Koszary

211
Theo spróbował opanować konia, jednak był tak samo wzburzony jak jego wierzchowiec. To Ulryk nie wykonywał rozkazów kapitana Kielecka, więc to on powinien zawisnąć! Nie wyciągnął miecza, nie mając zamiaru zabijać uciekinierów. Mieli ich sprowadzić z powrotem do koszar. Żywych!
- To TY nie wykonujesz rozkazów, i TY powinieneś zawisnąć! Kieleck podał jasną instrukcję - sprowadzić ludzi z powrotem do koszar! Kto będzie walczył z zarazą, jeżeli wszystkich wytłuczemy?!- Ponowił swoje poprzednie pytanie. Był wściekły. Dlaczego ten człowiek nie myślał logicznie? Dlaczego nie wykonywał rozkazów kapitana?!
- Zejdź mi z drogi.- Rozkazał, chociaż wiedział, że to może jedynie zaognić sytuację. A może tak naprawdę chciał go sprowokować? Gdyby tylko mógł się go pozbyć... jakoś...
- Nie nadajesz się na dowódcę.

Koszary

212
POST BARDA
Również koń Ulryka zaczął przestępować nerwowo z nogi na nogę, gdy atmosfera gęstniała. Oficer ścisnął go ostrogami, aż wierzchowiec zarżał z bólu. Działanie przyniosło jednak skutek i koń się uspokoił.

- Kieleck to słaby głupiec! - Warknął Ulryk. - Przyklaskuje takim słabeuszom, jak ty! Dość już zwlekaliśmy, dość naobiecywaliśmy elfom. Ha! Elfom! - Mężczyzna splunął na bok. - Niczym nie różnią się od Czarnej Zarazy! Zasady z Oros powinny obowiązywać wszędzie!

Theo wiedział, co działo się w Oros - po wybuchu na uniwersytecie i zniszczeniu części miasta, wina spadła na elfy. Od tamtej pory spiczastousi stali się niepożądanym sortem, usuwanym ze stanowisk, a nawet zabijanym, jeśli tylko były ku temu okoliczności. Zarówno wysokie elfy w Keronie, jak i leśne elfy wszędzie w Herbii, nie miały łatwo.

- To nie są żołnierze, to przeszkoda, która spowolni wojska wroga tylko na chwilę. Nie są warci, by żyć i nosić błękit Meriandos. - Groził Ulryk. Jego koń, popędzony, zaczął powoli okrążać Pliszkę. - Ty też jesteś słaby, Regor. Znam twojego ojca. Jestem pewny, że wstydzi się takiego syna. Gdyby nie twój ojciec, trafiłbyś do pierwszego szeregu. Pająki rozerwałyby cię na strzępy zanim zdołałbyś wypowiedzieć słowo "ojciec".
Obrazek

Koszary

213
- W takim razie kto będzie walczył?! Ty sam?!- Przecież potrzebowali ludzi, żeby wyeliminować chociaż część nadchodzącej zarazy! Ten człowiek był szalony, żądny krwi! Tyle że chciał rozlewać nie tę krew, którą powinien.
Theo chciał mu odkrzyknąć, że Iselor im pomógł, jednak powstrzymał się. Nie widział sensu w dalszej rozmowie z Ulrykiem. Nie chciał też słuchać o swoim okrutnym ojcu, którego nie lubił równie mocno, jak swojej siostry. Bracia? Ich nawet nie znał. Do elfów miał wcześniej bardzo ambiwalentny stosunek - nie myślał o nich, nie obchodziły go. Dopóki nie poznał Iselora i nie uznał za bardzo niesprawiedliwe wykorzystanie jego, oraz jego rodziny. W tej bitwie zdecydowanie powinni być sojusznikami. Winiarius zawsze mu powtarzał, że w kupie siła. Jeśli będą bili się na kilka frontów, to czarna zaraza zmiecie ich z powieść ziemi.
- Jesteś szalony.- Powiedział tylko i wyciągnął miecz, starając się przy okazji uspokajać swojego konika. Nie będzie mu się tłumaczył. Nie będzie mówił o swoim ojcu, który na pewno w tym momencie by się go wstydził. Nie będzie też mówił, że udało mu się zabić czarne elfy oraz pająka. Jakakolwiek wymiana zdań z tym człowiekiem mijała się z celem. Był więc nawet gotowy na to, żeby stal zadźwięczała o stal. Theo nie miał pojęcia co się zaraz wydarzy. Ale ktoś taki jak Ulryk, nie powinien móc dowodzić żadna armią...

