[Tereny poza miastem] Okolice murów

1
Tereny za murami miasta różniły się w zależności, gdzie się było. On strony południowej przebiegał Trakt, który łączył się z innymi przy bramach na wschodzie i zachodzie. I to głownie przy tych terenach rozwijały się znacznie mniejsze mniejsze osady. Dostępność traktu zdecydowanie ułatwiała budowanie takich terenów. Z północnej strony znajdowały się głownie lasy oraz łąki. Często na samych traktach za dnia wędrują strażnicy, pilnujący porządku.
Ostatnio zmieniony 04 cze 2024, 21:56 przez Naf, łącznie zmieniany 1 raz.
Licznik pechowych ofiar:
8

[Tereny poza miastem] Okolice murów

2
POST BARDA
Na samym końcu tunelu znajdowało się krata. To ona przeszkadzała w opuszczeniu tego miejsca. Przewodnik nie wydawał się tym przejmować i pośpieszne prowadził ich w to miejsce. Od pewnego czasu słyszeli te dziwne metaliczne kroki, które wydawały się za nimi podążać lub to coś krążyło w ich pobliżu. W tej okolicy było całkiem sporo połamanych już kości, choć czy warto było zwracanie sobie uwagi? Słyszeli także piszczenie szczurów, które uciekały. Nie widzieli żadnego z nich od pewnego czasu.

Przewodnik podszedł do kraty, chwycił ją i szarpał się z nią, kopiąc od czasu, do czasu w dół. I choć na pierwszy rzut oka wydawała się solidnie przymocowana, jednak okazało się, że pozory i po paru sprawnych ruchach, opadła na zielsko, wypchnięta przez niego. W tym tunelu nie było miejsca, by ktoś mógł stać obok siebie. Zaraz starzec wyskoczył pierwszy.
- Prędko. Nigdy nie wychodzą na zewnątrz. - Pokazał nawet dłonią, by się pospieszyli ich, a także poganiał, a kiedy już z psem się oddalili od wejścia w tunelu, przemierzając roślinność, on sam ruszył i wtedy usłyszeli jego krzyk. Jak się odwrócili, zobaczyli, jak ich przewodnik jest przebity przez końcówkę ogona z ostrym szpicem w okolicy brzucha.
- Uciekajcie głupcy. - Wyrzucił z siebie, plując krwią i został uniesiony w powietrze i wciągnięty do tunelu. Jego los praktycznie przypieczętowany. Krew jego plamiła lokalna roślinność.

Znajdowały się na południowej stronie miasta, blisko traktu, który o tej porze nocy był pusty. Nikt nim nie przejeżdżał. Noc była całkiem chłodna, a księżyc świecił słabo przez chmury. Musieli teraz zdecydować, co chcą robić. Mogli odetchnąć z ulgą, że nie groziło im już niebezpieczeństwo w kanałach. Dokonali czegoś niezwykłego. Jako nieliczni przeżyli okropieństwa, czające się w mroku zapomnianych przez większość kanałów miasta. To był jak całkowicie inny świat nad tym, który dobrze znali.
Spoiler:
Licznik pechowych ofiar:
8

[Tereny poza miastem] Okolice murów

3
POST POSTACI
Nareszcie się wydostali. Mortiush już miał ochotę rzucić się na trawę i odetchnąć, kiedy wydarzyło się... to... Stał przez chwilę jak wryty obserwując jak to Coś wciąga ich byłego już przewodnika do kanałów. Dopiero po kilku sekundach otrząsnął się i pchnął Psa, by jak najszybciej się stąd oddalić.

-Co to kur.. było?!- zapytał nie oczekując odpowiedzi kiedy już wejście do kanałów zniknęło za nimi.

Rozejrzał się za jakąś dziurą czy innym wykrotem i z radością zrzucił tam swoje śmierdzące futro. Nie sądził by to coś zmieniło w kontekście ich zapachu, ale po wyjściu zaczęło mu to nieznośnie ciążyć. Wyciągnął rękę do przyjaciela by pomóc mu dorzucić swoje. Dopiero teraz zastanowił się, gdzie się znajdują. Większość swojego życia spędził w mieście, okazjonalnie tylko wychylając się poza mury. Jego znajomość terenów poza miastem była więc najwyżej powierzchowna. Traktami umiałby się poruszać, jednak między nimi nie bardzo znał ścieżki. W tej kwestii liczył więc bardziej na Psa

- Wiesz, gdzie wyszliśmy? I którędy do punku spotkania?

