[Tereny poza miastem] Okolice murów

16
POST BARDA
Znaleźli po drodze trochę zapasów jadła i napitków, które nie rozwaliły się po drodze i faktycznie będą przydatne. I dla nich oraz konia, choć problemem może być woda pitna. Zapas był niewielki i mógł nie wystarczać na dotarcie do najbliższego miasta z wyłączeniem stolicy. Przy samym wozie znaleźli też zapas pieniędzy. Dwie ciężkie sakwy były wystarczające, by nie martwili się o środki do utrzymania siebie. To był ten wspomniany prezent od diabelstwa. No i oczywiście wszelakiej maści uzbrojenie, które było dla wszystkich. Oczywiście kwestia tego, co było niezbędne. Wszystko, co tu mieli w okolicy, mogło być sprzedane za dobrą sumkę gdzie indziej.

Mortiush oglądając wóz, zauważył pęknięcia w drewnie w wielu miejscach. W tym także w okolicy osiek i kół. Według jego wiedzy nie zagrażały one samej jeździe, ale nie było pewności, ile sam wóz wytrzyma. Mogło to być kilka dni lub lat. W zależności, czy te drobne pęknięcia będą się powiększać, czy to po prostu takie już było drewno. Co do konia, on sam wyglądał bardziej na zmęczonego, ale nie miał żadnej widocznej rany na sobie. Stał też pewnie na nogach, skubiąc trawę.

- Jak to wygląda? - Spytał pies, który pozbierał rzeczy w międzyczasie porozrzucane wszędzie. Popatrzył na stan wozu i jak to tego on chciał się zabrać. Na szczęście stał na boku, więc mogli go zrzucić, ale nie będą mieli kontroli nad tym, co się stanie, jak spadnie. Podszedł do niego.
- Na trzy pchamy. - Rzekł i ustawił się i pokazał, gdzie on ma być. Specjalnie nie ustawił go do ciągnięcia, bo mogła im stać się krzywda.
- Raz. -
- Dwa -
- Trzy. -
I kiedy odliczanie się skończyło, zaczął pchać. I niechętnie, ale wóz zaczął opadać i uderzył głucho o ziemie, a oni słyszeli nieprzyjemny odgłos pękającego lub zgniatającego się drewna, ale wóz wciąż stał pewnie na kołach. Nie wyglądało na to, by coś miało się rozwalić podczas zrzucania.
- To w końcu, gdzie chcemy jechać? - Spytał, bo nie ustalili jeszcze trasy tak do końca.
Licznik pechowych ofiar:
8

[Tereny poza miastem] Okolice murów

17
POST POSTACI
Oględziny wozu były jedną z tych wyjątkowych aktywności, które w ostatnim czasie nie skończyły się tragedią. Może wynik nie był idealny, jednakże pozytywny. Mortiush z wozami może nie miał do czynienia, jednak z tego co się nauczył przy ojcu wiedział, że jeśli znajdzie narzędzia i trochę odpowiedniego drewna, będzie w stanie naprawić wóz, albo przynajmnie wydłużyć jego żywotność. Na te chwilę jednak miał im wystarczyć stan aktualny. Pozwalał on na dalszą podróż pod warunkiem, że nie będą pędzić po wertepach. A zdecydowanie potrzebowali oddalić się stąd.
Idąc do wozu, a potem porządkując go i szykując do drogi, Mortiush pozbierał co mógł, priorytetyzując to co uznał za najpotrzebniejsze. Żywność, narzędzia, wartościowe przedmioty nadające się na handel. Pozbierał nawet, co mógł z poszycia wozu. Nie był pewien czy się to zda na cokolwiek, jednak wolał mieć materiał na to by choć zaimprowizować jakiś kawałek zadaszenia na wypadek złej pogody.

-Dokąd teraz? -zapytał retorycznie Mort pakując wóz i szykując się do drogi-Wielkiego wyboru chyba nie mamy. Musimy pojechać do miasta i zadbać o sprzęt i zapasy. Potrzebujemy narzędzi i materiałów, by naprawić wóz, żarcia i wody na drogę... Północ jakoś mnie nie ciągnie, bo tam dupska nam zmarzną. A najbliżej chyba mamy do Nowego Hollar jeśli mnie moja znajomość geografii nie myli. Myślę więc, że to powinien być nasz pierwszy punkt. A po drodze pomyślimy, co dalej. Jakiś bardziej konkretny plan chyba by się przydał. A wiemy już na czym siedzimy. Wiemy że jesteśmy sami i musimy sobie jakoś to wszystko poukładać od nowa.

Ostatnie słowa były już bardziej głośno wygłoszonymi przemyśleniami. W głowie Morta kotłowały się myśli i rozważania na temat ich przyszłości. Nie miał żadnego genialnego pomysłu. Organizacja zarobków dotychczasowymi metodami raczej odpadała, bo nie będą znali terenu i miejscowych zasad. A z drobnych kieszonkowych kradzieży to najwyżej na chleb uzbierają. Cel ich podróży był więc kwestią otwartą.

