Obrzeża Turonu - Brama i okolice

46
POST BARDA
Komentarz Tamasa nie był zaskoczeniem dla Szamanki. W dzisiejszych czasach wiara w duchy i ich przewodnictwo znacznie osłabła. Zwłaszcza jeśli od dawna nie mieli kontaktu ze swoimi rodakami. Dodatkowo Tamas był mężczyzną, więc jego pogląd na sytuacje często zawierał dwie drogi. Postanowiła mu pomóc jeszcze w tej kwestii, choć wiedziała, że to zadanie należało do kogoś innego.
- Dlaczego uważasz, że jedno nie łączy się z drugim? To od ciebie zależy, jak wykorzystasz możliwości. Nigdy nie ma dwóch dróg. - Odpowiedziała na jego komentarz, choć zapewne będzie potrzebował czasu, by dokładnie to wszystko przemyśleć. Czas był tu potrzebny, choć go nie miał. Tak naprawdę był on wrogiem wszystkich ludzi. Z jakiegoś powodu teraz stał się potężniejszy.

Podziękowała mu skinieniem głowy, bo była bardzo osłabiona po tym wróżeniu. Dawno nie miała tak silnej wizji i podejrzewała, że był to bardzo silny wpływ ducha powietrza. Wypowiedziała jeszcze słabo ostatnie słowa do niego.
- Jeśli będziesz potrzebował pomocy, znajdziesz mnie tu. - Choć były one ciche i wysłowione z trudem, doskonale mógł je usłyszeć przed opuszczeniem namiotu.

Pogoda nieco się zmieniła na zewnątrz. Zebrały się ciemniejsze chmury i zaczął delikatnie padać śnieg. I kiedy tak wyjrzał, by zobaczyć, co się dzieje z wozem, ten był otoczony przez sporą grupkę Uratai w ciasnym kręgu. Niektórzy wymachiwali rękami, inni poruszali się niespokojnie. Gdzieś z boku stał jeden człowiek z rozstawionym stolikiem, acz co na nim było ciężko powiedzieć. I przez to zamieszanie wóz nie ruszył się nawet o stopę.
Licznik pechowych ofiar:
8

Obrzeża Turonu - Brama i okolice

47
Tamas szczerze mówiąc nie wiedział skąd takie założenie, ale pewnie wszystko mógł zwalić na to, że zazwyczaj postrzegał rzeczy realistyczno- pesymistycznie. Wypowiadanie tego jednak na głos nie przyniosło do tej pory żadnych rezultatów to lepiej czasami po prostu ugryźć się z język.
- Trudno połączyć te obie kwestie.- Oznajmił przekonany i kiwnął barkami. Przecież przełożeni nie stwierdzą nagle, że zamiast wracać do twierdzy, ma zostać na wschodzie i pilnować sytuacji z krasnoludami... chyba. Istniała w końcu i taka możliwość.

Na jej słabe słowa tylko pokiwał głową. Nie spodziewał się, aby potrzebował pomocy... chyba że odkryje, że został otruty, a odtrutki w pobliżu nie będzie... albo będzie potrzebował więcej pomocy duchów...- zdecydowanie potrzebował przemyśleć tą całą sprawę na spokojnie, a słowa przepowiedni wyryły mu się w głowie. Niemniej nie zamierzał nikomu tego mówić, bo jeśli dobrze pamiętał... los był siłą osobną od bogów i przeznaczenie ukute przez nich nie było tym samym co los, który mógł odchylać ścieżkę według własnych chęci- można by określić Los jako innego boga, który nie współpracował z panteonem.
Mruknął na pożegnanie i wyszedł z namiotu. Widząc poruszenie, od razu wyminął ogromną grupę zebranych i zaczął zachodzić od tyłu gościa przy stoliku, aby zwyczajnie spojrzeć co wywołało takie poruszenie. Poza tym większość stała z przodu, uznając to za swoistą kolejkę... Tamas do niej nie należał. Bardziej chciałby odsunąć stolik z traktu na którym były wszystkie wozy, teraz zblokowane przez zbiegowisko.
Kartoteka
Będę żył i umrę na posterunku.
Jestem mieczem w ciemności.
Jestem strażnikiem na murach.
Jestem ogniem, który odpędza zimno, światłem, które przynosi świt, rogiem, który budzi śpiących, tarczą, która osłania krainę człowieka.