[Tereny poza miastem] Okolice murów

4
POST BARDA
Pies także wpatrywał się w scenę z ich przewodnikiem z niedowierzaniem i strachem w oczach. Był w szoku, bo choć on sam słyszał historie i widział reakcje człowieka, który ich oprowadzał, aczkolwiek nigdy do końca nie dowierzał. Teraz miał przed swoimi oczami grozę kanałów i rozumiał, że w plotkach kryła się prawda. Dopiero ruch Mortiusha spowodował, że także ruszył się, by oddalić od tego wyjścia.
- Sam chciałbym kurwa wiedzieć. - Tak naprawdę to nie chciał, ale nie miał lepszego komentarza na jego pytanie retoryczne. Jedno było pewne, nigdy więcej nie pójdzie dobrowolnie do żadnych kanałów. Jeśli w innych żyje coś takiego - to zdecydowanie lepiej tego nie spotykać więcej.

Oddalili się na tyle, by zgubić z oczu to miejsce w murach. Nic ich nie goniło. Mogli powiedzieć, że są bezpieczni. I znalezienie miejsca, gdzie mogli zrzucić futro, nie było trudne. Oni sami nasiąkli zapachem już, że nie wyczuwali tego, jak pachną.
- Tak. Jak się orientuje, jesteśmy bliżej wschodniej bramy, a musimy iść na zachód. - Popatrzył na latarnie z grzybem, która wciąż oświecała im drogę, choć było to już ledwo widoczne. Księżyc oświetlał teren wystarczająco, by nie zgubili drogi.
- Muszę przyznać, że przydatne cholerstwo. - Przyznał i nie mając gdzie przypiąć, trzymał w dłoni, po tym, jak sam już nie musiał nosić ciężkiego futra. Sprawdził jeszcze, czy niczego nie zgubił podczas tej całej wyprawy.
- Dobra tędy. - Wskazał głowę, by po drodze po prostu porozmawiać z przyjacielem, by zabić czas, który będą potrzebowali, by dojść do miejsca, gdzie mieli się spotkać z resztą.

Minęła znacznie dłuższa chwila i minęli zachodnią bramę oraz zeszli z traktu w kierunku mniej uczęszczanych terenów. Do ich nosów dotarł zapach, który obydwoje dobrze znali. Zapach śmierci, rozkładu i trupów. I było to całkiem niedaleko nich.
- Kurwa...- Warknął Pies. - I pospieszył w tym kierunku. I to, co zobaczył, sprawiło, że zaniemówił. W miejscu, gdzie byli, znajdowało się sporo trupów. I wszystkie z nich Pies znał. Szybko nawet mogli poznać, że było tu ciało Shaza i paru osób z domów.
- Ja jebie.... -
Licznik pechowych ofiar:
8

[Tereny poza miastem] Okolice murów

5
POST POSTACI
Jakkolwiek sprzeczne z okolicznościami, taki wieczorny spacer z przyjacielem był bardzo miłą odmianą od codzienności ostatnich dni i całkiem...przyjemny. Spokój nocy i brak pościgów czy innych "atrakcji" na karku stosunkowo szybko pozwolił odetchnąć i uspokoić nadszarpnięte wydarzeniami sprzed chwili nerwy. Mortowi udało się nawet odepchnąć od siebie te obrazy i na chwilę o nich zapomnieć. Nie miał nawet ochoty dalej rozważać planów, jaki ma być następny krok. W krótkiej perspektywie mieli to jasne- znaleźć swoich i ruszyć w drogę. Pozwolił więc, by po prostu zmierzali w te stronę i nie zamierzał nadmiernie zaprzątać sobie głowy. W luźnej rozmowie z Psem kilka razy przyłapał się na tym, że odpływa gdzieś myślami nieco zaniedbując wciąż jednak wymaganą ostrożność. Lustrował wtedy okolicę jakby chcąc nadrobić chwilę, w której się nie pilnował. I w takim właśnie momencie ich sielankowy niemalże spacer przerwał ten obraz...Stanął obok Psa, podobnie jak on nie znajdując innych słów na to, co widział.

-Ano kurwa...- nic więcej nie przyszło mu do głowy. W tym momencie myśli pędziły w jego głowie. Po chwili przywarł do drzewa przypominając sobie, że powinni zachować ostrożność. Szczególnie w takich okolicznościach.

Zamknął oczy, wziął kilka wdechów i ponownie tej nocy skupił się na swej Zdolności. Ponownie zapragnął lepiej widzieć. Chciał zlustrować okolicę i określić dokładniej, kogo mają przed sobą. Bał się zadawać to pytanie. Nie przejrzał dokładnie, kto się tam znajdował, ale w jego głowie pojawiła się obawa o ich ekipę. Miał nadzieję, że nie jest to miejsce, do którego zmierzali.
Kiedy wiedział już, że Zdolność działa, wychylił się i zaczął dokładniej przeglądać pobojowisko i otoczenie. Chciał zidentyfikować ofiary, jednak zmusił się by najpierw przejrzeć okolicę i upewnić się, że zagrożenie już minęło. Dopiero po upewnieniu się wrócił do obserwacji ofiar.