Koszary

214
POST BARDA
- Mamy dość wyszkolonych żołnierzy, by bronić miasta. - Sarknął Ulryk, prowadząc konia dookoła Theo. Obserwował go z każdej strony, lecz to sprawiało, że Pliszka denerwowała się i zarzucała łbem. Wyczuwała zagrożenie. - Rekruci tylko zużywają zapasy.

Mężczyzna miał na ustach uśmiech. Był pewien swojej pozycji, pewien swojej siły i władzy, jaką dawała mu jego pozycja. Wyciągnął miecz w kierunku Theodore'a, jednak sztych nie miał szansy dosięgnąć ani chłopaka, ani jego wierzchowca. Ruch był tylko wyzwaniem.

- Zastanów się dwa razy, co robisz i mówisz. - Upomniał Theo. - Jeśli uniesiesz na mnie stal, zginiesz. Jesteś zdrajcą, Regor.
Obrazek

Koszary

215
Theo starał się uspokoić konia, ale sam był bardzo zdenerwowany i wierzchowiec na pewno to wyczuwał. Wyciągnął przed siebie miecz, żeby nie pozwolić Ulrykowi się do siebie zbliżyć. Nie chciał atakować pierwszy, ale tak naprawdę tylko czekał, aż stal którą mężczyzna trzymał w dłoni, dotknie jego broni. To będzie zaczepka, której nie będzie mógł zignorować. Jeśli tutaj umrze, to trudno. Najwyżej okrzykną go zdrajcą, mimo że się nim nie czuł. Chciał wykonywać rozkazy kapitana i to człowiek przed nim był problemem. Nie zgadzał się z nim, ale nie odezwał już więcej. Uważnie obserwował, czekając na kolejny ruch.

Koszary

216
POST BARDA
Theodore nie atakował, co mogło być dobrym wyborem, gdy Ulryk, starszy i bardziej doświadczony, obserwował każdy jego ruch, starając się wyłapać moment, w którym chłopak ruszy z ofensywą. Do tego jednak nie doszło.

- Udowodnij, że nie jesteś tchórzem, Regor. - Powiedział do niego oficer, lecz już bez otwartej wrogości w głosie. Sztych jego miecza opadł lekko. - Ruszaj. Ruszaj, łap uciekinierów, jak kapitan rozkazał! Przyprowadź ich tu albo przynieś ich głowy. - Polecił i nim Theo mógł zareagować, uniósł nogę obutą w ciężki, podkuty metalem but i kopnął Pliszkę w zad.

Klacz nie spodziewała się ataku. Nie stanęła dęba, lecz zarżała i rzuciła się do ucieczki. Spłoszony wierzchowiec pognał przed siebie, z Theo na grzbiecie!
Obrazek

Koszary

217
Theo nie miał pojęcia, co to wszystko miało znaczyć. Czekał, aż oficer wykona pierwszy ruch, jednak tak się nie stało. Czy go sprawdzał? Dlaczego nazywał tchórze oraz zdrajcą? Bo chciał być uczciwy wobec elfów i wykonywać rozkazy kapitana? Regor czuł, że się do tego wszystkiego nie nadaje. Ciągle żałował, że po prostu nie wcielono go do któregoś z oddziałów i nie zostawiono w spokoju. Miał tego serdecznie dość.