Obrzeża Turonu - Brama i okolice

48
POST BARDA
Podchodząc bliżej, najpierw usłyszał okrzyki, które dopingowały kogoś. Okrzyki: "Dalej! Mocniej! Obij mu ten głupi ryj!" Do tego odgłosy wiwatowania, a czasem buczenie i gwizdy. Ten, kto siedział przy stoliku, przyjmował zakłady. Tamas podchodząc, zobaczył na stoliku stosik sakw, a tym, który był odpowiedzialny za to, był nie kto inny, niż Genush. Będąc już całkiem blisko, dostrzegł, jak Vickri, Kristin i Olific nawołują innych, by zobaczyli i stawiali zakłady.
Reszta z wyjątkiem Bohura starała się utrzymać porządek. A ten ostatni rodzinek znajdował się w środku tego kręgu i słuchać było jego okrzyki zwycięstwa. Ktoś namawiał do tego, by kolejny śmiałek się z nim zmierzył.
- Nim dowódca zacznie krzyczeć na nas wszystkich, proszę posłuchać. -
Rzucił Genush, kiedy tylko go zobaczył, uprzedzając jakiekolwiek jego słowa. - Zastanawialiśmy się z chłopakami, jak długo tu zostaniemy. Patrząc na to, że fundusze mamy ograniczone zastanawialiśmy się, jak możemy sobie dorobić, by nam starczyło na pobyt dłuższy w razie czego. No i trzeba odkupić beczkę piwa, bo jednak dawanie niepełnej nie jest w porządku. To już wygraliśmy od jednego kupca z południa. - Mówił bardzo szybko, by Tamas nie wszedł mu słowo, jakoby zdanie tego raportu było najważniejsze w jego życiu. A przynajmniej w tej chwili.
- Zaczęło się wszystko od tego, że jakiś knypek zaczął obrażać Bohura. Ten wykazał się wręcz, jak na niego spokojem, ale jak gnojek obraził pana Honor, no to już nie wytrzymał. Zbił go jak stary Yeti jelenia. No i pojawił się tłumek, który chciał się sprawdzić. Wie pan, jak to jest... No to postanowiłem wykorzystać okazje i trochę na tym zarobić dla nas. - I dopiero po tym, jak wypowiedział ostatnie zdanie, zaczął oddychać. Lepiej było natychmiast wyjaśnić sytuację, niż czekać na pytanie i tłumaczyć się, jakby było się winnym.
- Owszem, stoimy, ale myślę, że to się opłaca. - Dodał jeszcze.
Licznik pechowych ofiar:
8

Obrzeża Turonu - Brama i okolice

49
Tamas początkowo poczuł ukłucie złości kiedy zauważył, że całe to zamieszanie miało związek z jego ludźmi. Najwyraźniej pozostawianie ich samych sobie było złym pomysłem. Potem uznał, że ma zdecydowanie większe problemy, niż niesubordynacja żółtodziobów. Przystanął przed Cichaczem i obdarzył go zmęczonym spojrzeniem.
- Waszym zadaniem jest siedzenie na dupach w wozach, a nie zamartwianie się o opłaty i podarunki dla króla.- wycedził niezwykle cicho i nie patrzył przy tym na rozmówcę, a na Małego, któremu nie obito do tej pory pyska i na szczęście owy knypek okazał się nie być faktycznie niezbyt dobry w walce wręcz.
- Na Tobie spoczywa rozgonienie tej grupy i zebranie się wszystkich na wozy. Blokujecie szlak do twierdzy i nie minie długi czas jak ktoś w kolejce się wkurwi.- pokazał na niego palcem, ale wyjątkowo nie podnosił głosu. Raczej nie był wybuchowym człowiekiem- Jak już uprzątniesz bajzel to wróć do mnie.
Po tych słowach Tamas go wyminął i podszedł do swojego miejsca na wozie, a potem usiadł. Ponuro patrzył przed siebie na stojącą kolejkę, która niezbyt się ruszała, ale jednak krasnoludy musiały kogoś wpuszczać, albo odprawiać. Może i potrwa to do wieczora? Albo rana? Zazwyczaj w nocy karawany nie są wpuszczane, no przynajmniej jest tak w większości miast i twierdz, gdzie zamyka się bramy do świtu. Może tutaj jest podobnie? Nawet jeśli nie... to przecież ludzie w wozak pozasypiają. Yh, gdzie ta Joverna...

