Obrzeża Turonu - Brama i okolice

46
POST BARDA
Komentarz Tamasa nie był zaskoczeniem dla Szamanki. W dzisiejszych czasach wiara w duchy i ich przewodnictwo znacznie osłabła. Zwłaszcza jeśli od dawna nie mieli kontaktu ze swoimi rodakami. Dodatkowo Tamas był mężczyzną, więc jego pogląd na sytuacje często zawierał dwie drogi. Postanowiła mu pomóc jeszcze w tej kwestii, choć wiedziała, że to zadanie należało do kogoś innego.
- Dlaczego uważasz, że jedno nie łączy się z drugim? To od ciebie zależy, jak wykorzystasz możliwości. Nigdy nie ma dwóch dróg. - Odpowiedziała na jego komentarz, choć zapewne będzie potrzebował czasu, by dokładnie to wszystko przemyśleć. Czas był tu potrzebny, choć go nie miał. Tak naprawdę był on wrogiem wszystkich ludzi. Z jakiegoś powodu teraz stał się potężniejszy.

Podziękowała mu skinieniem głowy, bo była bardzo osłabiona po tym wróżeniu. Dawno nie miała tak silnej wizji i podejrzewała, że był to bardzo silny wpływ ducha powietrza. Wypowiedziała jeszcze słabo ostatnie słowa do niego.
- Jeśli będziesz potrzebował pomocy, znajdziesz mnie tu. - Choć były one ciche i wysłowione z trudem, doskonale mógł je usłyszeć przed opuszczeniem namiotu.

Pogoda nieco się zmieniła na zewnątrz. Zebrały się ciemniejsze chmury i zaczął delikatnie padać śnieg. I kiedy tak wyjrzał, by zobaczyć, co się dzieje z wozem, ten był otoczony przez sporą grupkę Uratai w ciasnym kręgu. Niektórzy wymachiwali rękami, inni poruszali się niespokojnie. Gdzieś z boku stał jeden człowiek z rozstawionym stolikiem, acz co na nim było ciężko powiedzieć. I przez to zamieszanie wóz nie ruszył się nawet o stopę.
Licznik pechowych ofiar:
8

Obrzeża Turonu - Brama i okolice

47
Tamas szczerze mówiąc nie wiedział skąd takie założenie, ale pewnie wszystko mógł zwalić na to, że zazwyczaj postrzegał rzeczy realistyczno- pesymistycznie. Wypowiadanie tego jednak na głos nie przyniosło do tej pory żadnych rezultatów to lepiej czasami po prostu ugryźć się z język.
- Trudno połączyć te obie kwestie.- Oznajmił przekonany i kiwnął barkami. Przecież przełożeni nie stwierdzą nagle, że zamiast wracać do twierdzy, ma zostać na wschodzie i pilnować sytuacji z krasnoludami... chyba. Istniała w końcu i taka możliwość.

Na jej słabe słowa tylko pokiwał głową. Nie spodziewał się, aby potrzebował pomocy... chyba że odkryje, że został otruty, a odtrutki w pobliżu nie będzie... albo będzie potrzebował więcej pomocy duchów...- zdecydowanie potrzebował przemyśleć tą całą sprawę na spokojnie, a słowa przepowiedni wyryły mu się w głowie. Niemniej nie zamierzał nikomu tego mówić, bo jeśli dobrze pamiętał... los był siłą osobną od bogów i przeznaczenie ukute przez nich nie było tym samym co los, który mógł odchylać ścieżkę według własnych chęci- można by określić Los jako innego boga, który nie współpracował z panteonem.
Mruknął na pożegnanie i wyszedł z namiotu. Widząc poruszenie, od razu wyminął ogromną grupę zebranych i zaczął zachodzić od tyłu gościa przy stoliku, aby zwyczajnie spojrzeć co wywołało takie poruszenie. Poza tym większość stała z przodu, uznając to za swoistą kolejkę... Tamas do niej nie należał. Bardziej chciałby odsunąć stolik z traktu na którym były wszystkie wozy, teraz zblokowane przez zbiegowisko.
Kartoteka
Będę żył i umrę na posterunku.
Jestem mieczem w ciemności.
Jestem strażnikiem na murach.
Jestem ogniem, który odpędza zimno, światłem, które przynosi świt, rogiem, który budzi śpiących, tarczą, która osłania krainę człowieka.

