardzo ją bawiły? Swoją drogą, wyglądało na to, że miała wyjątkowo dobry słuch. - Bardzo miło było cię poznać, Pario, i do zobaczenia jutro. Przypilnuj, jeśli nie będzie to zbyt wielkim ciężarem, aby Kamelio nigdzie jeszcze dzisiaj nie biegał samopas.
Kamelia ostatecznie pożegnała się z ich dwójką i wyszła z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Na zewnątrz wciąż było jasno, choć jeśli wyjrzeć najbliższym oknem, słońce już jakiś czas temu musiało minąć najwyższy punkt na nieboskłonie.
- A więc... Mówiłaś, że wciąż masz do mnie sporo pytań - zagadnął wreszcie elf, opadając z powrotem na poduszki. - Jeszcze raz przepraszam za ten wcześniejszy, uh, wybuch emocji. Poniosło mnie.

Dom Śnienia Kamelii

59
POST POSTACI
Paria
Otworzyła usta, by poinformować Kamelię jak odzyskać jej rzeczy z Czerwonego Stawu, ale po krótkiej chwili namysłu zrezygnowała. To nie było mądre, wciągać w całe to zamieszanie dodatkowo karczmarza, którego lubiła i u którego planowała jeszcze grać. Staw miał dobrą scenę i świetną akustykę. Nie chciała im robić problemów.
- Może jednak lepiej będzie, jeśli ktoś przejdzie się po kilka nowych rzeczy dla mnie – uznała. – Jeśli mnie szukają, tam będą szukać przede wszystkim, więc posłanie tam kogoś po moje bagaże może wszystko zepsuć. Narobimy więcej problemów, niż to jest warte. Nie ma znaczenia, co dostanę, skoro i tak nie będę występować przez najbliższe kilka dni... Niech to tylko nie będzie podomka. Wszystko, tylko nie podomka.
Miała zaplanowane jeszcze dwa koncerty w Czerwonym Stawie przed opuszczeniem Taj'cah. Jeden miał być... dzisiaj, jeśli dobrze liczyła minione dni. Drugi za tydzień. Ciekawe, czy będzie jej dane wywiązać się chociaż z tego ostatniego. Nie martwiła się tym szczególnie; w obecnej sytuacji nikt nie powinien jej robić wyrzutów. Jakoś zrekompensuje swoją nieobecność właścicielom karczmy, jak już uporządkuje swoje własne życie, zresztą oni z pewnością mają obecnie inne problemy.
Kosz, pełen zakrwawionych bandaży, sprawił, że Parii znów odrobinę zrzedła mina, ale tym razem poszła śladem Kamelii i w żaden sposób tego nie skomentowała. Elfia magia... Tak samo krwawa, jak normalne zabiegi medyczne. Wolała nie zastanawiać się, co tu się wydarzyło, kiedy ona beztrosko zwiedzała sobie ogrody, więc tylko uprzejmie odwróciła wzrok, skupiając go na kielichu, który postawiła kilka minut temu na stole.
Dopiero informacja o możliwości dostarczenia listu do jej rodziny sprawiła, że Libeth rozpromieniła się z powrotem, może nawet bardziej, niż dotychczas podczas całej tej rozmowy.
- Byłoby wspaniale. Dziękuję. Napiszę do nich.
Nudne zajęcia były w tym momencie najmniejszym problemem Parii. Będzie się nimi martwiła, jak już przyjdzie co do czego. Poza tym żmudne ćwiczenia były jej codziennością; co za różnica, czy miała czytać księgi, czy tabulatury. Po wzmiance o winie podziękowała cicho, nie spodziewając się w sumie, że kobieta usłyszy jej mamrotanie pod nosem, ale gdzieżby śmiała zaprotestować! Pragnęła tego wina całym swoim sercem. Wstała później, by pożegnać się uprzejmie, również zapewnić o tym, jak cieszy się z zapoznania i ukłonić się krótko, choć Śniąca i tak jej nie widziała. Dopiero gdy zamknęły się za nią drzwi, Libeth usiadła z powrotem i odetchnęła ciężko. Wciąż nie była sama, ale przynajmniej względnie znała towarzystwo, z którym przyszło jej tu tkwić. Nie musiała już wysilać się na uśmiech, uprzejmości i kurtuazję, które zdążyły ją nieco zmęczyć przez ostatnie godziny.
- Co to za projekt, do którego potrzebujesz konkretnie mnie? Czym się dokładnie zajmujesz teraz? – spytała, przenosząc wzrok z powrotem na elfa. Zmęczenie dawało się jej we znaki. Może to zaćmienie, może przeżycia z kanałów, może generalny stres sprawiał, że tak szybko traciła siły. A może zwyczajnie za mało zjadła? Nie miała za sobą szczególnie sytego śniadania, bo nie dojadła swojego fragmentu mięsnego placka, zanim Mija zabrała ją na spacer – czego absolutnie nie miała jej za złe. Orczyca była bardzo dobrym towarzystwem.