Kiedy już tłum się rozszedł Tamas oczekiwał przybycia Cichacza, ale równie dobrze mógł przyjść któryś inny (pomijając woźnicę, który przecież miał powozić). Niby nie musiał dbać o morale swojej małej grupy, ale czy faktycznie mu zaszkodzi jeśli da im nieco więcej swobody? Przecież i tak nic nie robili, więc siedzenie na dupach mogli przynajmniej czymś zastąpić.
- Jeśli chcecie się bawić w takie rzeczy to róbcie to przede wszystkim poza głównym szlakiem i to po zachodzie słońca, kiedy jest jeszcze większa szansa na to, że nie wpuszczą przyjezdnych- wyjaśnił ponuro na wstępie- Siedźcie przy tym ile sobie chcecie, ale wozy mają się przesuwać wraz z pozostałymi, a wy macie być każdego poranka na nogach. Macie też nie niepokoić mieszkańców obozów.
Dodał, a potem gestem łapy odprawił przybyłego, aby nawet nie próbował dyskutować. Czy wykorzystają szansę? Miał to w dupie. On oczekiwał na przejazd...
Kartoteka
Będę żył i umrę na posterunku.
Jestem mieczem w ciemności.
Jestem strażnikiem na murach.
Jestem ogniem, który odpędza zimno, światłem, które przynosi świt, rogiem, który budzi śpiących, tarczą, która osłania krainę człowieka.

Obrzeża Turonu - Brama i okolice

50
POST BARDA
Genush przyjął krytykę bez słowa zająknięcia. Oczywiście nie podobało mu się to, że Tamas nie zająknął się nawet o obronie jego honoru. W jego skromnej ocenie jako jego ludzie powinni się martwić o takie rzeczy. Nie byli bezrozumnymi niewolnikami, by nie mieć własnego zdania. Chcieli pomóc, jak tylko potrafili, aby dowódca mógł na nich polegać. Nie widzieli w tej akcji niczego złego. Kiedy tylko i wyłącznie Tamas wyminął się, Cichacz podszedł do kilku osób z ich grupy, by przekazać sytuacje i powiedzieć, jakie są obecne rozkazy. Wkrótce rozległy się głośne słowa o zakończeniu walk i rozkazy opuszczenia tego miejsca. Przy oczywistym niezadowoleniu i buczeniu reszty. Trochę zajęło wyproszenie wszystkich, aczkolwiek w końcu już nikt nie otaczał ich wozu.

Skoro Genush był wyznaczony na przyjście, to przybył. To on miał teraz tego pecha, by wysłuchać kolejnej reprymendy Tamasa i jak już miał w zwyczaju, milczał. Wtedy to po prostu trochę się chłopak poddenerwował, ale teraz wrócił do dawnego siebie. I tak odprawienie było w tym wypadku skuteczne. W końcu mogli ruszyć w dalszą drogę do bram twierdzy. Przynajmniej z tego zamieszania coś ugrali. Może nie było to takie wielkie, ale dodatkowe zasoby były czymś, co mogli wykorzystać później.

Joverna przybyła do ich wozu, kiedy byli niedaleko Tunelu. Zostały trzy pojazdu przed nimi i będą mogli porozmawiać ze strażnikami. Wbrew pozorom minęło wiele godzin, nim byli tak blisko. Karawana poruszała się bardzo wolno z racji na kontrolę. Bardzo wiele pojazdów zostało odprawionych, by mogli przeczekać na zewnątrz.
- Dowiedziałam się kilku rzeczy. Wygląda na to, że mają konkretny powód, by odmawiać wjazdu tak wielu. - Stwierdziła zmęczona i usiadła obok Tamasa. Sięgnęła do swojego plecaka po zapasy jedzenia.
- I słyszałem ciekawą plotkę, że jeden z wozów zyskał szacunek, bo podobno jest tam jakiś niepokonany wojownik. -
Licznik pechowych ofiar:
8

