Część mieszkalna

1
Część mieszkalna podziemnego miasta jest labiryntem splecionych korytarzy i komnat wykutych w czarnym kamieniu. Ściany błyszczą w świetle bioluminescencyjnych mchów, które rosną w wilgotnych zakamarkach, tworząc subtelne, niebieskawe oświetlenie. Mieszkańcy poruszają się po cichu, jakby obawiając się zakłócić wszechobecny spokój. Szum wody kapiącej z sufitów oraz cichy szept rozmów w tle tworzą atmosferę tajemnicy i ciągłego zagrożenia. W tej części miasta życie toczy się w cieniu, a każdy ruch jest dokładnie przemyślany, odzwierciedlając skomplikowaną i niebezpieczną naturę społeczeństwa mrocznych elfów.

***

Spoiler:
Powóz dojechał do znacznie mniej imponującej części podziemia, choć równie egzotycznej dla przybyszów z powierzchni. Szerokie mosty i rozległe korytarze, jakimi początkowo jechali, w końcu zwęziły się, aż wreszcie po krótkim kluczeniu ciemnymi uliczkami wjechali do miejsca, które zasnute było pajęczyną i niemożebnie śmierdziało kwasem. Z sufitu nad ich głowami zwisały jeszcze trzy pająki, podobne do tych, które ciągnęły ich pojazd, ale ani one nie wydawały się przejęte ich przybyciem, ani dwójka ich wybawicieli nie uznała za stosowne czegokolwiek im tłumaczyć. Pomogli im wyjść z powozu i stąpając wśród cienkich, jasnoszarych nici przeszli do kolejnych drzwi, prowadząc ich do miejsca, w którym - jak twierdzili - przynajmniej przez jakiś czas będą bezpieczni.
Dom Vicny i Trisafa, jak przedstawił się mroczny, nie był nawet w połowie tak imponujący, jak ten, z którego uciekli. Wykuty w skale, w dużej części pozbawiony okien i efektownych ozdób, był jednak czysty, cichy, nie śmierdział kwasem i nie poruszały się po nim żadne dziwne stworzenia. Gdy całą grupą wpadli do środka, siedzący w jednym z foteli młody chłopak poderwał się i z przerażeniem w oczach cofnął się pod ścianę. Vicna rzuciła mu kilka krótkich poleceń, więc elf w końcu niepewnie pokiwał głową i wybiegł, zostawiając ich samych w czymś, co wyglądało, jak niewielki salon.
Trisaf delikatnie odłożył owiniętą w czarną tkaninę Yunanę na ten sam fotel, a potem pobiegł zasłonić okna. Kobieta była przytomna, ale pustym spojrzeniem patrzyła przed siebie, jakby było jej już wszystko jedno, gdzie się znajduje i co z nią robią. Jej kręcone włosy, unurzane we krwi, zaschły już i nie brudziły tapicerki mebla. Auth za to, wciąż utrzymując postać mrocznego Shirana, położył półelfa na boku, na czarnym szezlongu, nie bacząc na to, że może go ubrudzić. Ból wypełniał już całe jestestwo mężczyzny, sprawiając, że trudno było mu się skupić na czymkolwiek innym - na rzuconej gdzieś pod ścianą, wciąż nieprzytomnej magini, na demonie, który mówił coś do niego cicho, czy nawet na Nellrien, na kolanach której jakimś cudem wylądowała jego głowa.
- Vicna posłała po medyka - wyajśnił Trisaf. - Będzie tu lada moment.
- Czy to bezpieczne?
- odezwała się cicho przestraszona, ale zdeterminowana Neela. Choć wcześniej, niewątpliwie przez zazdrość, pałała do Yunany absolutną nienawiścią, teraz kucnęła przy jej fotelu i trzymała ją za dłoń, chcąc przynajmniej w ten sposób dodać jej otuchy.
- To ojciec naszego ojca. Nie zdradzi.
Dwójka rodzeństwa, jak się okazało, przez chwilę stała na środku, nie bardzo wiedząc, w co włożyć ręce. Z pewnością nie spodziewali się, że to tak potoczy się dzisiejszy wieczór. Spoglądali na swoich gości, rannych i wyczerpanych. Choć Dandre też oberwał, to cięcie, jakie otrzymał przez pierś, przynajmniej podczas jazdy w większości przestało już krwawić.
- Przyniesiemy coś na ból i coś do jedzenia. Możecie tu odpocząć noc, dwie. Tylko proszę... proszę, nie wychodźcie na zewnątrz. I nie podchodźcie do okien. Wszyscy będą was szukać - powiedział elf, a potem na chwilę zostawili ich samych.
Gdy wrócili, dosłownie kilka minut później, Vicna miała w dłoniach tacę z trzema kubkami wypełnionymi gęstą, czarną cieczą, w żadnym stopniu nie wyglądającą kusząco, a Trisaf przyniósł kosz z pieczywem i dziwną, prostokątną butelkę bliżej nieokreślonego napoju.
- To nie jest dobre - ostrzegła elfka, podając jeden kubek Birianowi. Drugi, dla Yunany, wzięła Neela, a trzeci chwycił Auth. - Ale pomoże. Niech on wypije, to ważne. On musi - gestem głowy wskazała półelfa. - Bo nie dożyje medyka.