- Taj'cah pełne jest ludzi posiadających oszałamiające umiejętności. Ludzi, którzy potrafią kontrolować swoją magię, bo podejrzewam, że to nie na innych moich umiejętnościach ci zależy. Więc dlaczego ja? - teraz to jej spojrzenie było intensywne. Wiara elfa w jej zdolności była przytłaczająca. – Jestem przekonana, że nawet tutaj, w Domu, znalazłbyś osobę chętną do pełnienia roli twojej asystentki. Wiesz, że ja nic nie potrafię, prawda? Dlaczego tak ci na tym zależy? Akurat na mnie? Mówiłeś, że od dawna szukałeś kogoś, kogo magia przejawia się przez muzykę, ale nie wiem dlaczego. Co jeśli nie będę potrafiła śnić? Robić tego, co sobie wyobrażasz?
Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej, milknąc na chwilę. Przez jakiś czas patrzyła na Kamelio, leżącego wśród poduszek, podekscytowanego tym wszystkim dużo bardziej, niż ona.
- Jak masz na imię? – spytała w końcu.
Obrazek

Dom Śnienia Kamelii

60
POST BARDA
Powrót do wcześniejszego tematu sprawił, że oczy Kamelio momentalnie pojaśniały nowym blaskiem. Pamiętając jednak o lekcji wyciągniętej z poprzedniej wpadki, tym razem trzymał on swój entuzjazm w ryzach i wyraźnie starał się podejść do sprawy bardziej profesjonalnie.
- Cóż, poza... Poza zajmowaniem się tak naprawdę wszystkim dookoła można chyba powiedzieć, że robię dokładnie to samo, co każdy, bardziej sfiksowany na punkcie Domu pracownik. Usiłuję polepszyć warunki naszego życia i działalności, a w przypadku projektu, o którym mowa, konkretnie warunki Śniących w trakcie przeprowadzanych przez nich sesji śnienia - elf zamilkł na moment, przez dodatkową chwilę wiercił się w posłaniu, aż wreszcie zdecydował się usiąść prosto, przekręcić i zupełnie spuścić bose nogi z łóżka. Dzięki temu, w końcu siedzieli z Parią vis-à-vis.
- Chodzi o to, że jakkolwiek wielką sławą nie cieszą się Domy Śnienia i sami Śniący, wyszkolenie magiczne samych wieszczy wcale nie stoi na najwyższym poziomie. Uzyskanie precyzyjnych informacji oraz jasnych wizji nie zdarza się aż tak często, jakbyśmy sobie tego życzyli. Ogólny problem ze zdolnością jasnowidzenia polega na jego przewrotności oraz niebywale rzadkiej możliwości kontroli w danej chwili. Jest to powód, dla którego większość Śniących korzysta dodatkowo z mnogich... Wspomagaczy oraz technik. Bardziej lub mniej bezpiecznych.
Paria miała już jakie takie pojęcie o niebezpieczeństwach oraz samych technikach wspomnianych przez Kamelio. Być może niekoniecznie szczegółowe, ale dostatecznie jasno zobrazowane podczas jej śniadaniowej wizyty w kuchni, aby móc wypełnić tu i ówdzie pozostawione luki. Skoro jedną z technik było wróżenie z kart tudzież kontakt z duchami, wspomagaczami musiały być odpowiednie substancje? Narkotyki? Magiczne mikstury?
- Powiedzmy, że dany Śniący specjalizuje się w zdobywaniu informacji oraz wizji od bytów astralnych. Od duchów lub istot spoza naszego świata - zaczął powoli, obserwując Parię i upewniając się, że wszystko jest dla niej dostatecznie jasne. Jeśli wydawała się w którymś punkcie zagubiona używanym przez niego językiem lub sformułowaniami, rozrysowywał je na czynniki pierwsze oraz maksymalnie upraszczał. - Kontakt z drugą stroną nigdy nie jest bezpieczny. Nie da się w pełni przewidzieć, z czym dokładnie możesz się tam zetknąć. Co spróbuje cię zbałamucić i wykorzystać, zamiast w drugą stronę. Co pokaże ci rzeczy zbyt chaotyczne, przerażające lub po prostu o natężeniu tak potężnym, by twój umysł nie mógł wyjść z tego bez szwanku - wyobrażenie faktycznie mogło przyprawiać o dreszcze. - Z drugiej strony załóżmy, że mamy do czynienia z użyciem względnie bezpiecznego narkotyku, jakim jest nasz Piołunowy sen. Pozwala on na dzielenie snu wraz z klientem. Snu, wizji, przeżyć, emocji. Problem może pojawić się, gdy emocje samego klienta za bardzo wpłyną na Śniącego, rozstrajając go. Efekty mogą być w takiej sytuacji kompletnie nieprzewidywalne. Choć szkolimy się i przygotowujemy na każdą ewentualność, starając się być ostrożnymi, nie możemy dać sobie gwarancji, że nie spanikujemy, pogubimy się i koniec końców nigdy więcej nie wybudzimy.