Obrzeża Turonu - Brama i okolice

51
A co miał w zasadzie zrobić? Podziękować im? Dać im medal, albo dupy tylko za to, że bronili honoru kogoś innego? Zapewne postrzegali honor Tamasa jako swój własny to i przede wszystkim chronili też swoje klejnoty. Zresztą głównym problemem było przede wszystkim to, że na podstawie obrony honoru znaleźli sobie sposób na zarobek od przybyłych. Tamas bardziej martwił się tym, że krasnoludy zaraportują potem odpowiednim osobom, że Orla Straż zorganizowała sobie zawody pod ich bramami, jakby w ogóle nie przybyli celem rozmowy, tylko jakiegoś hazardu. Cichy i w zasadzie nikt inny nie pomyślał najwyraźniej o tym, bo chwilowa zabawa była zdarzeniem na teraz, a niech się martwią ci, którzy będą sprzątać ten burdel.

Po czasie ten dalej miał nietęgą minę, chociaż Tamas nie dawał mu reprymendy, a jedynie sposobność do tego, aby robili sobie później to co się im podobało, albo nawet już w twierdzy jeśli faktycznie będą tak bardzo chcieli. Nie docenił tego najwyraźniej bo bez słowa po prostu sobie poszedł.
Wielkolud nie zawracał już sobie tym głowy bo i nie było czym. Sprawa z grubsza była załatwiona.

Zachodziło już słońce i Tamas miał nadzieję, że krasnoludy na bramie faktycznie nie zatrzasną jej do poranka. Miał już dość siedzenia na dupie, a i sucha wołowina zamarznięta na kość była czymś okropnym po dwóch godzinach. Poddenerwowany tym nieróbstwem w końcu zaczął chodzić po okolicy bez większego celu zastanawiając się nad słowami szamanki jak i tym co będzie dalej. Może z Małego mógł zrobić wodza skoro tak się rwał do pojedynków? Nie grzeszył rozumem, ale i taka była skłonność większości z barbarzyńców, którzy nad mądrość przekładali siłę i chęć do walki. Tamas zdecydowanie za dużo czasu spędził u Orlich, żeby patrzeć na świat w tak prosty sposób.
W końcu wróciła Joverna, której nie było prawie cały dzień. Tamasowi na język cisnęły się pytania, czy ona obeszła dookoła całą twierdzę i górę przez ten czas, jednak ona zaczęła mówić, a więc on chwilę milczał.
Myślał, iż powie coś więcej, ale nawiązała jednak do innego tematu na który Tamas machnął ręką.
- Mały się pobił z jakimś południowcem, bo obrażał mój honor. Na prawdę czuję się jak dziewka, którą ktoś musiał bronić... Niemniej na tym sprawa nie stanęła i chłopcy uznali, że zrobią sobie z tego zakłady, blokując też przejazd gapiami. Zyskali kolejną beczkę piwa od jakiegoś kupca i nieco miedziaków z zakładów.
Wyjaśnił dość wyczerpująco, aby kobieta miała jasny pogląd na sytuację. Zresztą jeśli zechce wyrazić swoją opinię to Tamas z pewnością jej wysłucha.
- Czego się dowiedziałaś?
zapytał po chwili, kiedy już rozwiązali sprawę wcześniejszego tematu.
Kartoteka
Będę żył i umrę na posterunku.
Jestem mieczem w ciemności.
Jestem strażnikiem na murach.
Jestem ogniem, który odpędza zimno, światłem, które przynosi świt, rogiem, który budzi śpiących, tarczą, która osłania krainę człowieka.