[Tereny poza miastem] Okolice murów

18
POST BARDA
-Hollar zdecydowanie nie jest miejscem dla nas. Keron wysłał wojska do obleganie tego miasta z powodów jakieś czarodziejki. Nie skupiałem się na informacjach o tym mieście, więc nie wiem, czy oblężenie wciąż trwa, już po. Może się okazać, że wpadniemy, jak dziewka do burdelu. - Wyjaśnił i potrzebował się zastanowić. Mieli kilka dróg. Mogli minąć parę wsi i zdobyć jakieś zaopatrzenie. Które miasto gwarantowałoby im spokój? W międzyczasie sam pomagał zbierać to, co mieli. To powinno pozwolić im dotrzeć nawet dalej.
- Możemy zaryzykować wyprawę do Ujścia. To kawał drogi stąd, ale to enklawa dla osób naszego typu. Słyszałem plotki o przewrocie i uzależnienie się od jakiekolwiek kraju. Po drodze możemy we wsiach spróbować sprzedać część, a nawet ogarnąć kogoś na naprawę wozu lub kupienie nowego. Z tego, co widzę, jeśli natrafimy na kupca, nie będziemy musieli się martwić o kasę. - To wciąż było ryzykowne, bo tak naprawdę opierało się na zgadywaniu, co może pójść dobrze, a co nie.
- Po drodze chyba jest Oros z większych miast, więc moglibyśmy tam przehandlować to, co mamy i uzyskać jakieś informacje. - Tak sobie coś przypominał, bo nikt z nich mapy oczywiście nie miał. Musieli polegać na swojej wiedzy. A to była jedna z ich dróg.
- Druga opcja to podążanie za zachód z pierwotnym planem, chociaż także mi się tam nie śpieszy. - Stwierdził. Oczywiście północy nie brali pod uwagę. Zdecydowanie za zimno, a dwa nigdy jej nie lubił. Lubił miejskie życie, a tam przecież gobliny wiedzą, jaka jest cywilizacja. Jeszcze mogliby udać się na południe, ale z tej strony chyba i tak musieliby minąć Hollar. Kiepski wybór.
Licznik pechowych ofiar:
8

[Tereny poza miastem] Okolice murów

19
POST POSTACI
Mortiush cieszył się, że Pies w tym momencie myślał trzeźwo. Sytuacja w Hollar stała się już tak mało sensacyjna, że nawet nie pomyślał o ryzyku, jakby oblężenie trwało od zawsze i było codziennością. Z proponowanych kierunków jakoś chętniej myślał o drodze na południe. Może nie do samego ujścia, bo wejście w taki tygiel jaki słyszał że tam jest oznaczało dla niego wysokie ryzyko.
Nazwanie jednak Ujścia enklawą dla ludzi ich typu nie spodobało mu się. Choć miał świadomość czym się zajmuje i że większość ludzi zakwalifikowałaby go właśnie do takiego grona, sam uważał ich za tych, którzy mają zasady i nie niszczą ludzkich żyć. I tak też starał się zawsze postępować. Nigdy nie okradł żebraka, nie zabrał chleba dzieciom, a i wspomagał miejscowe dzieciaki. Tak właśnie zebrali "Sierotki" i tak powstała ich grupa. Grupa, która właśnie przestała istnieć...

-No to Oros- powiedział po chwili zamyślenia. Nie chciał dzielić się swoimi przemyślaniami z Psem. Nie w tym momencie.-Nie wiem, czy Ujście będzie dobrym kierunkiem docelowym. Może i robota by się znalazła, jednak konkurencja też. A ryzyko myślę porównywalne z innymi miastami, jedynie źródło może być inne. Ale zanim dotrzemy do Oros, coś wymyślimy. Gotowy do drogi?

Mort nie chciał zbyt długo tutaj zostawać. Nocna aktywność w kanałach mogła nie tylko ich zaangażować. Do tego masakra na drodze nieopodal miasta i bogowie wiedzą co jeszcze. Wszystko to sprawiało, że wolał oddalić się i nie ryzykować, że ktoś zacznie spoglądać poza mury w poszukiwaniu potencjalnych przyczyn. No i chciał też się po prostu oddalić. Skoro uż życie zmusiło go do zakmnięcia rozdziału w życiu, jakim było jego rodzinne miasto, chciał to zrobić nie zwlekając.

[Tereny poza miastem] Okolice murów

20
POST BARDA
I wyruszyli w podróż. W kierunku Oros. Nie wiedzieli jednak, że ich zmysły geograficzne są tak fatalne, jak się wydaje. Z drugiej strony nic dziwnego, skoro całe życie mieszkali w stolicy i musieli ją opuścić. Mieli dwie opcję - łatwiejsza drogę bez przeszkód w kierunku zachodu lub trudniejszą w kierunku południowo-wschodnim. Wybrali tą drugą, co oznaczało, choć jeszcze o tym nie wiedzieli - podróż w kierunku Nowego Hollar. Nie było innej drogi wybudowanej, która pozwalała ominąć to miasto. Mieli swoje drobne przygody, które zawsze się przytrafiały podczas podróży. Tu coś w wozie się poluzowało, tu koń potrzebował odpoczynku, złapał ich deszcz, burza albo po prostu musieli targować się w okolicznych wsiach o napitek i jadło.

I kiedy tylko byli na tyle blisko, by z wielu stai zauważyć znaki na niebie i ziemi, że oblężenie jeszcze się nie skończyło. Byli zbyt daleko, by się wycofać, więc musieli zrobić skrót przez pola i łąki po niezbyt ubitych drogach. Jedynym plusem tej sytuacji było to, że ziemia była na tyle sucha, by przejechać po niej bez większych problemów. Jednak pojawił się inny kłopot. Decyzja, co dalej zrobić. Musieliby jeszcze mocniej ominąć całą armię, by udać się na południe w kierunku Oros, co przy ich malejących zapasach było ryzykowne lub też wybrać się na wschód do bliżej położonego Meriandos. Wszak o tym mieście nie było można powiedzieć złego słowa. Spokojne miejsce, gdzie mieszkały niziołki oraz był także swoistym spichlerzem Keronu. Tak też o nim mówiono.
Spoiler:
Licznik pechowych ofiar:
8
ODPOWIEDZ

Wróć do „Saran Dun”