Dłonie ułożone na ściśniętych ze sobą kolanach zadrgały spazmatycznie, przez chwilę mocno wbijając palce w materiał cienkiej pościeli, zanim ponownie się rozluźniły. Sama twarz Kamelio nie zdradzała na tym etapie zbyt wiele, pozostając neutralnie uprzejma.
- Gdyby odpowiednio skomponowany utwór nasycony magią docierała do Śniącego podczas trwania jego wizji, przypominając o jego roli, stabilizując, być może nawet nakierowując i sprowadzając bezpiecznie z powrotem, zmniejszylibyśmy znacząco prawdopodobieństwo wypadków. Nad tym właśnie koncentruje się w obecnym momencie.
Była to co prawda nieco długa i żmudna droga, ale wyglądało na to, że udało im się wreszcie dotrzeć do sedna sprawy.
- To prawda, że nigdzie nie rodzi się tylu obdarzonych magią, co w naszym Królestwie, a Taj'cah samo w sobie kocha ich zrzeszać - zgodził się szczerze z uwagą Libeth. - I w tym właśnie tkwi szkopuł. Gildie zrzeszają utalentowanych, a szkoły, także te na kontynencie, chętnie ściągają zadeklarowanych studentów z potencjałem. Domy Śnienia, zrzeszający z kolei głównie wieszczów, nie mogą się im z oczywistych powodów równać. Jesteśmy z góry ukierunkowani i na ogół nie posiadamy w swoich szeregach wykwalifikowanych czarodziejów. Nawet jeśli wielu z nas prowadzi podwójne życie, często rozszerzając horyzonty o nowe drogi, koniec końców nasza praca sprowadza się zawodowo do czynnej pomocy Domowi, co lubi kolidować z ogromem czasu, jaki należy poświęcać, jeśli chce się poważnie wyuczyć magii w praktyce niźli jedynie teorii. Pamiętaj, że mówię tu o osobach niemających ku temu wrodzonych predyspozycji, często ograniczonych możliwościami - dodał szybko, najwyraźniej bojąc się, że mógłby zniechęcić potencjalną pomocnicę do współpracy. - Bard obdarzony talentem magicznym, to niezupełnie niespotykany przypadek, jakkolwiek w obecnych czasach niestety już rzadki. Muzyka i magia dobrze się ze sobą dogadują, gdy im na to pozwolić. Opanowanie tego natomiast bez naturalnej smykałki stanowi czasochłonny wyczyn, który mało komu jest w smak. Jeśli twoje zdolności od początku objawiają się poprzez muzykę, posiadasz niekwestionowany dryg. Unikalny na swój sposób. Podobnie zresztą, jak muzyka, którą tworzysz. To dlatego chciałbym, abyś w miarę możliwości użyczyła mi obu tych rzeczy.
Kończąc swój wywód, elf odetchnął, a następnie sięgnął do porzuconego wcześniej kielicha, by wyzerować jego zawartość. Dobrze, że nie było jej tam już wiele. W innym wypadku mógłby się porządnie zakrztusić, gdy raz jeszcze padło dość zabójcze, unikane od początku ich znajomości pytanie.
- ... - Kamelio otworzył usta, lecz nie od razu wypłynął z nich jakikolwiek dźwięk. Nagle niespokojny i gwałtownie czerwieniejący - co przy jego ciemnej karnacji rzucało się w oczy - elf spuścił wzrok, stopami szurając po podłodze. Zerkając ukradkiem to w stronę drzwi, to znowuż okien, przypominał dziecko rozważające wszelkie dostępne drogi ucieczki, zanim przyzna się wreszcie swoim rodzicom do zarzucanych mu czynów.
- ...Stjepan - wymamrotał ledwie słyszalnie, zanim odchrząknął i powtórzył, tym razem głośniej, ale bynajmniej nie mniej cierpiętniczo czy niechętnie, za to zamykając po drodze oczy, jakby miało mu to jakkolwiek oszczędzić wstydu. - Stjepan. Tak, nazywam się Stjepan - nie będąc w stanie się powstrzymać, z wyraźnym plaśnięciem przytknął dłoń do twarzy, wydając przy tym nadto przesadnie bolesny jęk. - Czy możemy... Sam nie wiem... - ręką, którą aktualnie uparcie się nie zasłaniał, wykonał w powietrzu bliżej nieokreślony ruch. - Nigdy więcej o tym nie wspominać...? To dość żenujące. Nikt nie zwraca się do mnie w ten sposób. Poza jednym bęcwałem w każdym razie i... Uhh. Efema nie powinna nawet znać mojego imienia. Nie mam zielonego pojęcia, gdzie je usłyszała.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Stolica”