Obrzeża Turonu - Brama i okolice

52
POST BARDA
Joverna popatrzyła na niego i szczerze się zaśmiała. Jego reakcja i słowa były wystarczająco, by mogła wyobrazić sobie to, co się stało. Jako kobieta z południa miała też jeszcze inny obraz na sytuację.
- Wy mężczyźni, zawsze patrzycie na wszystko pod kątem własnej dumy. - Stwierdziła rozbawiona, co było przytykiem do jego wcześniejszych słów. Powinna poczuć się obrażona, bo wspomniał o dziewce. Już założył, że wymaga ochrony. To samo mogłaby powiedzieć o chłopcach, którzy nawet kijkiem nie potrafi wymachiwać.
- Z tego, co wiem, to twoi krewniacy. Nie wiem, jak w zwyczaju mają okazywać szacunek i respekt, ale mówisz, że wolisz, by każdemu urywali głowy i przynosili ci trofeum z ciał każdego, kto tylko ci naubliżał? A może mają terroryzować wszystkich? W końcu to ten prosty honor kieruje ich działaniami. - Z jakiegoś powodu to wszystko ją bawiło. Może podczas jej wyjścia stało się coś, co poprawiło jej humor.
- Do tego nigdy nie słyszałem w twierdzy, by jakikolwiek rekrut wykazał się jakąkolwiek kreatywnością i pomysłowością, a tu proszę - wykorzystali sytuację najlepiej, jak się da. Powiedz mi zatem, skoro z twego tonu słyszę, że absolutnie ci to nie odpowiada. Gdzie mieliby sprawdzać swoją swój niszowy spryt, jak nie w takich sytuacji, jak ta? Czy to później nie pozwoli im lepiej dostosować się na polu walki do zmieniających się warunków, kiedy zabraknie twoich rozkazów? - Spytała, spoglądając na niego już nieco poważniej. Była pewna, że postrzegał to w swój prawo albo lewo. Nie było nic pośrodku. Dał się ponieść gniewu, wynikający z głupiej dumy.
- Powiem ci tak, ty się martw, kiedy nie będą więcej bronić twojego honoru. Wtedy to by oznaczało, że przestali cię szanować. Żaden dowódca bez szacunku swoich podwładnych nie zajdzie daleko. Najgorsze, co mogłeś zrobić to ich zrugać, bo wtedy pokazałbyś, że ich wysiłki były bezsensowne. - Co miała oczywiście nadzieje, że nie zrobił tego. Poznała Uratai na tyle, by wiedzieć, w jaki prosty sposób postrzegali świat. To było czasami bardzo urocze, jak na to patrzyła. Uroczo głupie.
- A tak, okazało się, że w twierdzy szerzy się jakiś kult Sióstr. Kapłani Turoniona mają wielki problem z nimi. Kusi zwłaszcza młodych krasnoludów, którzy chętnie podążają za ich wskazówkami. Co oczywiście radośnie oznacza problemy wewnętrzne. I podejrzewam, że będzie tego więcej, bo Król próbuje utrzymać porządek i jedność swoich poddanych, ale jest ciężko. Więc pewnie jest coś więcej, tylko niechętnie się o tym szepce. - Stwierdziła zamyślona, kładąc palec wskazujący na podbródek i stukając nim.
Licznik pechowych ofiar:
8

Obrzeża Turonu - Brama i okolice

53
Na jej pierwsze słowa nieco ściągnął brwi i pokręcił głową. Nie zgadzał się z nią, ale i wykłócać się nie chciał o drobiazgi. Z jednej strony chroń swój honor, ale jak burzysz się, że ktoś obronił Twój honor za Ciebie, to mówią Ci, żeś się dumą unosisz, eh. Z pewnością nie mówił o Jovernie, która ewidentnie potrafiła o siebie zadbać. Była kobietą, dziewką, ale nic to nie oznaczało jeśli potrafiła wywalczyć sobie drogę ku swoim celom nie gorzej, niż dobry szermierz, a już na pewno lepiej, niż każdy oprych.
- Nic takiego nie powiedziałem. Może i pochodzę od nich, jednak znacznie większą część życia spędziłem w Twierdzy, a jako szczyl ostatnie o czym myślałem to o wielkim honorze i bezmyślnym pchaniu się w walki, których nie mogę wygrać. Dla mnie jeśli w ogóle na wojnie istnieje jakikolwiek honor, to kryje się wyłącznie w walce w obronie innych.- odpowiedział nieco zgaszony, bo nie do końca wiedział czy Joverna faktycznie ma go za takiego potwora tylko dlatego, że pochodzi od Uratai.