Spoiler:
Obrazek

Część mieszkalna

2
POST POSTACI
Shiran
Nie wiem za bardzo co się działo dookoła. Gdzieś mi mignęły przed oczyma rude włosy, a nawet wydawało mi się, że widzę jakiegoś wielkiego pająka. Dotyk, który przebijał się przez zasłonę bólu, nie sprawiał żadnej przyjemności, a zaciśnięta szczęka, nie chciała się rozluźnić na ani jedno słowo. Świat za szybą, wydawał się rozmazywać, przybierając dziwne kształty, które nic mi nie mówiły.
Próbowałem, wierzcie mi, skupić się na pierwszej myśli jaka kłębiła się mi w głowie, ale wysiłek do tego potrzebny wydawał się nadludzki. Jakby cały mój organizm i pozostałe siły, skupiały się na tym, by tylko utrzymać mnie przy życiu. Następne co pamiętałem to jakieś pomieszczenie i Auth, który odkładał mnie na jakimś dziwnym meblu.
Kazali pić. Tytanicznym wysiłkiem zmusiłem się do rozluźnienia szczęki, by chwilę później jęknąć z bólu. Chyba to był Auth, ale nie patyczkował się ze mną. Wmusił we mnie napar z cieczą, który smakował tak paskudnie, jak nic co do tej pory piłem w życiu. Coś jak koncentrowany odór skunksa, zmieszany z ziemią i płynnym metalem. Zachłysnąłem się ze dwa razy, kaszląc za każdym razem w taki sposób, że nowe fale bólu rozchodziły się po moich członkach. Jedno z najgorszych doświadczeń w życiu...
Ale już po chwili, ból już nie był aż tak dokuczliwy. Byłem w stanie robić coś więcej niż tylko mruganie, a nawet wydawało mi się, że mogłem mówić. Obraz wyostrzał się z każdą chwilą, tak że rozpoznałem nawet Nellrien, która zmartwiona pochylała się nade mną. Czy ja leżałem na jej kolanach? Uśmiechnąłem się słabo. Żyłem... Jeszcze.

- Dzieee, jaa? - wycharczałem z wyraźnym trudem. Przekręciłem głowę widząc dookoła sporo mrocznych elfów. Yunana też tu była. I Pajac. I Auth. I Nellrien. I Neela. Gdzie ja do cholery byłem?
Nie byłem w stanie się unieść. Próbowałem też spojrzeć na pulsujące miejsce przy biodrze, ale całą misterną operację blokowała trochę zbroja. Poddałem się i ułożyłem głowę wygodniej na kolanach Nellrien.
- Żyję - uśmiechnąłem się słabo. - Ty też... - No, to powiedziałeś. Wygadany debil.
I w sumie poza tym chyba brakowało jednej osoby.
- Co z wiedźmą? Elfami. I tym całym Dalalala. Pałac? - pytałem, wyrzucając słowa jedno po drugim
ODPOWIEDZ

Wróć do „Klan Wodnej Gwiazdy”