Wschodnia Ściana

226
POST POSTACI
Elspeth zawstydziła się jeszcze bardziej. Odmienność. Czy tym miał być Goren? Czy raczej stał się odskocznią, pijaną okazją do rozładowania emocji? Elfka opuściła znów spojrzenie.

- Była człowiekiem. Tak mi się wydaje. - Dodała po chwili, opisując wspomnianą dziewczynę. Nie za bardzo pamiętała tę, która zginęła pierwsza, od celnego ciosu, przed którym nie miała okazji się obronić. Dotąd Elspeth uważała to za konieczność: pozbawienie życia uciekinierki, tym bardziej takiej, która nosiła pod sercem bękarta. Teraz zaś, wybór ten wydawał się nie do końca słuszny. Czym zasłużyła sobie Gyranka na to, by trafić do niewoli, a później do łoża możnego elfa z podziemi?

Westchnęła lekko.

- To z nami robią? Katują nas słońcem? - Dopytała, bo chociaż możliwość wydawała się oczywista, w jakiś sposób była nierealna. Wykorzystanie tak prostej przewagi zakrawało o brak honoru. - Nim wywiesili mnie na deszczu, bili i poniżali. Tego się spodziewałam, nie... słońca.

Słońce było zbawieniem, ale jednocześnie klątwą. Elspeth nie miała czasu dłużej się nad tym zastanawiać, bo dłoń spoczęła na jej ramieniu. Uniosła wzrok na Velkyna. Mężczyzna był blisko i serce kobiety zabiło szybciej.

- Nie zawiodę cię. - Obiecała gorliwie, starając się nie utonąć w komplementach. - Jeśli przyjmiesz mnie do oddziału, zrobię wszystko, by osiągnąć wspólny cel.

Velkyn usiadł tuż naprzeciw. Elspeth miała na niego dobry widok, starała się dostrzec jego stan. Czy był zmęczony? Czy rana zabrała kolor z jego twarzy?

- Jak... ty się czujesz? - Zapytała po chwili wahania. - Rana, którą otrzymałeś, nie wyglądała na powierzchowną. Wiem, że jesteś silny, Velkynie.
Obrazek

Wschodnia Ściana

227
POST BARDA
- Szczerze powiedziawszy... nie wiem. Nie trafiłem do niewoli, nie znam ich taktyk. To tylko moje przypuszczenia - Velkyn wzruszył ramionami. - To nie ja tutaj spędziłem miesiące na powierzchni. Nie ja powinienem być uważany za specjalistę od tych spraw. Ale słońce jest zarówno błogosławieństwem, jak i problemem - wypowiedział na głos jej myśli. - Jedni znoszą je bez problemu, potrzebują tylko chwili, by się przyzwyczaić. Inni muszą chować się w cieniu i zapewne będą musieli już zawsze.
Nie określił, do której z tych dwóch grup należy on sam, ale nie mrużył oczu, gdy wyszedł z namiotu, by rozmówić się z Elspeth. Noc jeszcze nie zapadła, ale niebo było zachmurzone. Nie dało się z tego wyciągnąć zbyt wielu wniosków.
Dowódca skinął głową, przyjmując deklarację i nie skomentował jej więcej. Wyglądał na zmęczonego, ale czy była to wina rany, czy czegoś innego? Elfka nie wiedziała. Gdy zadała swoje pytanie, w zaskoczeniu uniósł brwi, a potem zaśmiał się cicho.
- To jest twoje pytanie? - upewnił się i pokręcił głową. - Jestem silny, a to tylko rana. Trwa wojna. To nie jest wcale najgorsze, co jeszcze może nas spotkać. Mogło być gorzej, strzała mogła być zatruta.
Milczał przez chwilę, odwzajemniając badawcze spojrzenie Elspeth, by w końcu westchnąć i opuścić wzrok. Wyglądał, jakby chciał coś dodać, ale zrezygnował, zanim myśli zmieniły się w słowa i wypłynęły na powierzchnię. Uniósł rękę i potarł ramię, przez które pod szarą koszulą przechodził bandaż. Tam nie był ranny, ale może opatrunek go irytował.
- Saell może chcieć twojego raportu, kiedy dotrzemy do Heliar - uprzedził ją. - Raportu z twojego pobytu na powierzchni. Każda informacja może się przydać. Możesz spisać wszystko, żeby uniknąć wielogodzinnego przesłuchania. Ja bym to zrobił na twoim miejscu.
Wychylił się do własnych pakunków i wyciągnął stamtąd niewielką, wąską tubę, z której wystawały pergaminy. Wyjął jeden z nich i wręczył go elfce, razem z zaostrzonym rysikiem.
- Wyruszymy o zachodzie, więc masz jeszcze trochę czasu. Przypilnuję, żeby Izzal ci nie przeszkadzał - obiecał. - Pomów też ze swoim niewolnikiem. Jeśli trzeba się go będzie pozbyć, najlepiej zrobić to tutaj. Nie mamy zasobów, żeby wieźć bezużyteczne ciało do miasta.
Obrazek

Wróć do „Wschodnia prowincja”