-A czy mam im pozwolić obijać każdego napotkanego człowieka, żeby wykazywali się też w tym? Jeśli mnie nie ma to Ty będziesz odpowiedzialna za ich poczynania, a ich niszowy spryt nie jest nawet cieniem Twojego. Zresztą pewnie podobnie sprawy się mają z moim sprytem.- machnął ręką, aby odgonić temat. Miała po części rację, dlatego też przecież nie zabronił im kontynuować procederu, tylko robić to w lepszym czasie i na pewno z boku, a nie na głównym trakcie do twierdzy krasnoludów. Nie był zresztą zły, co raczej starał się okazać, nie podnosząc nawet głosu przy rozmowach z Cichym. Inny to mógłby batożyć za niesubordynację, bo tak określiłby wyjście przed szereg kogoś, kto tak nie powinien postępować. Rekruci tego nie wiedzieli, Joverna też raczej nie była na tyle długo w Twierdzy, aby poznać wszystkie tajniki ich szkoleń i kapitanów. Ile ona była w Straży? Nigdy wcześniej jej w końcu nie widział, więc pewnie przybyła po walce na Błyszącej. Kiedy to było? Yh, dwa miesiące temu?
- Nie zrugałem i nie zamierzam, bo w ogólnym rozrachunku postąpili dostatecznie... dobrze- niemniej klepać po głowach nikogo nie będzie, bo Tamas po prostu nie potrafił zbytnio doceniać ludzi, ale już mniejsza o to.

- I zamierzasz przy nich powęszyć?- zapytał wprost chociaż nawet nie wiedział czym miałby być ten cały kult Sióstr. To pytanie padło dopiero po chwili- Na czym może polegać ten kult? Inni bogowie, czy raczej namowy na pomoc reszcie świata z demonami?
Kartoteka
Będę żył i umrę na posterunku.
Jestem mieczem w ciemności.
Jestem strażnikiem na murach.
Jestem ogniem, który odpędza zimno, światłem, które przynosi świt, rogiem, który budzi śpiących, tarczą, która osłania krainę człowieka.

Obrzeża Turonu - Brama i okolice

54
POST BARDA
Joverna przekrzywiła głowę, obserwując go uważnie i chyba już widziała, gdzie leży problem. Sam o tym mówił i chyba się nie domyślał tego. Mężczyźni czasem byli bardzo prostolinijni. Nie potrafili przez to połączyć kropek, by stworzyć linie, która to zaprowadzi go do odpowiedniego rezultatu. To chyba wciąż było jej zadanie.
- Właśnie zrobiłeś pierwszy krok do rozwiązania problemu. Widzisz, ty jesteś przesiąknięty życiem w twierdzy. Zapomniałeś o tym, skąd pochodzisz. Oni w większości są wychowani zgodnie z tradycjami własnych plemion. I teraz zadam ci pytanie. Co z tym TY możesz zrobić? I błagam, narzucenie własnych przekonań to najgorsza odpowiedź. - Dała mu podpowiedź, by przypadkiem nie rozwalił własnej drużyny. Oczywiście istniała druga zła opcja, o niej oczywiście nie wspominała. To było takie małe wyzwanie umysłowe, które to miało zmusić go do szukanie odpowiedzi.
- Oczywiście, że tak. Naucz ich jednak robić to we właściwy sposób, by nie trafili do lokalnych cel. Skoro chcą bronić swojego dowódcę, należy jedynie im przekazać, jak to robić, by strażnicy nie mogli ich ukarać. Każde miasto ma przecież własne zasady na pojedynki zgodne z prawem. - Wzruszyła ramionami, bo ona na pewno nie zamierzała ustawiać ich w rządku i niszczyć ich zalet. Owszem, razem z tym były wady, ale stworzenie idealnych wojaków nie będzie nigdy możliwe. Należało więc pracować z tym, co się miało.
- Doceniam komplement słońce. - Uśmiechnięta się do niego nieco szerzej. - Nie mniej nieco sobie umniejszasz, nieprawdaż? Jestem pewna, że twój spryt wojenny jest bardziej rozwinięty, niż mój. Ja nie toczyłam wojen innych niż na pojedynczą skalę w mieście, a i tak wpadłam w pułapkę. - Jej głos w tym monecie z radosnego, stał się nieco smutny. Trwało to chwile, gdyż wróciła do swojego zwyczajnego tonu.
- Cieszy mnie to, nie jest jeszcze z tobą tak źle, staruszku. - Zaśmiała się, bo faktycznie mógłby być jej ojcem, jak dobrze liczyła. Więc nazywanie go tak nie było takie złe. Następnie nieco spoważniała.
- To będzie trzeba sprawdzić. Ze słów wywnioskowałam, że to jakaś sekta. W teorii może to odnosić się do Iny i Miry, ale wątpię w to. To takie dziwne, że mowa o tym jest dokładnie, kiedy nasiliły się ataki demonów. Wolę sprawdzić, czy te dwie rzeczy nie są ze sobą powiązane. - Stwierdziła na poważnie, bo miała przeczucie, że coś więcej za tym się kryje.
Licznik pechowych ofiar:
8