Obrzeża Turonu - Brama i okolice

48
POST BARDA
Podchodząc bliżej, najpierw usłyszał okrzyki, które dopingowały kogoś. Okrzyki: "Dalej! Mocniej! Obij mu ten głupi ryj!" Do tego odgłosy wiwatowania, a czasem buczenie i gwizdy. Ten, kto siedział przy stoliku, przyjmował zakłady. Tamas podchodząc, zobaczył na stoliku stosik sakw, a tym, który był odpowiedzialny za to, był nie kto inny, niż Genush. Będąc już całkiem blisko, dostrzegł, jak Vickri, Kristin i Olific nawołują innych, by zobaczyli i stawiali zakłady.
Reszta z wyjątkiem Bohura starała się utrzymać porządek. A ten ostatni rodzinek znajdował się w środku tego kręgu i słuchać było jego okrzyki zwycięstwa. Ktoś namawiał do tego, by kolejny śmiałek się z nim zmierzył.
- Nim dowódca zacznie krzyczeć na nas wszystkich, proszę posłuchać. -
Rzucił Genush, kiedy tylko go zobaczył, uprzedzając jakiekolwiek jego słowa. - Zastanawialiśmy się z chłopakami, jak długo tu zostaniemy. Patrząc na to, że fundusze mamy ograniczone zastanawialiśmy się, jak możemy sobie dorobić, by nam starczyło na pobyt dłuższy w razie czego. No i trzeba odkupić beczkę piwa, bo jednak dawanie niepełnej nie jest w porządku. To już wygraliśmy od jednego kupca z południa. - Mówił bardzo szybko, by Tamas nie wszedł mu słowo, jakoby zdanie tego raportu było najważniejsze w jego życiu. A przynajmniej w tej chwili.
- Zaczęło się wszystko od tego, że jakiś knypek zaczął obrażać Bohura. Ten wykazał się wręcz, jak na niego spokojem, ale jak gnojek obraził pana Honor, no to już nie wytrzymał. Zbił go jak stary Yeti jelenia. No i pojawił się tłumek, który chciał się sprawdzić. Wie pan, jak to jest... No to postanowiłem wykorzystać okazje i trochę na tym zarobić dla nas. - I dopiero po tym, jak wypowiedział ostatnie zdanie, zaczął oddychać. Lepiej było natychmiast wyjaśnić sytuację, niż czekać na pytanie i tłumaczyć się, jakby było się winnym.
- Owszem, stoimy, ale myślę, że to się opłaca. - Dodał jeszcze.
Licznik pechowych ofiar:
8

Obrzeża Turonu - Brama i okolice

49
Tamas początkowo poczuł ukłucie złości kiedy zauważył, że całe to zamieszanie miało związek z jego ludźmi. Najwyraźniej pozostawianie ich samych sobie było złym pomysłem. Potem uznał, że ma zdecydowanie większe problemy, niż niesubordynacja żółtodziobów. Przystanął przed Cichaczem i obdarzył go zmęczonym spojrzeniem.
- Waszym zadaniem jest siedzenie na dupach w wozach, a nie zamartwianie się o opłaty i podarunki dla króla.- wycedził niezwykle cicho i nie patrzył przy tym na rozmówcę, a na Małego, któremu nie obito do tej pory pyska i na szczęście owy knypek okazał się nie być faktycznie niezbyt dobry w walce wręcz.
- Na Tobie spoczywa rozgonienie tej grupy i zebranie się wszystkich na wozy. Blokujecie szlak do twierdzy i nie minie długi czas jak ktoś w kolejce się wkurwi.- pokazał na niego palcem, ale wyjątkowo nie podnosił głosu. Raczej nie był wybuchowym człowiekiem- Jak już uprzątniesz bajzel to wróć do mnie.
Po tych słowach Tamas go wyminął i podszedł do swojego miejsca na wozie, a potem usiadł. Ponuro patrzył przed siebie na stojącą kolejkę, która niezbyt się ruszała, ale jednak krasnoludy musiały kogoś wpuszczać, albo odprawiać. Może i potrwa to do wieczora? Albo rana? Zazwyczaj w nocy karawany nie są wpuszczane, no przynajmniej jest tak w większości miast i twierdz, gdzie zamyka się bramy do świtu. Może tutaj jest podobnie? Nawet jeśli nie... to przecież ludzie w wozak pozasypiają. Yh, gdzie ta Joverna...