Kiedy Ulryk spłoszył mu konia, nie oponował. Nie mówiąc nic, złapał jedną ręką za lejce żeby uspokoić zwierzę i pogalopować przez las. Nadal był zdenerwowany, a krew dosłownie w nim wrzała. Przeklął głośno i miał ochotę w coś uderzyć. Jedyne co mu jednak teraz pozostało, to wykonać rozkaz i znaleźć uciekinierów. Będzie próbowała przekonać ich, żeby wrócili do koszar.

Koszary

218
POST BARDA
Pliszka gnała przed siebie. Z pianą na pysku biegła na oślep, mijając kolejne drzewa w lasku, który znajdował się nieopodal koszar. Nie był to stary bór, a raczej brzozowy zagajnik, świetny do zbierania grzybów na jesieni, lecz mniej odpowiedni do jazdy konnej. Drobne witki smagały Theo, gdy klacz szarżowała. Dopiero po paru minutach zatrzymała się, gdy między drzewami dostrzegła dwa cienie.

Theo również je dostrzegł i wiedział, że znalazł uciekinierów. Nie byli daleko. Musiał tylko wyciągnąć miecz i pogonić konia, by wykonać rozkaz. Mógł również spróbować z nimi porozmawiać.

- Uciekaj! - Krzyknął jeden z uciekinierów do drugiego. - Już tu są!
Obrazek

Koszary

219
Theo poprawił w dłoni miecz, jednak nie zaatakował. Potrzebował tych mężczyzn żywych, a nie martwych. Nadal był zdania, że potrzebowali jak najwięcej ludzi, którzy będą mogli stanąć do walki. Marnowanie zasobów? Nie zdaniem Regora. Nie uważał, żeby zabunkrowanie się w mieście było dobrym pomysłem. Mieli tam siedzieć i czekać, aż zaraza oraz czarne pająki wytłuką ludzi z okolicznych wsi? Spalą pola i lasy? To by było niesprawiedliwe.
- Stójcie!- Zawołał ostro.- Spokojnie…- Mruknął jeszcze do wierzchowca, wolną dłonią starając się poklepać go po boku.-Jeśli uciekniecie, to przegramy. Ale jeśli wrócicie do koszar i staniecie jutro do walki, to mamy jakieś szanse. Wracajcie i pomóżcie gasić pożar! Udało nam się odeprzeć nocny atak, musimy być gotowi na jutro!- Powiedział, mając nadzieję, że to ich przekona. Jako młody “panicz”, doskonale wiedział jak mówić rozkazującym tonem. I prawda była taka, że nie chciał używać na nich swojego miecza…

Koszary

220
Zagajnik brzozowy nie pozwalał na wyraźne dostrzeżenie postaci między drzewami, lecz jasnym stało się, że mężczyźni wyciągnęli miecze. Nie mieli na sobie pancerzy, gdy najpewniej nie zdążyli założyć ich na siebie, gdy nadeszli wrogowie, lecz w porę złapali broń.

Przedarcie się do nich przez gałęzie mogło być problematyczne, gdy Theo wciąż znajdował się na grzbiecie konia. Pliszka zatrzymała się i zaczęła parskać, potrząsając łbem. Zwierzę było wycieńczone panicznym biegiem.

- Nie zbliżaj się! - Ostrzegł jeden z mężczyzn, cofając się, gdy tylko Theodore się odezwał. - Jeśli uciekniemy, zachowamy życia!

- Tak, tak!
- Zawtórował tamtemu drugi. - Jeśli uciekniemy, możemy przeżyć, w armii na pewno zgieniemy! Nikt nie interesuje się takimi, jak my!

- Sami sobie walczcie i gaście pożary, panie! Ja wracam do żony!


Słowa Theo nie przekonały żołnierzy.
Obrazek

Wróć do „Meriandos”