Obrzeża Turonu - Brama i okolice

55
Joverna najwyraźniej była nastawiona na to, aby grać rolę przewodnika w krainie, która była jego domem. To nieco zabawne, że jakaś kobieta z południa mówiła mu co powinien zrobić ze swoimi rodakami, a w końcu w ich grupie było tylko dwóch Uratai, a reszta to południowcy zupełnie jak ona.
- Mam wrócić do korzeni, to mi właśnie sugerujesz. To ja wpadłem między wrony i powinienem krakać jak one.
Odpowiedział nieco z rezygnacją. Staremu miśkowi nakazywano nauczyć się nowych sztuczek, a raczej przypomnienia sobie jak to jest żyć w dziczy... Poza tym po co? Bo Szamanka twierdziła, że on się nada na jakiegoś wodza? A jak Joverna się w tym odnalazła? To dziwna sprawa, ale najwyraźniej Dola chciał mu bardzo udowodnić, że jego ścieżka jest wytyczona, a on powinien po prostu nią podążać.

Nauczyć ich bić się tak, aby bronić honor, ale nie trafić za kraty? To było zdecydowanie bardzo nieodpowiednie miejsce do takich nauk, ale miał pewien pomysł i na to. Wystarczyło iść pod posąg Turoniona i uznać pojedynek jako sprawę sprawiedliwości...
- Nie byłem wcześniej w krasnoludzkiej twierdzy, ale podejrzewam, że znajdzie się kilka sposobów...
Odpowiedział nieco mniej niechętnie, chociaż perspektywa nauczania też mu się nie za bardzo podobała. Na prawdę chciałby po prostu przekazać wieści i najlepiej wracać do twierdzy, jednak malowała się przed nim na prawdę ciężka i wyboista droga w której musiałby połączyć obowiązek Strażnika, wypełnić lukę w władzy nad Uratai i jeszcze najlepiej przekonać niskorosłych do współpracy. Czy podoła? Nie chciał, ale i tak spróbuje. Tak samo obsrany żółtodziób nie chciał iść na wojnę, ale był pchany na przód.
- Może trochę, ale nie postrzegaj mnie jako stratega. Jeśli masz jakieś przemyślenia to lepiej się nimi podziel, nawet jeśli będą całkowicie sprzeczne z tym co sam myślę.
A tak komplementy... Na prawdę nie znał się na politycznych intrygach, nawet jeśli strategię na polu walki nieco lizał przez to, że wykonywał polecenia i raz czy dwa był sam dowódcą jakiejś grupy ( no i ta ostatnia została praktycznie całkowicie wyrżnięta, co wcale nie poprawiało jego ego).

