Trakt ku Stolicy

106
POST BARDA
Nie zostawiłbym cię na pastwę jakiegoś psubrata magika. — Rzekł jak to on zawadiacko, acz ostatnie słowo złamało mu się na języku ponurym akcentem, drobiną niepewności w głosie. — Poza tym minęła by mnie cała zabawa — Dodał, szybko odzyskując swoją jakże niezłomną pewność siebie.

*** OST

Krew. Magia wisiała w powietrzu, acz to czerwień na śniegu za jednym z drzew natychmiast zaalarmowało Aellę — Tam leży drugi — Wskazał Flavio, który kroczył po jej lewej stronie. W oddali też leżało ciało. Te bliżej prezentowało bandytę, którego spotkał ponury los, patrząc po dziurze w torsie w miejscu klatki piersiowej i zamarzniętej w w zaskoczeniu białej jak śnieg twarzy. Nieruchome oczy wręcz wyrażały kompletne niedowierzanie. Przypominał typowego zbója, z nadziakiem u boku i procą sznurową
Ktoś ich dorwał przed nami, widzę dalej kolejne ciało — Rzekł Flavio, będąc nieco dalej już od Aelli z jej lewej flanki. Ta zaś jako pierwsza mogła dostrzec przed sobą jakąś parującą jeszcze stertę. Zogniskowanie wzroku pozwoliło jej dostrzec podłużne wyciągnięte kształty, ułożone jeden na drugim. Ciężko było pojąć co to mogło być o tak ciemnej barwie i cylindrycznych nieregularnych kształtach. Acz ledwie trzy kroki dalej w końcu widok stał się zrozumiały. Zmasakrowane nagie ludzkie ciała, ciężko powiedzieć czyje z tej odległości, leżały na kupie wywalone jak koński gnój. Piętnaście? Dwadzieścia osób? Krew zdążyła w wielu miejscach już zamarznąć, zwłaszcza na śniegu, tworząc dookoła nieregularne malownicze kształty. Widok w swej ohydzie był dziwnie hipnotyzujący, jakby kompletnie wyjęty z rzeczywistości jaką kobieta znała, acz kątem oka spostrzegła kolejne truchła bandytów, rozrzuconych po śniegu jak lalki.
Na Sakira co to jest?! — Rzucił Flavio, dostrzegając stertę martwych.

Trakt ku Stolicy

107
Zabawa? No szczerze powiedziawszy ona sama tak to traktowała, ale nie kiedy ryzykowała życiem kogoś poza sobą. Nie miała jednak zamiaru decydować za niego, nie teraz, było za późno na sprzeczki w tej kwestii.

Ciała nie do końca zaskoczyły dowódczynię, wyczuła magię krwi jeszcze zanim je zobaczyła. I niestety ten typ magii był jednym z najgorszych z jakimi mógł się ktokolwiek mierzyć, a z którą ona sama zmierzyła się za dziecka i do dziś nie miała pojęcia, czy ją wygrała, czy jednak przegrała.

Kiedy jednak zobaczyła stertę ciał pośrodku polany, zatrzymała się na moment. To miejsce było przeklęte, a czarnoksiężnik najwyraźniej wykorzystał bandytów w tylko sobie znanym celu, niemniej jedna ze stron wyszła na tym kiepsko. Pierwsza myśl jaka ją naszła to fakt, że ktoś zastawił na nich pułapkę, na Aellę i jej żołnierzy. Jaki inny cel mogłoby to mieć, wykorzystanie magii krwi w takim miejscu? Druga natomiast to rytuał przywołania, dlatego odruchowo spojrzała z lekkim lękiem na wejście do jaskini. Czy coś tam się kryło? Czy była to istota przywołana? I gdzie był czarnoksiężnik o którym była mowa.

Uniosła rękę na znak, aby wszyscy się zatrzymali i uklękła. Jeśli to pułapka wykorzystująca magię krwi, jest sposób aby ją rozbroić. Jeśli zbliżyliby się za bardzo, ktoś w nią wpadnie. Przywołała więc do siebie jednego z kuszników.

- Wystrzelić płonący bełt w tą stertę ciał. - wydała rozkaz. Wykonanie płonącej zajmie pewnie minutę lub dwie, ale do tego czasu postanowiła się nie zbliżać. Może się myli, może nie, ale pozbycie się ciał i krwi może pomóc, a raczej nie zaszkodzi.

W tym czasie niestety, ale musiała przyznać sama przed sobą, że pomimo tego co umysł jej podpowiada, serce traktowało to uczucie...przyjaźnie. To z tym musiała się mierzyć na co dzień. Tym co traktowała jako dobro rozumem, a tym co traktowała jako dobro przez serce spaczone magią demonów za dziecka.

Trakt ku Stolicy

108
POST BARDA
Poruszenie pojawiło się na twarzach wojaków, kiedy tylko ci dostrzegli stos zmasakrowanych ciał — To czarna magia... — Rzekł dość głośno Flavio, którego widok ten poruszył — Słyszeliście!? Spalić to! — Zawołał, acz nie trzeba było powtarzać, kusznicy zaraz rozgarnęli się we czwórkę, aby pierw sporządzić ogień w warunkach polowych, reszta szykowała już bełty i kusze. Wymieszać odpowiedni olej z rozgrzaną smołą w metalowym naczyniu, aby to uczynić gęstą płonącą mieszaninę. Wtem zanurzyć w tym czubki bełtów i strzelić w na wpół zamarzniętą rzeźbę z martwych. Rzeczywiście zajęło to chwilę, acz oddział był zdyscyplinowany i nie robili to pierwszy raz. W międzyczasie wszystkim towarzyszył tylko odgłos własnego oddechu i krzątanie się żołnierzy.

Sześć bełtów poleciało, wbijając się w ciała. Pociski nie zgasły, acz zdecydowanie brakło im mocy, aby bryłę zmarzniętego mięsa spopielić i to jeszcze zimą. Nastała znów cisza, jakby żołnierze oczekiwali dalszych rozkazów, byli gotowi powtórzyć zaraz salwę, kiedy to sterta nieżywych drgnęła. Flavio przetarł oczy wierzchem rękawicy, jakby miał wrażenie że to zwidy, acz nie inaczej. Mięsna góra zaczęła się unosić w jakiś sposób, wierzchnia zmarzlina pękać i odpryskiwać. Odgłosy wydostające się z ciał przypominały łamanie się kry na rzece. Wtem dołączył do kakofonii obślizgły odgłos przesuwających się między sobą wnętrzności. Kończyny łamały się naocznie i wyginały pod nienaturalnymi zgięciami. Góra mięsa ożyła na kształt bezpostaciowego monstrum, z której zaczęły wynurzać i zanurzać się ręce niczym ruchliwe gałęzie. Te trzymały co tylko miałyby pod ręką. Kości, flaki i zastygnięte w przerażeniu głowy ofiar. Aella mogłaby przysiąc, że dostrzegła jak jedna z nich zamrugała do niej i ruszyła wytrzeszczonymi oczyma.
Spoiler:

Wróć do „Książęca prowincja”