Kiedy już tłum się rozszedł Tamas oczekiwał przybycia Cichacza, ale równie dobrze mógł przyjść któryś inny (pomijając woźnicę, który przecież miał powozić). Niby nie musiał dbać o morale swojej małej grupy, ale czy faktycznie mu zaszkodzi jeśli da im nieco więcej swobody? Przecież i tak nic nie robili, więc siedzenie na dupach mogli przynajmniej czymś zastąpić.
- Jeśli chcecie się bawić w takie rzeczy to róbcie to przede wszystkim poza głównym szlakiem i to po zachodzie słońca, kiedy jest jeszcze większa szansa na to, że nie wpuszczą przyjezdnych- wyjaśnił ponuro na wstępie- Siedźcie przy tym ile sobie chcecie, ale wozy mają się przesuwać wraz z pozostałymi, a wy macie być każdego poranka na nogach. Macie też nie niepokoić mieszkańców obozów.
Dodał, a potem gestem łapy odprawił przybyłego, aby nawet nie próbował dyskutować. Czy wykorzystają szansę? Miał to w dupie. On oczekiwał na przejazd...
Kartoteka
Będę żył i umrę na posterunku.
Jestem mieczem w ciemności.
Jestem strażnikiem na murach.
Jestem ogniem, który odpędza zimno, światłem, które przynosi świt, rogiem, który budzi śpiących, tarczą, która osłania krainę człowieka.

Obrzeża Turonu - Brama i okolice

50
POST BARDA
Genush przyjął krytykę bez słowa zająknięcia. Oczywiście nie podobało mu się to, że Tamas nie zająknął się nawet o obronie jego honoru. W jego skromnej ocenie jako jego ludzie powinni się martwić o takie rzeczy. Nie byli bezrozumnymi niewolnikami, by nie mieć własnego zdania. Chcieli pomóc, jak tylko potrafili, aby dowódca mógł na nich polegać. Nie widzieli w tej akcji niczego złego. Kiedy tylko i wyłącznie Tamas wyminął się, Cichacz podszedł do kilku osób z ich grupy, by przekazać sytuacje i powiedzieć, jakie są obecne rozkazy. Wkrótce rozległy się głośne słowa o zakończeniu walk i rozkazy opuszczenia tego miejsca. Przy oczywistym niezadowoleniu i buczeniu reszty. Trochę zajęło wyproszenie wszystkich, aczkolwiek w końcu już nikt nie otaczał ich wozu.

Skoro Genush był wyznaczony na przyjście, to przybył. To on miał teraz tego pecha, by wysłuchać kolejnej reprymendy Tamasa i jak już miał w zwyczaju, milczał. Wtedy to po prostu trochę się chłopak poddenerwował, ale teraz wrócił do dawnego siebie. I tak odprawienie było w tym wypadku skuteczne. W końcu mogli ruszyć w dalszą drogę do bram twierdzy. Przynajmniej z tego zamieszania coś ugrali. Może nie było to takie wielkie, ale dodatkowe zasoby były czymś, co mogli wykorzystać później.

Joverna przybyła do ich wozu, kiedy byli niedaleko Tunelu. Zostały trzy pojazdu przed nimi i będą mogli porozmawiać ze strażnikami. Wbrew pozorom minęło wiele godzin, nim byli tak blisko. Karawana poruszała się bardzo wolno z racji na kontrolę. Bardzo wiele pojazdów zostało odprawionych, by mogli przeczekać na zewnątrz.
- Dowiedziałam się kilku rzeczy. Wygląda na to, że mają konkretny powód, by odmawiać wjazdu tak wielu. - Stwierdziła zmęczona i usiadła obok Tamasa. Sięgnęła do swojego plecaka po zapasy jedzenia.
- I słyszałem ciekawą plotkę, że jeden z wozów zyskał szacunek, bo podobno jest tam jakiś niepokonany wojownik. -
Licznik pechowych ofiar:
8
ODPOWIEDZ

Wróć do „Turon”