Cóż, dlatego właśnie Tamas starał się nie postrzegać jej jako kobiety, a raczej współpracownika. Nic się między nimi nie wydarzy, nawet jeśli kobieta była całkowicie dorosła i mogła równie dobrze sypiać z pomarszczonymi starcami (na szczęście Tamas pomarszczony jeszcze nie był, albo dobrze to kryl pod brodą). W każdym razie wzmianka o tym, że jest staruszkiem wywołała u niego lekki grymas, który zamienił na uśmiech.
- Trzeba też poszukać informacji o tych humanoidach, które rzekomo pojawiały się w twierdzy. Raczej ciemnoskóre istoty, które nie są rosłe będą rzucać się w oczy, o ile którąś się dojrzy.
Tak, zdecydowanie Joverna też będzie miała ręce pełne roboty...
A teraz... przed nimi brama.
Kartoteka
Będę żył i umrę na posterunku.
Jestem mieczem w ciemności.
Jestem strażnikiem na murach.
Jestem ogniem, który odpędza zimno, światłem, które przynosi świt, rogiem, który budzi śpiących, tarczą, która osłania krainę człowieka.

Obrzeża Turonu - Brama i okolice

56
POST BARDA
- A potem cię łapie jakiś treser ptaków. - Odrzekła ze śmiechem, przeinaczając nieco jego słowa tak, by brzmiało to tak, że nie brał pod uwagę kolejnej drogi. - Błędna odpowiedź, dowódco. - Uśmiechnęła się przy tym szeroko i poprawiła włosy. - Masz drużynę, która łączy w sobie twoją przeszłość: Uratai oraz teraźniejszość w postaci twierdzy i innych rekrutów z Keronu. Masz zamiar bawić się w wahadło? Lepiej nie. Sugeruje ci coś innego. - Zrobiła ruch ręki, jakby pokazywała, że zamysł jest prosty, jak budowa cepa. - Połącz najlepsze cechy z przeszłości i teraźniejszości. Wtedy osiągniesz najlepszą możliwość przyszłość. - Dodała na końcu. Oczywiście sama nie wiedziała, jak to zrobić. Ona patrzyła na wszystkie zgodnie ze starą Kerońską szkołą. Wykorzystać własne atuty tak, by dawały, jak najlepszy rezultat, niwelując negatywne rzeczy. Co nigdy proste i łatwe nie było. Pomagała w małych organizacjach. W dużych o to było już zwyczajnie trudno. Tutaj mieli do czynienia z pierwszą sytuacją.
- I widzisz. To jest dobre myślenie. - Stwierdziła z uśmiechem. Skoro miał pomysły, mógł myśleć, jak wcielić je w życie. Ona w ogóle nie miała znajomości z niskim ludem, choć wiedziała, że lepiej ich tak nie nazywać. Nie bez powodu mówiło się, że ktoś jest uparty jak krasnolud. Wierzyła, że było w tym wiele prawdy. Będzie miała potem rozmowy z kilkoma osobami w sprawie tego, jakie one w ogóle są. Wątpiła, by jej atuty mogły tutaj zadziałać. Potrzebowała innego pomysłu, jak realizować swoje cele.
- Spróbuje, ale to nie jest moja działka. - Odpowiedziała natychmiast. Ona znała ulicę, zasady, jakie rządziły w niej, a nie wielkie bitwy i strategie. To nie był jej świat i nigdy nie chciała do takowego wchodzić. Los jednak miał inne zdanie na ten temat i jak widać, skończyła tam, gdzie obecnie jest.

- Ciemnoskóre, niezbyt rosłe u krasnoludów... Wiesz, że to równie dobrze opis gnomów? - Zauważyła, ale rozumiała, do czego zmierzał. Zapowiadała się długa i ciężka praca, jak już dostaną się do środka. Nie będzie się nudziła, może nawet coś zacznie stanowić dla niej wyzwanie. Potrzebowała rywalizacji, bo inaczej zanudzi się nieco. Dreszczyk emocji zawsze był w cenie.

W końcu ich karawana dotarła do bram twierdzy krasnoludów. Słońce już prawie zaszło.
- Czego tu szukają? - Odezwał się szorstki głos zmęczonego krasnoluda, a obok niego stało trzech innych strażników. Oczywiście zwrócił się on do woźnicy, który był najbliżej. Cała czwórka była ubrana w pancerze i dwójka miała przy sobie topory, a reszta kuszę. Widać było po nich, że chcą już skończyć zmianę i udać się do domów.
Licznik pechowych ofiar:
8
ODPOWIEDZ

Wróć do „Turon”