[Tereny poza miastem] Okolice murów

6
POST BARDA
Wyostrzenie zmysłu wzroku pozwoliło mu zobaczyć więcej przy tym świetle. O ile żadnego widocznego skrytobójcy nie zobaczył, który czekał na nich, nie był w stanie dojrzeć, nie oznaczało, że tu ich wcale nie było. Z tego miejsca dostrzegał bardzo wiele potencjalnych kryjówek, gdzie osoba ubrana w czerń mogłaby bezpiecznie ich obserwować i prawie niemożliwe byłoby jej zobaczenie. Efektem ubocznym wzmocnienia swojej zdolności w lesie było dostrzeganie bardzo wielu szczegółów otoczenia, które to normalnie umykały i obciążały jego zdolność koncentracji bardziej, niż w mieście. Tam nie było tylu bodźców, których dostrzegał. Widział wyraźnie sporo liści, jakby trzymał je przed twarzą. Dostrzegał, jak wiatr nimi porusza, a znajdowały się parę metrów od niego. Niewielkie insekty, niedostrzegalne dla normalnych osób, on widział, jak przechadzają się lub żywią czymś. Tak samo było w ściółce leśnej...robaki, gryzonie. Las o tej porze bywał bardzo żywym miejscem. A to powodowało, że jego umysł musiał przetworzyć znacznie większą ilość informacji, niż w mieście. Przy czym nie dostrzegał, by groziło im jakieś niebezpieczeństwo...nie licząc może tego węża, który krył się pod pniem albo skunksa, który przemykał pomiędzy krzakami. A do tego dochodziły ślady stóp, kół i walki.

I jakby tego było mało, dostrzegał znacznie wyraźniej rany ofiar. Parę z nich miało wnętrzności na zewnątrz, a on to dostrzegał, jakby stał tuz obok. Nie widział oznak życia, dopóki nie skierował wzrok w jedno, konkretnie miejsce, prawie po drugiej stronie pobojowiska. Dostrzegał, jak jedno z ciał porusza brzuchem w górę i w dół.

Pies podszedł do pierwszego ciała, przyglądając mu się uważnie. To byli oni. Ci, którzy mieli przejść przez bramę i czekać w umówionym przez niego miejscu. I w nim się znajdowały. Rozglądając się, zauważył ciało diabelstwo. Podszedł tam i splunął na nie, dostrzegając na jego plecach bardzo głębokie cięcie. Tylko że on był ustawiony przodem do jego ludzi. Jak i osoby mu towarzyszące. Identyczne ślady zadane im z tyłu.
Licznik pechowych ofiar:
8

[Tereny poza miastem] Okolice murów

7
POST POSTACI
Ciekawie kształtowały się różnice postrzegania świata poza miastem do tego w mieście. Być może nawet Mortiush pozastanwiałby się nad tym dłużej i nieco bardziej przy tej okazji zgłębił tajniki swojej Zdolności, gdyby nie fakt, że stał na skraju pobojowiska. I to pobojowiska, którego tutaj być nie powinno. Mieli tutaj czekać ich ludzie. Nie Shah i jego drużyna...Ich tutaj nie powinno być. I gdyby ich nie było, Sierotki by ich witały właśnie odkorkowanymi butelkami i rozpoczęliby swoją podróż dokądkolwiek...
Szybki ogląd okolicy pozwolił mu wyciągnąć dziwne wnioski. Sierotki wyjechały z miasta i czekały na nich w umówionym miejscu. Shah ze swoimi ludźmi pewnie mieli jeszcze jakiś interes do Morta i Psa. Niewykluczone, że chcieli się ich pozbyć na wypadek, gdyby udało im się wyjść z kanałów. W końcu przewodnik mówił im coś o tym, że ktoś musiał sabotować kanały na ich cześć. Nie pasował tu tylko potencjalny udział osób trzecich, na który wskazywałyby te rany na plecach w pozycji frontem do przeciwnika. No i gdyby to był ktoś z nich, to by tu było nieco... żywiej.
Nie było jednak więcej czasu na rozmyślania. Kiedy tylko Mort dostrzegł, że ktoś dycha, pobiegł natychmiast w tamtą stronę. Przeskakując zabitych i inne przeszkody dążył tylko tam, by upewnić się kto to i spróbować coś z tym zrobić. A w najgorszym wypadku rozjaśnić nieco to, co się tutaj stało

-Tam!-powiedział tylko do Psa przebiegając obok niego i klepiąc go w ramię dla zwrócenia uwagi. Żaden z nich nie był medykiem, ale we dwóch łatwiej będzie cokolwiek uradzić nad rannym.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Saran Dun”